Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Czwartek, Mikołajki, godzina 20.11, typowe podpoznańskie osiedle. Drugi dzień prawdziwej zimy z opadami śniegu i mrozem. Właścicielka posesji jest w bardzo dobrym nastroju, bo właśnie podjeżdża pod dom z dwójką ukochanych wnucząt. Cieszy się na miły Mikołajkowy wieczór, pełen uśmiechu i zabawy.

Przyciska odpowiedni guzik na pilocie, aby spowodować otwarcie bramy. Niestety brama nie reaguje, ale to nic, może śnieg lub mróz to spowodował. Podchodzi więc do furtki, aby wprowadzić odpowiedni kod i w ten sposób dostać się na posesję. Zauważa, że przyciski nie wydają charakterystycznego dźwięku a klawiatura nie jest podświetlona. Natychmiast orientuje się, że nie ma prądu.

Ale co tam, zna przecież Procedurę, w jaki sposób dostać się do swojego domu, gdy nie ma prądu.

991 - jeśli jest awaria...

Słowo Procedura zostało tu celowo użyte, gdyż odegra ono znaczącą rolę w dalszej historii. Jest już w domu i dalej postępuje zgodnie z Procedurą sprawdza, co jest przyczyną braku prądu. Stwierdziwszy, że w domu wszystko jest w porządku, dzwoni do sąsiada, a ten odpowiada, że u niego prąd jest. Dzwoni więc do firmy Enea na telefon Pogotowia Energetycznego 991 (godzina 20.59). Kobieta z Pogotowia (nie przedstawiła się) pyta, ile posesji nie ma prądu? Po uzyskaniu wyczerpujących informacji twierdzi, że według Procedury ją obowiązującej, to nie jest awaria i ona nie może wysłać ekipy pogotowia. Na usilne nalegania, co w takim razie należy zrobić, powiedziała, że można zadzwonić do Biura Obsługi Klienta i podała numer telefonu 61 856 19 99.

...na "planowe odłączenie" - nie ma numeru

W BOK zgłosiła się kobieta (również się nie przedstawiła). Na wstępie, jak się wyraziła, zgodnie z Procedurą musi dokonać weryfikacji klienta. Co też po podaniu niezbędnych danych nastąpiło. Wówczas klientka zrelacjonowała zaistniałą sytuację. Pani z BOK stwierdziła, że ona nie wie co może być tego przyczyną. Stwierdziła, że u niej wszystko jest w porządku, rachunki są regularnie opłacane i chciała się rozłączyć. Klientka jednak nie dała za wygraną i uprosiła, aby może sprawdzić, czy w okolicy jej domu nie było jakiegokolwiek zdarzenia, które mogło pozbawić jej posesję dostawy prądu. Pani stwierdziła, że obowiązujące Procedury tego nie przewidują, ale w tym momencie wszedł sąsiad z informacją, że widział dzisiaj na ich ulicy około południa samochód pogotowia energetycznego.

Po przekazaniu takiej informacji Pani z BOK, pomimo faktu, że obowiązująca Procedura tego nie przewiduje, obiecała, że sprawdzi. Po dłuższej chwili stwierdziła, że rzeczywiście w tej miejscowości, na tej ulicy zostało dzisiaj zgodnie z Procedurą wykonane, cytuje: "Planowe wyłączenie spowodowane nieuregulowaniem płatności za energię elektryczną".

Pomyłka? Trzeba czekać do rana

Godzina 22.15 w serce Babci i wnuków wlał się cień nadziei. Niestety Pani z BOK stwierdziła, że jest to sprawa Opalenicy. Jakież było zdziwienie, cóż to piękne miasto może mieć wspólnego z brakiem prądu na jej posesji oddalonej od tego miasta o ponad 35 km? Sprawa się wyjaśniła. To właśnie tam jest osoba, która jest władna zgodnie z obowiązującą Procedurą wydać polecenie na podłączenie prądu.

Na stwierdzenie klientki, że przecież nastąpiła ewidentna pomyłka i czy ta osoba z Opalenicy zgodnie z obowiązującą Procedurą miała prawo odłączyć jej posesję od prądu, usłyszała, że nie wie, ale zgodnie z obowiązującą Procedurą tylko Opalenica może dokonać weryfikacji prawidłowości Procedury, bo BOK, z którym właśnie Klientka rozmawia, załatwia wyłącznie sprawy klientów z miasta Poznania.

Klientka czym prędzej poprosiła o numer telefonu do Opalenicy. Na szczęście obowiązująca Procedura umożliwiała wykonanie takiej czynności. Przy podawaniu numeru telefonu Pani pracująca w BOK poinformowała jednak, że do Opalenicy można zadzwonić dopiero następnego dnia rano od godziny 8.00. Zrodzona nadzieja zaczęła gasnąć.

W takim razie co mam teraz zrobić? Odpowiedz brzmiała, nie wiem, chyba czekać do rana.

