Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W sobotnim komentarzu Aleksandra Klich napisała, że "Feminizm świata nie zbawi", za kilka lat kobiety będą miały to, czego chciałyśmy. Z parytetami czy bez. Jesteśmy niezależne, skuteczne, przedsiębiorcze. Nawoływanie feministek zapraszających na kongres hasłem "Czas na spódnice" brzmi anachronicznie. Koniec skamlania, by mężczyźni dali nam rządzić. Już wygrałyśmy. Czas zadać fundamentalne pytania: Jak chcemy urządzić ten świat?

Nie jest już nam potrzebny kongres kobiet, ale kongres solidarności. Solidarności mężczyzn i kobiet. Nie feminizm, ale humanizm. Feminizm nie zbawi świata. Zbawimy go, ucząc mężczyzn kobiecych umiejętności - współpracy i empatii. I szanując swoje wybory. Także wybory kobiet, które przedkładają rodzinę nad pracę.

Redaktor naczelna "Wysokich Obcasów" Agnieszka Jucewicz w komentarzu "Wszystko przez feministki" nie zgodziła z tymi tezami. "Zgadzam się, że dzisiaj przede wszystkim potrzebna nam jest solidarność, ale wydaje mi się, że właśnie o nią apeluje większość aktywnych feministek: o solidarność kobiet i mężczyzn m.in. kwestii przemocy domowej, równych płac, możliwości godzenia obowiązków domowych z pracą, dostępu do tej pracy i do kluczowych stanowisk, a także możliwości nie pracowania i zajmowania się domem i dziećmi, bez jednoczesnego popadania w totalną finansową zależność od partnera. To feministki właśnie mówią, że bez mężczyzn się nie da.

I tak, jak bardzo bym chciała się zgodzić z tym, że już wygrałyśmy i jesteśmy po drugiej stronie, tak nie mogę. Jeśli ktoś nie chce słuchać feministek, może zerknąć w statystyki, inne od tych, które mówią, że dziewczynki lepiej się uczą, są lepiej wykształcone i mają większe od chłopców ambicje zawodowe (nie jest to chyba zjawisko nowe). Można na przykład zerknąć na te, które mówią właśnie choćby o przemocy domowej, o nierównych płacach za tę samą pracę, o kobiecym bezrobociu, o depresji wśród kobiet i jej przyczynach.

Z ogłaszaniem "wiktorii nad mężczyznami" nie spieszyłaby się też Renata Grochal, która napisała "Feminizm to nie przeżytek". "Kobiety nie od dziś są lepiej wykształcone od mężczyzn, a mimo to na wysokich stanowiskach jest ich jak na lekarstwo. W UE stanowią tylko 13,7 proc. członków rad nadzorczych i zarządów spółek, w Polsce 11,8 proc. (badania Komisji Europejskiej). Na dodatek wciąż zarabiają o 17 proc. mniej niż mężczyźni. I paradoksalnie - im lepiej wykształcone - tym ta dysproporcja jest większa. Kobiety absolwentki zarabiają o 37 proc. mniej niż ich koledzy."

Ale to feministki od lat walczą o to, by mężczyźni przejmowali część obowiązków od kobiet i dzielili się władzą. Dzięki feministkom, również z Kongresu Kobiet, życie na ziemi może być lepsze, bo bardziej sprawiedliwe.

Jaka jest twoja opinia? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.