Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Anna opiekująca się chorym na Alzheimera mężczyzną napisała "Ta choroba to wyrok, ale nie dla chorego, jemu już wszystko obojętne, to wyrok dla opiekuna, to koniec twojego życia". I opisała krótko jeden dzień ze swojego obecnego życia: zaczęła jak u Hitchcocka - "od trzęsienia ziemi", od opisu jak wstaje, sprząta posikane podłogi, pierze pobrudzoną fekaliami pościel i myje podopiecznego, który "dzisiaj mnie nie przewrócił tylko kopnął i uderzył". A potem idzie z nim na zakupy... Przeczytajcie ten list... "Alzheimer to kara pozbawienia wolności, tylko nie wiesz jak długa".

Znalazło się kilku czytelników, którzy uważają, że tak ma być. Ae-ode napisała: "Moja babcia przez kilka lat chorowała na Alzheimera. Opiekowałam się nią, bo matka nie była w stanie znieść jej niemocy. Wściekała się na babcię i wrzeszczała za każdym razem, gdy ta nie mogła sobie poradzić z podstawowymi sprawami, nie wiedziała kim jest i z kim rozmawia... Czasami musimy poświęcić swój czas i podporządkować życie tym, którzy potrzebują pomocy. To nie jest obowiązek tylko zwykła ludzka przyzwoitość. Miłość za miłość. Żadna instytucja państwowa nas w tym nie zastąpi".

Interanuta z nickiem 3rolnikzwilkowiecka napisał wręcz, że: "Włosy się jeżą od tych komentarzy, ludzi użalających się nad tym, że swoich rodziców "nie mają gdzie upchnąć na starość". Mam zupełnie inne poglądy! Za chwilę któryś z was zapyta, czy nie byłoby taniej, bo pocisk 9 mm kosztuje tylko 3 zł!".

Ale te opinie spotkały się z krytyką, większość współczuje Annie, są nawet pytania o to, jak można by jej pomóc.

Miłość za miłość?

Nas było 4 dorosłe osoby w domu do opieki nad moją prababką - względnie sprawną. Miłości od niej nikt z nas nie dostał - dalsza rodzina była do kochania, my do roboty. Kiedy okazało się, że potrzebna jest pomoc przez całą dobę i ktoś z kochanej rodziny musiał pojawiać się kiedy jesteśmy w pracy, to dziwnym trafem zorganizowali dom opieki, dopóki dawaliśmy radę sami, mieli to w poważaniu.

Całkowite (bo o tym jest artykuł) poświęcenie i podporządkowanie swojego życia, niemożność zadbania o własne zdrowie oraz wykluczenie społeczne, to nie jest zapłata za miłość. To jest, jak trafnie napisała autorka, wyrok, nie wiadomo jak długi z którego wyzwoleniem jest śmierć - często osoby bliskiej i niegdyś kochanej.

Zwykła ludzka przyzwoitość nie może zakładać, że ktoś poświęci siebie 24/24. Po umieszczeniu osoby w stosownej instytucji nie przestajemy się nią interesować, możemy za to np. zrobić operację oczu jak autorka, wziąć prysznic bez strachu, że po wyjściu zastaniemy w domu ruinę, siedzieć przy tej osobie i trzymając ją za rękę wspominać dobre czasy, a nie tyrać ponad siły starając się zapewnić w miarę godne życie osobie, którą kiedyś kochaliśmy, a teraz czekamy na jej śmierć.

Tylko bardzo młoda i niedoświadczona osoba mogła napisać, że "To nie jest obowiązek, tylko zwykła ludzka przyzwoitość. Miłość za miłość". Nawet dziecko do opieki ma dwoje rodziców, dwie pary dziadków i grono dalszej rodziny. I wiadomo kiedy przestanie wymagać 100 proc. opieki, kiedy pójdzie do przedszkola, szkoły, kiedy się usamodzielni. I tu perspektywą jest życie, a nie śmierć. nunia01

Triumf moralny mi nie wystarcza

Współczuję - tak jak tylko potrafi współczuć osoba, która też to zalicza. Ma pani gorzej, bo chory jest agresywny. Ale ma też pani lepiej ode mnie, bo ja - oprócz Alzheimera mojej mamy - borykam się też z jej cukrzycą, całkowitą ślepotą i rakiem jelita grubego w fazie terminalnej. Ma stomię, którą oczywiście zrywa - ależ frajda... Ktoś napisał, że jak się położy, to będzie lżej. A jak się nie położy? Mojej mamie podobno zostały już tylko tygodnie (lekarka w ogóle się dziwi jej nadzwyczajnej sile ciała). Jest wychudzona, wycieńczona rakiem i co? Nadal chodzi...

