Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Nieuzasadnione wybuchy agresji słownej i fizycznej. To budzi ogromny rodzaj buntu. Szczególnie, kiedy dzieje się to przy dzieciach. To bunt, ale też rozpacz, że jeśli sama się nie umiem uratować, to muszę uratować dzieci - tak o swoim małżeństwie mówiła w programie Tomasza Lisa Katarzyna Figura.





Jesteś ofiarą przemocy domowej? Masz dość? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Tak by zabolało.

Żeby nie zabić, ale włożyć nóż w środek mnie i tak nim kręcić, żeby został we wnętrzu. Człowiek jest bezsilny, naprawdę. I jeszcze to nasze chore prawo. On może w domu robić ze mną co chce, a ja czekam na sprawę rok czasu! Uzależnił od siebie

Mam wykształcenie wyższe finansowe, 42 lata i troje dzieci: 21, 18, 9 lat. Całe życie pracowałam z mężem. Często miał problemy finansowe, był zadłużony, więc pracował pod moim szefostwem. Zajmowałam się finansami i dokumentami. I oczywiście nie mogłam decydować. Gdy zobaczyłam, że sytuacja finansowa staje się nie do zniesienia, sprzeciwiłam się paru jego ruchom. Wtedy zostawił moją firmę zadłużoną, potem zadłużył naszą córkę studentkę, teraz pracuje na swoją matkę. Nic sobie nie robi z faktu, że córka i ja mamy konta zajęte przez urząd skarbowy. W ten sposób mąż uzależnił mnie od siebie jeszcze bardziej i robi coraz gorsze rzeczy.

Szanować ojca swego

Dzieci nawet go nie lubią. Już nie mówię o miłości i szacunku do ojca, bo tego w ogóle nie ma. Broniły mnie, wtrącały się gdy mnie bił. Córka z nami nie mieszka, z konieczności wyprowadziła się do swojego chłopaka. Przy ostatniej awanturze mąż wyrwał pukiel włosów z jej głowy. Była policja, wzięli go na 24 godziny.

Sprawa toczy się w prokuraturze, ale cóż z tego? Na początek sprawy czekałam prawie rok, potem mediacje, ale nie dogadaliśmy się. Cały ten czas mieszkamy razem, bo mąż nie chce się wyprowadzić.

Szukam pracy, ale nie mogę jej znaleźć. Moi przyjaciele, którzy mają jakieś układy, całe życie mówili mi: "Zerwij z tym, dwoje dzieci jest już dorosłych."

"Jakoś sobie poradzisz"

Ludzie widząc problem w rodzinie (a zwłaszcza, gdy kobieta jest zadbana) uważają: "Jakoś sobie poradzisz". Jest inaczej.

Na początku wstydziłam się o tym mówić. Myślałam: "Jak to? Mam wykształcenie, mama wychowała mnie na dobrego człowieka. A ja sobie nie poradziłam i nie mogę odejść..."

Niestety, nie da się. Człowiek jest ubezwłasnowolniony. Mam dzieci, które muszą gdzieś mieszkać i coś jeść. Myślałam, że znajdę pracę i jakoś sobie poradzę. Nikt nie może widzieć jaka jestem słaba! Mam momenty, w których najchętniej wyszłabym i krzyczała: Pomóżcie mi!

Co dałam mu z siebie zrobić?

Mam znajomego, który może mi znaleźć pracę w Anglii w domu starców. Nie ma problemu, pojechałabym, ale nie teraz, gdy sprawa w prokuraturze jest w toku... Chciałabym zostawić syna u mojej mamy, jego ukochanej babci, ale pewnie mąż go stamtąd zabierze. Będzie chciał robić mi na złość nie myśląc o dobru dziecka. Więc nie mam pracy i nie mogę nic powiedzieć w domu, bo nie dostanę pieniędzy na jedzenie. Nasze prawo jest tragiczne, działa bardzo wolno i niedołężnie.

Podziwiam kobiety, które walczą, i jestem w pełni za, choć jest to bardzo ciężkie. Naprawdę nigdy nie sądziłam, że będę miała tyle chwil zwątpienia. Należałam zawsze do osób uśmiechniętych, optymistycznych. Co on ze mną zrobił? Lub - co dałam mu z siebie zrobić? Straciłam nadzieję...

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.