Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Podstawowy problem ze zdobywaniem międzynarodowych grantów badawczych leży moim zdaniem nie tyle w niekonkurencyjności samych naukowców - maszyna NCN już ruszyła, już umiemy się starać o uznanie naszego pomysłu na badania, a przynajmniej mamy o tym jakieś wyobrażenie, będzie za chwilę lepiej. Problem, jak to często bywa, leży w pośrednikach.

Otóż "międzynarodowy grant badawczy", to nie drzemiące gdzieś tam na koncie pieniądze, po które tak zwyczajnie wystarczy sięgnąć. Za każdym grantem stoi proporcjonalna do sowitości środków finansowych machina biurokratyczna z jej formularzami, szkoleniami, tabelami, wyliczeniami, sprawozdaniami.

Mój pobyt w amerykańskiej uczelni (pierwsza dziesiątka w świecie) uświadomił mi, że partnerem instytucji grantowej nie jest bynajmniej naukowiec, ale jego uczelnia. Gigant kontra gigant.

Na moje konto przychodziły (nie wpisywałam się na żadną listę mailingową, po prostu byłam pracownikiem danego wydziału) - informacje o grantach, które zostały ogłoszone w mojej specjalizacji. Informowano mnie o wewnętrznych szkoleniach przygotowujących do starania się o te bardziej skomplikowane finansowania.

Maile przypominały "Two weeks to the deadline to apply to...", wnioskujący mieli za sobą więc kompetentnych urzędników, wynajętych przez uniwersytet, którzy musieli mieć jakiś interes w wyszukiwaniu grantów, informowaniu i szkoleniu, bo z zaangażowaniem pomagali we wszystkim, opracowywali w końcu wnioski, licząc słupki i wypełniając arkusze. Naukowiec był dokładnie tylko od tego, od czego powinien: od wymyślenia problemu i uzasadnienia istotności jego rozwiązania.

Jak jest u nas? Proszę bardzo: żeby dowiedzieć się o zagranicznych grantach, trzeba się postarać. Tzn. po pierwsze zapisać na listę mailingową biura współpracy z zagranicą.

Zapisałam się. Dostaję więc od nich maile. Dziś taki: "Uprzejmie informujemy, że Dzień Informacyjny dotyczący ostatnich konkursów w obszarach Bezpieczeństwo i Przestrzeń Kosmiczna odbędzie się w dniu 21 września br. (piątek), w Pałacu Staszica PAN (Sala Marii Skłodowskiej-Curie I piętro - ul. Nowy Świat 72, w Warszawie). Szczegółowa agenda oraz rejestracja jest dostępna na stronie: ...". Bardzo potrzebuję tej informacji, ponieważ jestem literaturoznawcą...

Natomiast grant, dzięki któremu w zeszłym roku mogłam zapraszać na swoje zajęcia gości z całego świata przemknął przez nasze biuro zupełnie niezauważony - nikt o nim nie informował, nikt nie wysłał maili, choć uczelnia dostała ofertę.

Gdyby nie moja koleżanka z Florydy, która dostaje - szczęściara - posegregowane informacje - nie dowiedziałabym się o tej leżącej o wyciągniecie ręki możliwości. Wygląda to tak, jakby mniejsze granty (bo 10 tys. euro to nic w porównaniu z tym, co przynoszą ścisłowcy od konkursów w obszarach...) w ogóle nikogo nie obchodziły w naszym biurze.

Podsumowując: jeśli mamy zdobywać granty, to potrzebujemy wsparcia naszych uczelni, począwszy od sprawnego informowania o nich, poprzez pomoc w wypełnianiu pozamerytorycznych części zgłoszenia, po opracowanie aplikacji w perfekcyjnym angielskim (to kosztuje, a ma zasadnicze znaczenie!).

Naukowcy już zaczynają pracować wedle zasad konkurencyjności. Co z administracją naszych szkół wyższych, pytam? Póki jej praca będzie polegała na automatycznym klikaniu "forward message", wpinaniu zaproszeń konkursowych do segregatorów (można sobie je przychodzić oglądać, rzecz jasna...) i obrażaniu się, gdy prosimy o wyliczenia narzutów, to nic z tego nie wyjdzie.

Nasze uczelnie muszą to nie tylko zrozumieć, ale i wyciągnąć praktyczne wnioski: to nie ja, jako pani A, walczę o grant. To walczy uniwersytet za moim pośrednictwem, to on w końcu na tym zarobi i w sensie finansowym, i rankingowym. Ci, co wygrywają, nie mają problemu z takim myśleniem.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.