Nie chciały jej domy opieki, a teraz nie chce jej hospicjum, no bo kto jej tam będzie pilnował? Trwam tylko dlatego, że wiem, że jeszcze tylko troszkę... 9 lat więzienia, mojego... 9 lat walki o prawo do pracy, o zapracowanie na moją własną emeryturę i starość. O prawo do wyjścia choć na chwilę z domu. Walki z problemami materialnymi również - opiekunowie wiedzą, ile kosztuje ta choroba. Lata, które zweryfikowały też grono moich przyjaciół i rodzinę. Mój brat się nie popisał, na szczęście mam cudowną bratową... Tak wiele czasu, zdrowia, osób, rzeczy odebrała mi moja mama... Nie jestem przekonana, czy triumf moralny mi wystarcza, żeby to zrekompensować. Że dałam radę, że ze strony wielu osób spotykam się z podziwem, szacunkiem, itp., że to ciągnę... Wolałabym swobodny długi spacer. Wolałabym pocałunek tego, którego też przez to straciłam... Ehhhh... nemo47

Nikt nie ma prawa rzucać kamieniem

Ośrodek to miejsce z założenia przystosowane do opiekowania się chorym, to miejsce, gdzie opieka jest całodobowa, kompleksowa, sprawowana przez przygotowany do tego wykwalifikowany personel medyczno-opiekuńczy. Umieszczenie chorego w ośrodku to nie jest pozbycie się i otrzepanie rąk, to jest zapewnienie mu bezpieczeństwa i FACHOWEJ opieki. Jeżeli ktokolwiek w jakikolwiek sposób potępia umieszczenie, czy też samo pojawienie się myśli i planów umieszczenia przez najbliższą rodzinę osoby chorej na Alzheimera w ośrodku do tego przeznaczonym - jakkolwiek nieludzko by to zabrzmiało, życzę mu, aby stanął oko w oko z tą chorobą, i żeby osobiście przekonał się, jak wygląda życie chorego i jego opiekuna, zwłaszcza w ostatnich stadiach choroby, kiedy mózg chorego jest na tyle zniszczony, że patrząc na własne dziecko, które próbuje mu pomóc, widzi kompletnie obcego człowieka, który chce go skrzywdzić, okraść itd.

Zaręczam, że bardzo szybko zmieni zdanie.

Przychodzi moment, kiedy zakres opieki zaczyna przekraczać nie tyle nawet psychiczne, co fizyczne możliwości opiekuna. Nie ma na świecie człowieka, który jest w stanie czuwać i być dostępnym na każdą konieczność przez 24 godziny 7 dni w tygodniu. no4nwo

A Państwo spycha nas na śmietnik

Współczuję, wiem doskonale, jak wygląda ta choroba i życie osoby chorej i niestety nie umiem pocieszyć. Najgorsze jest to, że społeczna świadomość potworności tej choroby jest tak niska, właściwie żadna. U ludzi Alzheimer wywołuje niewiarygodnie płytkie skojarzenia, przede wszystkim takie, że chory ma problemy z pamięcią, zapomina, gdzie zostawił klucze i nie pamięta, kiedy się urodził, podczas, kiedy są to pierwsze objawy, często jeszcze na długo przed zdiagnozowaniem. Ta nieświadomość i brak zrozumienia boli.

Boli to, że ludzie nie mają pojęcia, jak cierpliwą, opanowaną, nadludzko silną, wręcz żelazną osobą trzeba być, żeby opiekować się chorym, jak bardzo trzeba się poświęcić, właściwie rozstać z własnym życiem. Tak, jak osoba chora w 100 proc. uzależniona od opiekuna, tak też życie opiekuna staje się całkowicie uzależnione i podporządkowane osobie chorej.

Mam w rodzinie osobę, która opiekuje się chorą matką. Naprawdę, ciężko się na to patrzy. Ta choroba jest tak okrutna i potworna, że jeżeli ktoś nie widział tego na własne oczy, myślę, że nie jest w stanie sobie nawet wyobrazić tej potworności. Mam w sobie nieskończone pokłady szacunku i podziwu dla opiekunów osób chorych na Alzheimera, zwłaszcza w ostatnich stadiach choroby.

Życzę niezłomności, a przede wszystkim jak najwięcej siły psychicznej i dobrego zdrowia, bo wiem, że tego opiekunowi potrzeba najbardziej. Życzę również znalezienia osób, które będą chciały okazać pomoc, a także miejsca, gdzie będzie można umieścić chorego, gdzie będzie on otoczony fachową całodobową opieką.

Niestety, ciesząca się nieustającym dobrym samopoczuciem zbieranina cynicznych szumowin z Wiejskiej za nasze pieniądze całą swoją energię i czas poświęca na swoje polityczne gierki, utrzymywanie się na stołkach oraz zaglądanie Polakom do łóżek i grzebanie im w majtkach, tudzież na debatowanie o konieczności zmuszania kobiet do rodzenia upośledzonych i ciężko chorych dzieci w imię swoich interesów politycznych i w imię wyższości dobra życia zarodka od życia kilku dorosłych, świadomych, wyposażonych w uczucia i obarczonych przez państwo zobowiązaniami osób.

To samo państwo, które zmusza kobiety do rodzenia chorych dzieci, później takie chore osoby i ich rodziny spycha na margines społeczeństwa, nie, nie na margines - na śmietnik. Chodzi tu o wszystko - system pomocy, opieki, o zasiłki, dostęp do leków i stopień ich refundacji itd. Przecież dużo łatwiej jest drzeć się z mównicy sejmowej o mordowaniu dzieci nienarodzonych, niż wziąć się do pracy nad stworzeniem kompleksowego systemu pomocy osobom chorym na tak straszne choroby, jak Alzheimer czy SM oraz ich rodzinom, które zostawione są samym sobie. no4nwo

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.