Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Bezimienia Inazwiska:

Ja chodziłam chyba do najlepszego liceum na świecie, bo takich praktyk nikt nie stosował. Nawet przez głowę by mi nie przeszło, żeby lizać cokolwiek jakiemuś dziadowi w sutannie, lub bez niej, dlatego że mi każą. Zdjęcia są obleśne i zniesmaczyły mnie maksymalnie nie dlatego, że to ksiądz (o praktykach pedofilskich, homoseksualnych słychać bez przerwy, więc nie wiem, skąd zdziwienie), ale właśnie przez tych zaślepionych wiarą rodzicach, którzy patrzą na swoje pociechy i są dumni jak ich języki sprawnie operują po udach obcego chłopa. Dno dna.

Adrian Mirgos: Ja się nie dawałem, bo w pierwszej gimnazjum byłem chyba najwyższy w całej szkole. Jedyne na co raz się zgodziłem, to zmierzyć odcinek paru metrów zapałką. I tyle. Ale pamiętam, że w sąsiednim gimnazjum "kotów" za pomocą szerokiej taśmy przywiązywali do słupów. Co szkoła to obyczaj. Zazwyczaj szkoły same wymyślają dzień, w którym się koci pierwszaków. Najbardziej mnie irytuje, gdy niektóre szkoły (jak ta sąsiednia) kociły przez MIESIĄC. Dopiero po tym miesiącu pasowano ich na uczniów szkoły. Uważam, że kocenie może być, ale powinno mieć jakieś ograniczenia co do czasu i bicia pierwszaków. O tym się tylko mówi, ale nic się z tym nie robi.

Marcin Wojtczuk: Nas przepędzili przez korytarz szkolny bez koszulek i z papierem klozetowym w spodniach. I jeszcze czyściliśmy glany podkoszulkami. Ale to dla zabawy, na ochotnika. Wszyscy mieli polewkę. Trochę plecy piekły od "karczycha".

Dagmara Dlu: Nie ma bardziej chamskiego, obrzydliwego i poniżającego "rytuału" niż kocenie. Polecam wszystkim obrońcom zastanowienie się, skąd ten zwyczaj się wziął. I nie ma znaczenia czy jest to śmietana czy pianka do golenia. Nie wiem czemu służy rytualne poniżenie kogokolwiek w jakikolwiek sposób i dowolnymi metodami.

Hubert Michalak: Ach, obudziliście się... Czternaście lat temu zaczynałem szkołę średnią i wtedy to była tzw. "normalka", ale już po etapie największej intensywności.

Katarzyna Gumińska: U mnie nic, tylko w gimnazjum paru uczniów na własną rękę ganiało z markerami i pisali ludziom "kot" na rękach.

Dagmara Dlu: W wojsku kocenie to proces. Skoro "służy wzmocnieniu psychiki" to ja proponuję kocenie wprowadzić na stałe do programu nauczania.

Rumi Mościcki: W moim liceum starsze roczniki organizowały dyskotekę integracyjną dla pierwszaków. Można?

Monika Borkowska: Co to za obrzydliwy koszmar? Wzmacnianie psychiki? Tylko ludzie z zaburzoną psychiką mogą coś takiego popierać.

Joanna Repka: To jest jeden z przykładów wielkiego ciągle zacofania naszego społeczeństwa, wielkiego i ślepego przywiązania do "tradycji". Przymykamy oko na wiele spraw: przemoc w rodzinie swojej i sąsiadów, okradanie pracodawcy i tak dalej. "Przecież każdy tak robi", "to nie moja sprawa".

Nie dziwi nas, że młodszego się gnoi, nie ważne czy "nowy" w szkole czy w pracy. A gdyby tak ten "nowy" przychodził do miejsca, gdzie dostaje wsparcie od "starych", od nauczyciela, mentora - jak wiele mógłby osiągnąć?

Jest wiele sposobów na integrację grupy młodych ludzi. Nigdy poniżanie nie będzie wstępem do zdrowych relacji. Staram się nie zakładać złej woli nikogo z tej chorej opowieści, dlatego nie oskarżając nikogo personalnie i nie wskazując winnych, powinniśmy wyciągnąć wnioski na przyszłość - jako rodzice, nauczyciele, opiekunowie czy po prostu dorośli obserwowani przez dzieci, młodzież. Dajmy przykład i po prostu szanujmy drugiego człowieka. To proste słowo, a tak wiele zmieniłoby w postępowaniu ludzi.

Łukasz Łukaszowski: Kocenie to prostackie zabawy, ale jeżeli odbywają się w gronie młodzieży i nie ma przegięć, to jeszcze można przymknąć oko. Natomiast jeżeli "bawi się" z dzieciakami w to dorosły mężczyzna, dodatkowo bez spodni to trzeba to publicznie napiętnować i tyle.

Lena Nowak: Dziwię się rodzicom tych dzieci. Ja nie chciałabym, aby moje dzieci były zmuszane do lizania jakiejkolwiek części ciała kogokolwiek. Ksiądz czy nie ksiądz, nikt nie powinien kazać dzieciom uprawiać czynność, która sprawiałaby ewentualną przyjemność cielesną tej osobie. To wykorzystywanie autorytetu do własnych celów czy zabaw. Dlaczego akurat dzieci, dlaczego nie dorośli parafianie ?

Magdalena Sroka: Dziwne, nie kocili mnie w liceum, nie kocili mnie na koloniach, nie kocili mnie na studiach. Żal mi tylko rodziców tych dzieci, którzy usprawiedliwiają zachowanie księdza, i którzy nie potrafili nauczyć swoich dzieci, gdzie leży granica przyzwoitości i zaufania w stosunku do innych osób. A co do zachowania księdza: kler jak widać sam pracuje na złą opinię Kościoła i z każdą kolejną taka aferą pogrąża go jeszcze bardziej. Nie dziwi mnie zatem, że antyklerykalizm szerzy się na całym świecie z taką prędkością.

Alutka Sekuła: U nas się wkładało głowę do kibla i mazało na buzi niezmywalnymi markerami ch**ki - to nieoficjalnie. A oficjalnie rzucali w nas jajkami, posypywali mąką i malowali kocie wąsy markerami, więc całowanie księdza w kolano to lajcik.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.