Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Tekst o planowanych zmianach w przepisach, wedle których rowerzyści mieliby się zatrzymywać na pasach na ścieżce rowerowej nawet wtedy, gdy mają zielone światło "Posłowie utrudnią życie rowerzystom" wzbudził skrajne opinie.

Marzena K.: Czy ja dobrze przeczytałam, że zamiast mentalności polskiego kierowcy (czyt. gbura pchającego się ze swoimi 4 kołami wszędzie, gdzie mu się tylko podoba) należy zmienić przepisy, żeby właśnie tym gburom jeździło się lepiej? To może od razu wprowadźmy zakaz używania rowerów mieście. I powiedzcie mi drodzy kierowcy, co by zmieniło przeprowadzanie rowerów przez pasy, jeśli Wy nawet nie ustępujecie pierwszeństwa pieszym? Wychodzenie na pasy we Wrocławiu to ryzykowna sprawa.

gregoson: Rowerzyści nie mają zielonego pojęcia o przepisach ruchu drogowego, a na pewno zdecydowana większość tych świętych krów, dla których, według ich mniemania trzeba wprowadzać coraz to nowe przywileje, bo przecież tak jeżdżą od przedszkola, więc niech prawo podpasuje się do nich, a nie oni do prawa.

Płacz wielki jak zatrzymają idiotę na bani na rowerze, ale są pierwsi do nazywania kierowców jadących po piwie mordercami. Ścieżki rowerowe mają za wyboiste, chodniki za wąskie, świateł nie założą, bo po co, ale za to pedalskie obcisłe spodenki to obowiązkowe wyposażenie rowerowego hipstera. Na drogach za to jadą ramię przy ramieniu w słuchafonach wielkości koła od malucha i maja gdzieś, co się dzieje na drodze. PAN cyklista jedzie ekologicznym pojazdem wydzielającym pod wzniesieniami trochę metanu, więc reszta świata ma uważać na matoła. A to co robią na mieście przejeżdżając slalomem między ludźmi na przejściach dla pieszych, wjeżdżając na pełnej parze na skrzyżowania, to osobny element. A policja ma to gdzieś i toleruje terrorystów na rowerach. Sam byłem świadkiem jak przejeżdżali między ludźmi na przejściu dla pieszych pod Jasną Górą mimo tego, że mają wydzielony pas dla rowerów, a policjanci siedzieli spokojnie w radiowozie i jedli bułki z serem.

Kolejna sprawa to wiejscy wiecznie nawaleni cykliści traktujący drogę przez swoją wioską jak tor do speed rowera i poruszają się slalomem bez względu na porę dnia i nocy - oczywiście bez jakiegokolwiek oświetlenia.

Tomasz K.:Proponuję wprowadzenie przepisu, który podczas wyborów nakazywałby umieszczanie na plakatach wyborczych (jak na papierosach) informacji o głupich i szkodliwych pomysłach posła (kandydata). Jeśli taka groźba nie nakłoniłaby ich do myślenia to może wyborcy nie popełniliby drugi raz tego samego błędu...

Paweł Ch.To jest absurdalny pomyśl. Będzie dotyczył tylko dróg rowerowych oddzielonych od jezdni. Czyli powstaną nam 2 kategorie rowerówek: ci z jezdni, którzy nie będą musieli się zatrzymywać, i ci z oddzielnej rowerówki, którzy nawet na zielonym będą musieli się zatrzymać.

A poza tym niektóre miasta wydały sporo pieniędzy na detektory przed przejazdami. Po wprowadzeniu tej ustawy, będą one bezużyteczne.

Karol F.: Codziennie mam przynajmniej jedną taką akcję, że mając pierwszeństwo na przejeździe rowerowym jestem ignorowany i kierowca ładuje się na przejazd nierzadko wymuszając gwałtowne hamowanie. Tak, czy siak zwalniam lub się zatrzymuję, bo król szosy ma gdzieś przepisy i jakiegoś tam rowerzystę (czytaj wroga).

Marek K.: Rowerzyści? Jeżdżą na oślep, potrącają pieszych i wjeżdżają pod koła samochodów.

Malwina B.:Co za pomysł, żeby przepis do mentalności dostosowywać?! Skoro połowa ludzi olewa prawo, to mamy z tego robić normę? Może od razu dajmy każdemu karabin do ręki.

Ryszard K.: Posłowie jeżdżą autami, co ich obchodzi rowerzysta.

Zdaniem kierowców źle jeżdżą cykliści, rowerzyści widzą tylko błędy kierowców, swoich nie. Czy jednak proponowana zmiana jest w dobrym kierunku? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.