Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Bunt rodziców. Dlaczego boją się szczepić dzieci?

Lekarze tłumaczą, że szczepienie nie jest sprawą osobistą, bo niezaszczepione dziecko, gdy zachoruje, zakaża innych - osoby z obniżoną odpornością czy starsze, np. swoich dziadków. Jak dalece nie przekonuje to tych, którzy widzą tylko złowrogie skutki szczepionek, widać w dyskusji na naszym Facebooku.

Marta A-T.: Trzeba szczepić, bo właśnie przez postawy rodziców, którzy nie szczepili swoich dzieci wzrasta liczba zachorowań na gruźlicę i bronchit, choroby, które znałam z książek z końca XIX i początku XX wieku.

Jak przyjechałam do Szwecji to pierwszą rzeczą jaką lekarz dziecięcy kazał mi dostarczyć to była książka szczepień, by uzupełnić ewentualne braki. Profilaktyka jest tańsza niż leczenie i nie róbmy z tego dramatu, że tyle pieniędzy koncerny farmaceutyczne ciągną od nas.

Piotr G.: Jak sobie ktoś dał wyprać mózg... Ci co przeszli na homeopatię, weganizm, dysleksję, dysgrafię i inne "dys" - NIECH PŁACĄ - pewnie ich stać.

Olga S.: Śmieszą mnie argumenty niektórych w stylu: "jak nie szczepią swoich dzieci, to niech płacą za leczenie moich dzieci, które się od nich zarażają". Jak mają się zarazić skoro były zaszczepione przeciwko określonym chorobom? Idąc Tokiem myślenia niektórych komentujących ("dlaczego z moich podatków płaci się za leczenie dzieci osób niechętnych szczepieniom") pytam dlaczego ja mam płacić za leczenie ich dzieci, jeśli zachorują na nowotwór chociażby? Zwłaszcza jeśli w ich rodzinie pojawił się wcześniej nowotwór, więc można założyć, że i dziecko jest obciążone szansą rozwinięcia się takich komórek? Jak śmieli w ogóle się rozmnożyć i narazić biednych Polaków (tych którzy szczepią swoje dzieci na wszystko co się da również) na konieczność płacenia za leczenie tego dziecka? Mam nadzieję, ze każdy z czytających dostrzega ironię tego argumentu...

Smutne te niektóre komentarze, szalenie polskie, rzekłabym. Jak już ktoś śmie samemu podjąć decyzję dotyczącą choćby diety (weganom też się dostało, a co) i wyjść poza szablonowe myślenie, jest na straconej pozycji i gromy lecą na mu na głowę, bo jedyna słuszna dieta to schabowy z kapustą i ziemniakami...

Ja również sobie mogę nie życzyć, żeby z moich składek utrzymywane były różne zagraniczne misje wojskowe oraz wczesne emerytury niektórych grup zawodowych, ale żyję w społeczeństwie, które być może się tego właśnie domaga, więc płacę i ja, wbrew sobie.

Konkludując, za leczenie moich nieszczepionych;) dzieci będą płacić WSZYSCY, również komentujący powyżej. Czy im się to podoba czy nie.

Aleksandra G.: Po pierwsze, szczepionka nie jest gwarancją, że się nie zachoruje. Szczególnie w przypadku gruźlicy. Ale jeśli jednak się zachoruje, przechodzi się chorobę lżej, mniejsze jest ryzyko powikłań. Ci, którzy nie szczepią dzieci, narażają je na większe ryzyko (ciężkiej choroby i powikłań) niż ryzyko związane ze szczepieniem (odczyn poszczepienny). Dodatkowo narażają społeczeństwo i inne dzieci, także te szczepione, bo mogą one zachorować wskutek cudzej głupoty.

Tam, gdzie spada liczba szczepień, pojawiają się lokalne ogniska epidemii, np. ostatnio krztuśća. Trochę już zapomnieliśmy, jak wyglądają takie choroby jak polio na przykład (choroba Heinego-Medina), wydaje nam się, że nie ma ryzyka zachorowania, a ono jest i to całkiem realne.

Zdarza się, że nieszczepione dzieci umierają na choroby, na które rodzice ich nie zaszczepili - ciekawe, co ci ludzie czują do końca swoich dni. Także gdy nieszczepione dziecko cierpi z powodu powikłań po chorobie. Na razie nieszczepiący mają się nieźle kosztem szczepiących, ale gdy odsetek nieszczepionych wzrośnie, może być naprawdę źle - pytanie do nieszczepiących rodziców: naprawdę chcecie, by wybuchła epidemia polio albo błonicy? Naprawdę chcecie, by Wasze dziecko zachorowało na polio? I by zaraziło inne dzieci?

Dodam, że dorośli także powinni ponawiać szczepienia, bo nie dają one ochrony na całe życie, a często ogniskiem zakażenia są np. dziadkowie. A gdy nieszczepiony dziadek zarazi niezaszczepionego wnuka, to będzie rodzinna tragedia. I pretensje nie do siebie, a do lekarzy i służby zdrowia oczywiście.

Katarzyna S.: Tyle razy jest poruszana w telewizji kwestia jak wiele dzieci umiera w Afryce np. na ospę tylko dlatego, że nie były szczepione. Więc sama nie rozumiem skąd u ludzi nagły sprzeciw co do szczepień.

Monika C.: Może dlatego, że powikłania po szczepionkach bywają groźniejsze niż sama choroba, przed którą mają bronić. Nie mam jeszcze dzieci, ale jeśli będę miała, to nie wyobrażam sobie ładowania w tak delikatny organizm sporych ilości rtęci i innego syfu... Szczepionki z założenia są wspaniałym dziełem medycyny, chroniącym przed epidemiami. Ale w momencie, gdy społeczeństwo ma już tak głęboko zakodowane, że szczepionki są niezbędne i bez nich ani rusz, koncerny wciskają nam ich coraz więcej i więcej, coraz bardziej niebezpiecznych.

Nie wszyscy lekarze mają szlachetne serduszka i wybrali zawód z powołania (innego niż pieniądz). Nie mówię, że lekarze nie wiedzą o szkodliwości szczepionek. Mówię, że nie zawsze się tą wiedzą dzielą. Ponadto część z nich może być faktycznie omamiona. Jak idziesz do banku, to wierzysz, że osoba z Obsługi Klienta pragnie przedstawić ci ofertę najkorzystniejszą dla ciebie? Czy może dla banku?

Nie chcemy, żeby nasze dzieci umierały. Nie chcemy też, aby chorowały na autyzm, astmę, alergie, czy inne popularne powikłania wynikające ze szczepień. OBUDŹ SIĘ wreszcie i płacz lepiej nad swoim losem ignoranta...

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.