Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Przez pięć lat pracowałam w małej szkole jako nauczycielka. Nigdy nie dotknęłam żadnego dziecka. Nie było poklepywania po ramieniu, poprawiania fryzury czy prowadzenia za rękę do stołówki. Nie pozwalałam sobie na żaden dotyk nie tylko we własnym dobrze pojętym interesie, bo nigdy nie wiadomo, co rodzicom będzie przeszkadzało a co nie. Nie dotykałam, bo wierzę w pedagogiczne standardy. Nie dotykałam, bo uważam, że każdy człowiek ma wokół siebie prywatną strefę intymną, której nie wolno przekraczać. Nie jest istotne, czy ten człowiek sobie to uświadamia czy też jest mu to zupełnie obojętne.

Są ludzie, którzy rozmawiając z Tobą, ciągle robią krok w przód, zionąc Ci w twarz. Są też tacy, którym nie wystarczy nawet metr odstępu. Nauczyciel na pewno nie jest od tego, by przekraczać bariery prywatności i sprawdzać, jak daleko może się posunąć. Moja koleżanka po fachu miała nieładny zwyczaj częstego głaskania dzieci po głowie. Zwróciłam jej uwagę, darując sobie gadkę o etyce. Wytłumaczyłam jej po prostu, że kiedyś może mieć z tego powodu nieprzyjemności.

Rodzice dzieci z gimnazjum salezjańskiego oburzając się na medialną nagonkę, bronią tylko i wyłącznie siebie. Muszą jakoś uspokoić sumienie bezmyślnego rodzica, który w odpowiednim momencie nie zastanowił się nad skomplikowaną psychiką własnego dziecka wchodzącego w wiek dojrzewania. Czy za kilka lat to dziecko będzie nadal wdzięczne za wybielanie osoby księdza, wybielanie formy zabawy, rozmywanie odpowiedzialności rodzicielskiej?

Porównania do fali w wojsku są zupełnie nieadekwatne. Fala w wojsku miała za zadanie zrównać w dół młodych mężczyzn pochodzących z różnych środowisk - biednych i bogatych, mądrych i głupich, chłopów i mieszczan, a także odważnych i tchórzy, słabych i silnych. Wszyscy mieli być jednakowo posłuszni, nie wywyższać się, wykonywać polecenia. I jeszcze bardzo ważna kwestia - w wojsku mamy do czynienia z dorosłymi mężczyznami, nie z dwunastolatkami, które nie za bardzo wiedzą, co się dzieje z ich ciałem i ich psychiką (skutki braku wychowania seksualnego w szkołach).

Jakakolwiek szkoła powinna być przeciwieństwem wojska. Powinna stwarzać warunki do pokazania swojej indywidualności. To w szkole ma prawo wyjść na wierzch nieprzeciętna inteligencja, pasje, ciekawość świata, zdolności. Szkoła - przynajmniej teoretycznie - nie ma prawa do równania w dół, za to powinna stać się odskocznią dla tych, którzy mają coś do powiedzenia. Po co więc fala? Po co rytuały?

Żyjemy w społeczeństwie, które mnoży wszelakie rytuały. Kiedyś była długa podstawówka i jeden komers, potem szkoła średnia i jedna studniówka. Teraz każdy etap nauczania ma swoje rytuały, swoje "kocenie", swoją wielką, drogą imprezę na zakończenie. Do tego dochodzą egzaminy kończące poszczególne stopnie kształcenia. To wszystko sprawia, że to, co niegdyś było rzadkie i wyjątkowe, powszednieje.

Jednak gimnazjum salezjańskie postarało się o taki rytuał, którego nikt nie zapomni. Skąd rodzice tych dzieciaków wiedzą, że za kilka, kilkanaście lat oblizywanie nagich kolan zdrowego faceta w sile wieku nie odbije się im czkawką?

I to jest najbardziej smutne - że są dzieci, które nie mogą liczyć na swoich rodziców - jedynych ludzi, którzy na razie są w stanie obronić ich ciało, psychikę, godność, niewinność. Komu dzieci mają ufać, na kogo liczyć w trudnych chwilach? Okazuje się, że do potężnej grupy dzieci bitych, poniżanych i wykorzystywanych seksualnie musimy dołączyć te, na których nikomu nie zależy, gdy na szali staje dobre imię księdza. Bo o lojalności nauczycieli gimnazjum salezjańskiego względem dyrektora (w obliczu masowej likwidacji szkół i redukcji etatów) nawet nie chce mi się pisać.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.