Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Po debacie narkotykowej nasunęły mi się takie oto przemyślenia. Najbardziej interesujące były wypowiedzi inspektora policji, który wyznał w końcu, że legalizacja narkotyków obniżyłaby poziom przestępczości w Polsce "a tego byśmy nie chcieli"(?)

W ogóle wydaje się, że policja w Polsce robi co chce. Policja to z zasady takie psy władzy, a wiadomo jaka jest natura psa. Pies zawsze zaatakuje słabszego. Co do tresury to widzę tu model amerykański, nie uznający dyskryminacji płci. I tak tresuje się, żeby przy aresztowaniu opornej kobiety uderzać jej głową o podłogę. Ciekawe czy bicie narkomanów to też model tej tresury.

Na pewno poziom zysków jaki policja i prokuratura ciągnie z nieszczęścia ludzkiego nie osiągnął jeszcze poziomu amerykańskiego. Co do wniosków z debaty to niestety wyszło, że możemy się równać tylko do Rosji, a i to nie do końca, bo nie prowadzi się statystyki zachorowalności na HIV. Nie za bardzo to dziwi, przecież historia jest podobna; feudalizm, poddaństwo, zero oświecenia, stalinizm. Trudno w takich warunkach o zrozumienie co to znaczy wolność i demokracja.

Po 20 latach transformacji można w skrócie napisać "świnie stanęły na dwóch nogach". Tu ukłon w stronę Orwella. Przypomnę, dlaczego tak myślę, tak w skrócie; zakaz aborcji, cenzura, zakaz jazdy pod wpływem alkoholu na rowerze, zakaz posiadania narkotyków, zakaz bycia biednym i niewypłacalnym. Za to wszystko idzie się do więzienia.

Piszę to z pozycji żaby, która wskoczyła do gorącej wody. Prawdopodobnie dla tych, którzy tu cały czas mieszkają, to wszystko jest normalne. Tutejsze żaby nie zauważyły, że się wkrótce ugotują.

Sprawa polityki antynarkotykowej to tylko czubek góry lodowej problemów systemowych w Polsce. Czy jest tak dlatego, że ci co walczyli o wolność i lepsze jutro wyemigrowali?

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.