BOK nie zadzwoni do Pogotowia!

Na prośbę Klientki czy Pani z BOK nie mogłaby jednak zadzwonić do Pogotowia Energetycznego i poinformować ich o zaistniałej pomyłce oraz poprosić o podłączenie prądu, usłyszała odpowiedź: nie Procedura tego zabrania, ona nie może dzwonić do Pogotowia Energetycznego a ponadto przecież już wcześniej mówiła, że weryfikacji musi dokonać Opalenica.

Na stwierdzenie, że przecież na początku rozmowy dokonała takiej weryfikacji i sama stwierdziła, że wszystkie rachunki są prawidłowo opłacone, odpowiedziała, że mogą wystąpić jeszcze inne okoliczności, które może tylko zweryfikować Opalenica. Ona nic więcej nie może pomóc.

Pogotowie: Pani zbyt długo blokuje linię na pogotowie...

Jest godzina 23.00, temperatura w nie ogrzewanym od południa domu niebezpiecznie obniża się. Co robić, wnuczki płaczą, nie rozumiejąc co się dzieje. Babcia nie daje za wygraną, uzbrojona w posiadaną już wiedzę, dzwoni ponownie na numer 991 Pogotowia Energetycznego.

Tym razem odbiera, nie przedstawiając się, Pan. Klientka cierpliwie opisuje zaistniałą sytuację, po czym dowiaduje się, że swoimi słowami potwierdziła właśnie, iż fakt braku prądu nie powstał w wyniku awarii tylko w wyniku zgodnego z Procedurą "planowego odłączenia dopływu energii elektrycznej spowodowanego nieuregulowaniem płatności". Argument, że działanie, które zostało wykonane zgodnie z obowiązującą Procedurą jest pomyłką, i nie dotyczy jej posesji, słyszy, że to może wyłącznie stwierdzić Opalenica. Jemu zgodnie z Procedurą nie wolno podejmować takich decyzji.

Na pytanie co ma teraz robić i błagalną prośbę o pomoc, słyszy: "Jeśli jest Pani pewna tego co mówi, to gdyby nie fakt, że rozmowa jest nagrywana, powiedziałby co ma zrobić, sugerując tym samym, że powinna włamać się do skrzynki energetycznej i dokonać podłączenia.

Jednak opatrzność czuwała nad klientką. Nadal prawie ze łzami w oczach ponawia prośbę, aby jej pomóc, przecież Pogotowie Energetyczne jest po to, aby pomagać, słyszy, że Pogotowie jest od usuwania awarii, a ponadto rozmowa trwa już zbyt długo i ona w sposób nieodpowiedzialny blokuje linię Pogotowia Energetycznego.

Procedura: zięć z agregatem

Jest już 23.20 temperatura w domu 15 stopni (na zewnątrz minus osiem). Dzwoni do zięcia, aby rano przywiózł agregat. Posiada przecież odpowiednio przygotowaną Procedurę na wypadek, gdyby brak prądu z powodu różnych okoliczności, które przecież mogą wystąpić, przedłużał się.

Przybita faktem, że wieczór mikołajkowy z wnukami się nie udał, wyposażona w cieplejszą odzież i dodatkowe kołdry udaje się spać, wraz z iskierką nadziei jaką jej daje posiadanie zgodnie z Procedurą wszechwładnego numeru telefonu do Opalenicy.

I wtedy rozładowała się komórka... na szczęście sąsiad ma prąd!

Minęła zimna i ciemna noc. Piątek godzina 8 rano. Po kilkakrotnej próbie połączenia wreszcie Opalenica odbiera o 8.29. Nie przedstawiając się zgłasza się Pani. Tu następuje weryfikacja klienta, a po wysłuchaniu powtarzanej po raz trzeci opowieści, Pani stwierdza, że u niej wszystko jest w porządku. Ona nie ma takiego faktu odnotowanego. Po prawie 20-minutowej ponownej dokładnej opowieści i tłumaczeniu, że prądu nie ma na jej posesji, ale nie z powodu sprawy dotyczącej jej osoby, tylko zapewne przez pomyłkę i dotyczy innej posesji, Pani daje się przekonać i stwierdza, że ona to sprawdzi i oddzwoni.

Po około 30 minutach oddzwania i stwierdza, że rzeczywiście mogła zajść pomyłka, bo wczoraj na tej ulicy zostało zrealizowane zgodnie z Procedurą "planowe odłączenie...". Ale sprawa nie dotyczy ich, tylko Stęszewa.

W tym momencie telefon komórkowy tego nie wytrzymał i rozładował się. On też nie potrafił dostosować się do obowiązujących Procedur. Teraz wędrówka do życzliwego sąsiada, który chętnie poratował swoim prądem. Telefon naładowany, a więc można kontynuować rozmowę. Pani z Opalenicy podtrzymuje swoje stanowisko, że sprawa dotyczy Stęszewa, na prośbę, aby podała kontakt do osoby w Stęszewie, stwierdza, że obowiązująca ją Procedura tego nie przewiduje.

