Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Zbigniew Lewicki jest amerykanistą, profesorem na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz specjalistą od historii i polityki Stanów Zjednoczonych. Jako specjalista uznany i lubiany, profesor Lewicki bywa też częstym gościem mediów, gdzie pomaga spragnionej jego eksperckiej wiedzy publiczności rozeznać się w tym, jak rzeczy za oceanem się mają.

Zapytany o przemówienie Baracka Obamy na konwencji Demokratów profesor Lewicki bez zbędnego wahania pospieszył orzec, iż "Obama nie porwał nikogo", a jego wystąpienie było definitywnie "najgorszą mową obu konwencji (zarówno tej demokratycznej w Charlotte, jak i republikańskiej w Tampie), źle wygłoszoną i źle przygotowaną", co - zdaniem profesora - zgodnie stwierdzili wszyscy.

Profesor Lewicki wyraził też przypuszczenie, że "coś musi się z tym człowiekiem dziać", bo jeszcze nigdy tyle nie można było jego wystąpieniom "zarzucić merytorycznie". Prezydent nie miał nawet tyle odwagi, aby wspomnieć o swojej "jedynej reformie", czyli zmianom w służbie zdrowie. Obama - spuentował profesor - skompromitował się na oczach setek milionów ludzi.

Profesor Lewicki - w końcu specjalista - nie kłopotał się bynajmniej, aby swe śmiałe stwierdzenia osnuć choć szczątkowym uzasadnieniem, korci więc, aby pana profesora amerykanistę trochę podpytać. Jacy wszyscy - panie profesorze - uznali przemówienie Obamy za beznadziejne? Czy miał pan na myśli wszystkich Amerykanów? Chyba nie, gdyż według przeprowadzonego w piątek na gorąco po konwencji Demokratów sondażu Instytutu Gallupa wskaźniki poparcia prezydenta podskoczyły do 52 proc., co stanowi najwyższy wynik od czasów zabicia Osamy bin Ladena.

Według tego samego sondażu Obama prowadzi wśród zarejestrowanych wyborców 48 do 45 proc. nad Romney'em. Zbyt wcześnie jeszcze by orzec, jaki będzie długotrwały podskok sondażowy Obamy po konwencji, jednak doprawdy trudno sobie wyobrazić, by był mniejszy od uzyskanego przez jego rywala. Podskok Mitta Romneya po swoim przemówieniu w Tampie - zdaniem pana profesora zdecydowanie lepszym od tego Obamy - wyniósł dokładnie -1 proc. (oznacza to, że Romneyowi po konwencji notowania spadły!).

Może więc miał pan profesor na myśli wszystkich komentatorów i analityków? Z tym jednak też raczej trudno byłoby się zgodzić. Rachel Maddow z MSNBC nazwała występ Obamy "wielką mową", Anderson Cooper z CNN porównał je do corocznego Orędzia o Stanie Państwa, a Charles Krauthammer w Fox News określił je jedną z najbardziej pustych mów, jaką zdarzyło mu się słyszeć. "The Economist" opisał je jako przesunięcie się Obamy w kierunku centrum i dodał, że związek pomiędzy prezydentem a jego wyborcami w ciągu 4 lat zmienił się z pełnego pasji romansu do czegoś bardziej znaczącego.

Widać więc, że komentarze w amerykańskich stacjach telewizyjnych - od dawna najbardziej spolaryzowanej przestrzeni debaty publicznej w USA - rozłożyły się podług ich zwyczajowych sympatii politycznych; a najważniejsze tytuły prasowe w większości uznały je za solidne przemówienie, trzymające poziom, do którego Obama nas przyzwyczaił, choć oszczędne pod względem retorycznych fajerwerków. Według żadnego wyobrażalnego kryterium nie można stwierdzić, że wszyscy analitycy, a nawet ich większość uznała wystąpienie Obamy za beznadziejne.

Wiele jeszcze chciałoby się dowiedzieć od pana profesora, choć zapewne nie ma on wiele czasu na zaspokajanie ciekawości laików; spytajmy więc jeszcze tylko co pan profesor miał na myśli, nazywając Obamacare "jedyną reformą Obamy"? Prawie każda próba oceny dorobku tej administracji - a w ostatnich dniach ukazywały się one w niezwykle obfitej ilości - odnosi się do m.in.: kilku pakietów stymulacyjnych, zwiększających popyt na amerykańskim pokryzysowym rynku; przekierowania znaczącej puli środków publicznych na inwestycje w zieloną gospodarkę; pomocy dla przemysłu samochodowego m.in. w Detroit; obniżki podatków dla ponad 90 proc. Amerykanów; uchyleniu niesławnej ustawy don't aks, don't tell regulującej zasady służby homoseksualistów w amerykańskiej armii; wycofania wojsk z Iraku oraz naprawienia zdewastowanego po epoce Busha wizerunku USA w świecie. Dorobek tej administracji wywołuje gorące spory i polemiki zarówno na lewicy, jak i prawicy, można go wartościować negatywnie, jednak trzeba dużo złej woli, aby twierdzić, że wszystko co Barack Obama zrobił przez 4 lata da się zamknąć w jednej ustawie.

Profesor Lewicki ma tę przewagę nad większością widzów programu, w którym gościł, że oglądał konwencję Demokratów i wie co tam mówiono. Nikt nie podejrzewa jednak, iż oznacza to, że może pleść dowolne głupstwa na jej temat, których publiczności siedząca przed telewizorem w zdecydowanej większości nie ma możliwości i nigdy nie zweryfikuje, a pod płaszczykiem eksperckiej analizy sprzedawać swoje własne polityczne fobie i uprzedzenia.

Rafał Szymanowski, student stosunków międzynarodowych na WNPiD UAM

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.