Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Właściwie nie chciałam się na ten temat wypowiadać. W końcu, jak ktoś z komentujących na forum "Gazety" słusznie zauważył, wyrażanie pogardy wobec kobiet ma długą, piękną historię i dziwić nie powinno.

W końcu sam pan Mikołejko miał problem , aby jednoznacznie określić, na kogo pluje. Piszę o wywiadzie w radiu TokFM, w którym nie bardzo był w stanie określić, kogo tak naprawdę miał na myśli, pisząc o "wózkowych".

W końcu, jak pisze Agnieszka Graff - w Polsce kobieta (matka) to albo kura, albo suka. Nie człowiek. Mnóstwo już powiedziano i napisano, jaka ta Polka "ma być", co ma robić, myśleć i czuć, kim ma się stać. A sporo osób rozsądnie zauważyło, że te postulaty są nierealne i nierealistyczne.

Pan Mikołejko przypisał więc pewnej grupie osób - matkom z wózkami - określone cechy. Agresja, arogancja, chamstwo, egoizm, narcyzm, nieuctwo, roszczeniowość. Uwadze filozofa umknął jednak fakt, że podobnym zestawem cechują się osobnicy należący do różnych innych grup: tacy bywają niektórzy kierowcy, urzędnicy, studenci, nauczyciele, uczniowie, lekarze, bezrobotni, budowlańcy - można wymieniać dowolnie długo. I sądzę, że ten wcześniej wspomniany zestaw cech częściej wykazują akurat nie matki z wózkami, ale na przykład kierowcy. I moim zdaniem, jako użytkowniczki dróg, agresja i arogancja u kierowcy może mieć dużo poważniejsze skutki niż u "wózkowej" z "bachorami" na trawniku, kimkolwiek by nie była.

Z tej perspektywy dziwi mnie, dlaczego osoba, która z racji wykształcenia i wykonywanego zawodu winna swoje przemyślenia kreować z umiłowaniem mądrości, skierowała taki ładunek złości i pogardy akurat w stronę matek z wózkami. Starszych matek z wózkami, bo w swym felietoniku autor zastrzegł, że młodych matek krytyka nie dotyczy. Ciekawe swoją drogą, dlaczego? Młode są ładniejsze, więc pewnie łagodniejsze? Przykro pisać - umiłowania mądrości ani w felietonie pana Mikołejki, ani w kolejnej na ten temat wypowiedzi ( myślę o polemice z "dziką wózkową babą") nie widać żadnego.

Nie dziwi mnie rozdrażnienie pleniącymi się: agresją, arogancją, chamstwem, egoizmem, narcyzmem, nieuctwem, roszczeniowością. Sama tych cech nie cierpię i chętnie bym przeniosła się do rzeczywistości, gdzie ich nie ma i nie będzie. Nie dziwi mnie również reagowanie agresją na agresję. To takie męskie, choć może nieco niefilozoficzne zachowanie. Ale jeśli już piętnować, krytykować i bóść ostrzem satyry, to może to ostrze i rozpalone żelazo wycelować w grupy, gdzie te naganne cechy są bardziej nagminnie spotykane?

Bo kobiety, a zwłaszcza matki, a już szczególnie matki z wózkiem mają dostatecznie pod górkę w tym najpiękniejszym z krajów. Możliwe, że pan Mikołejko tego nie dostrzega. W końcu, w czasach, gdy był - lub mógł być, gdyż jego sytuacji rodzinnej nie znam i znać nie muszę - rodzicielstwem bezpośrednio zainteresowany, było ono jednak cokolwiek prostsze.

Prostsze w znaczeniu "mniej skomplikowane", więcej było rzeczy oczywistych i pewnych. Przede wszystkim było niemal wyłącznie domeną kobiet, mężczyźni brali w nim udział najczęściej w sposób mocno ograniczony. Rozumiem więc, że w swym umiłowaniu mądrości pan Mikołejko z wyżyn swojego balkonu nie dostrzega tych dużych i małych kłód, które przeskakuje dziś niemal każda matka z wózkiem. Ale może mógłby dostrzec, że zjawisko zwane umownie "dziką wózkową babą" to tylko objaw czegoś dużo poważniejszego niż "bachorek" depczący Jego Własny Trawnik. I szkoda, że do tego właśnie szerszego problemu się nie odniósł.

Bo dzięki wcześniej wymienionemu zestawowi cech ponosimy jako społeczeństwo bardzo poważne szkody i to na wielu płaszczyznach. Przykładów można podać mnóstwo: wiele tragicznych wypadków, przestępstw, poważnych w skutkach błędów czy nawet katastrof bierze się z agresji, arogancji itd.

Z tego punktu widzenia wypowiedź pana Mikołajki jako sfrustrowanego starca jest medialnym sukcesem, ale jako filozofa - porażką totalną. Bo rozpętał dyskusję na temat nieistotnych szczegółów. Dyskusję emocjonalną, przeradzającą się w pospolitą pyskówkę, zapewniającą doskonałą rozrywkę dla mas.

Tylko że ta dyskusja niczego nie zmieni i niczego nie wniesie. Kłody dalej będą leżały i przeszkadzały kobietom-matkom. Nie sądzę też, aby pod wpływem tego ładunku pogardy jakakolwiek "dzika wózkowa baba" wysubtelniała.

Ot, para w gwizdek. Przykro było czytać.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.