Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Arkadiusz Pacholski w "Magazynie Świątecznym'' z 25-26 sierpnia napisał, że największą tragedią, jaka dotknęła kiedykolwiek Polaków, tragedią, dużo większą i dotkliwszą niż powstania, okupacja, zsyłki na Sybir, rządy komunistów, było niewolnictwo polskich chłopów. Postuluje, by skończyć z idylliczną wizją dziejów narodu polskiego.

Jak pisze Paweł Wroński a artykule "My szlachta" z 8-9 września "nie są to konstatacje odkrywcze. Najpiękniej o relacje szlachta - lud pytał oparty o framugę bronowickiej chaty Stanisław Wyspiański." i dalej "Tylko że III RP przyjęła jednolity model kulturowej tożsamości: szlachecko-inteligencką, a nie chłopsko-plebejską. W kraju rosną dworki otoczone malwami, które zamieszkują wzbogaceni potomkowie lokatorów czworaków. Jakoś coraz więcej w Polsce potomków jeśli nie szlachty, to dworskich oficjalistów, mieszczan; coraz mniej pańszczyźnianych chłopów. Po przeszło stu latach od ''Wesela'' podejście do narodowej historii polega na zapomnieniu. Szlachta zapomniała, że ''ich ojców piłą rżnęli'' podczas galicyjskiej rabacji. Potomkowie chłopów żyjący we współczesnej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej zapomnieli, że byli niewolnikami."

Pacholski protestuje przeciwko oczywistej manipulacji, jaką stała się polska historia. Wrońskiego zaś ciekawi, dlaczego ta mitologia jest tak skuteczna.

I próbuje wyjaśnić: ''W 1793 r. przyjazny Polsce Sas August Carl Holsche pisał, że "mała jest różnica między dolą chłopa a Murzynem w Indiach Zachodnich'' (czyli w Stanach Zjednoczonych). Ciekawa analogia. W największym zaborze, rosyjskim, pańszczyznę zniósł dopiero w 1863 r., w czasie powstania styczniowego, car Aleksander II. W USA niewolnictwo zostało zniesione w wyniku wojny secesyjnej lat 1861-65. Tam motyw niewolnictwa, wyzysku i dyskryminacji jest stałym elementem historii. W Polsce nie. Dlaczego?

Może odpowiedź jest najprostsza. Afroamerykanom trudno ukryć ten element tożsamości. W Polsce potomkowie Chama nie różnią się niczym od potomków Jafeta. Nikt chętnie do poniżenia nawet przodków się nie przyznaje.''

W programie "Kultura, głupcze'' w niedzielę 9 września w Dwójce TVP w ślad za dyskusją, która toczy się w ''Magazynie Świątecznym'' ''Gazety'', pytaliśmy o polską tożsamość: Dlaczego wstydzimy się swoich chłopskich korzeni? Dlaczego wypieramy ze społecznej i jednostkowej świadomości nasze wiejskie pochodzenie? Po programie dostaliśmy list od jednego z gości.

Oświadczenie prof. Andrzeja Mencwela

W nadanym 9 września przez TVP 2 programie z cyklu "Kultura, głupcze" (godz. 9.10-9.50), zapowiedzianym też przez "Gazetę Wyborczą" (8-9 września, s.36), moja wypowiedź została samowolnie i drastycznie skrócona, a skrót ten nosi znamiona cenzury politycznej.

Zgodziłem się wypowiedzieć w tym programie na usilną prośbę organizatorów. Zastrzegłem z góry, że nie będę odpowiadał na pytanie, które mi przesłano: "Dlaczego wstydzimy się polskiej, chłopskiej tożsamości?", ponieważ należy je zadawać tym, którzy się jej wstydzą. Co do mnie odczuwam dumę z tego rodowodu i cząstki chłopskiej tożsamości i będę to uzasadniał. Propozycja została przyjęta (dokumentacja w korespondencji elektronicznej) i dlatego zgodziłem się na nagranie mojej wypowiedzi. W nadanym programie wszystkie uzasadnienia zostały doszczętnie usunięte.

A są one następujące:

Po pierwsze - moi chłopscy przodkowie byli pracowici i uczciwi, żyli z własnej pracy, a nie z wyzysku pracy cudzej, sami natomiast przez wieki byli nieludzko wyzyskiwani. Staram się przez całe życie w pracowitości i uczciwości im dorównać.

Po drugie - nie tylko pracowali, ale kiedy było trzeba nie szczędzili też daniny krwi. Mój ojciec był powstańcem wielkopolskim i żołnierzem w wojnie bolszewickiej, a dziadek, sołtys w swojej wsi, został przez okupantów niemieckich uśmiercony w Auschwitz. Dodaję teraz: nasi przodkowie nosili ongiś dumnie na swoich sztandarach hasło "Żywią i bronią", a mieli do niego prawo. Cmentarze obu wojen światowych zasłane są głównie mogiłami chłopskich poległych.

Po trzecie - także w ojczyźnie, o którą masowo w minionym stuleciu walczyli, byli prześladowani. Ofiary krwawej pacyfikacji przedwojennego strajku chłopskiego (1937) są porównywalne z ofiarami stanu wojennego (sprawdziłem teraz - liczbowo znacznie je przewyższają). Nie zdano również dotąd należycie sprawy z ludzkich kosztów przymusu kolektywizacyjnego lat 1948-1956. Chłopi polscy przymusowi temu masowo się oparli i rządzący musieli się cofnąć. Był to jedyne takie chłopskie zwycięstwo w całym ówczesnym tak zwanym obozie, czyli pośród wszystkich zwasalizowanych narodów.

W emitowanym programie zachowano puentę mojej wypowiedzi, ale dla nikogo pewnie nie była ona zrozumiałą. Powiedziałem w niej, że poniżaniem innych zajmują się ci, którzy boją się oprzeć na sobie samych. Chłopów polskich, w moim przekonaniu, to nie dotyczy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.