Klientka nalega, atmosfera się zagęszcza. Pani stwierdza, że jeśli klientka jest taka uparta to ona jedyne co może zrobić to połączyć z kierownikiem. Co też czyni.

Telefon bez przedstawiania odbiera Pan kierownik. Najpierw dziwi się w jaki sposób klientka się do niego dodzwoniła i skąd ma jego numer telefonu. Po wyjaśnieniu, że została przełączona do niego przez Panią, z którą właśnie rozmawiała, ale jej nazwiska nie zna, bo ta Pani nie przedstawiała się.

Niezadowolony z tego faktu Kierownik nie chce również podać kontaktu do osoby ze Stęszewa i prosi, aby klienta powiedziała o co chodzi. Tu następuje po raz czwarty znana już wszystkim, tylko nie Panu kierownikowi opowieść.

Klientka kończy stanowczym żądaniem podania kontaktu do osoby w Stęszewie. Pan kierownik ulega i podaje numer telefonu 61 447 90 26. Jest 9.30, przyjeżdża zięć z agregatem, zaczyna działać piec, wracamy do cywilizacji.

Kaśka, k..., niech biorą d... i jadą zobaczyć, co się stało...

W Stęszewie nie przedstawiając się telefon odbiera Pan. Klientka po raz piąty zaczyna opowiadać swoją historię, ale Pan jej przerywa i prosi tylko o podanie miejscowości i ulicy. Po czym krzyczy do kogoś w oddali, ale także do słuchawki, cytuje: "Kaśka (tu pada słowo, które językoznawcy niebawem uznają jako obowiązujący znak interpunkcyjny) czy ktoś wczoraj był tam i tam. Pani Katarzyna odkrzykuje z oddali tak ten i ten. Następuje kolejne odkrzykniecie cytat "to niech biorą (tu pada słowo określające tylną część ciała gatunku zwanego dumnie Człowiek Myślący) i jadą zobaczyć co się stało. A do słuchawki już ciszej, zaraz ktoś do Pani przyjedzie.

I rzeczywiście, czy to w wyniku swoiście wyrażonej prośby czy autorytetu jaki posiada Pan ze Stęszewa w bardzo krótkim czasie zjawiają się dwaj Panowie. Zanim jednak przystąpią do podłączenia prądu z nieskrywanym wyrzutem pytają, cytat: "dlaczego Pani nie zadzwoniła do nas wczoraj?" A gdzie miałam zadzwonić? Odpowiadają: pokazując bardzo ładny samochód (chyba nowy), którym przyjechali i na którym dużymi literami jest napisane Pogotowie Energetyczne 991, "przecież ten numer powinno znać każde dziecko".

Nie kryjąc irytacji Klientka mówi wczoraj tam dzwoniłam i to dwukrotnie. Na co Panowie odpowiadają. cytat: "Proszę Panią tam siedzą same (tu pada słowo określające jednostkę chorobową używaną przez lekarzy psychiatrów)". "Tam" należy rozumieć miejsce gdzie odbiera się telefony 991. Panowie w ciągu 30 sekund otwierają kłódkę i podłączają posesję do prądu.

A co by było, gdyby Panowie wyłączyli ten prąd w piątek?

Jest piątek, godz. 9.55. Przy zamykaniu nowej kłódki klientka (zgodnie z pouczeniem jakiego jej udzielono podczas wczorajszej rozmowy z Panią w BOK, że w jej posiadaniu powinien być jeden komplet kluczy) prosi Panów o pozostawienie jej kluczyka.

Panowie ze srogą miną informują ją, że zgodnie z obowiązującą Procedurą absolutnie nie wolno jej posiadać tych kluczy, gdyby cokolwiek chciała w tej skrzynce majstrować, mogłaby zostać śmiertelnie porażona.

Po usłyszeniu po raz kolejny słowa obowiązująca Procedura i zdając sobie sprawę, że zawsze po tych słowach następował ciąg nieszczęść, nie wiedząc czy ma przepraszać tych Panów za to, że musieli się do niej fatygować, postanowiła, że im tylko zgodnie ze znaną sobie Procedurą dobrego wychowania podziękuje. Co uczyniła i poszła napić się porannej kawy. Jest przecież prąd i ekspres do kawy działa.

W sumie wszystko zakończyło się szczęśliwie, nie licząc kataru Babci i wnucząt, zepsutej żywności z zamrażarki, słabo przespanej nocy, niepotrzebne zużytego paliwa do agregatu. A przecież mogło być znaczne gorzej. Proszę sobie wyobrazić, jak mogła wyglądać ta historia, gdyby jej początek miał miejsce w piątek? No i mógł zginąć człowiek porażony prądem, a przecież nie zginął.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.