Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Niedawno na imprezie kolega z wydziału lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego spytał mnie "Na co najczęściej umierają ludzie w Polsce? Na Banacha" (ulica, przy której znajduje się szpital WUM). Ten smutny dowcip sprawił, że zaczęłam się zastanawiać nad jakością kształcenia w Polsce. Czy rzeczywiście pacjenci na Banacha masowo emigrują do nieba? Czy nasi prawnicy nie odróżniają zasiedzenia od zawłaszczenia? Nasi filolodzy mylą czas zaprzeszły z trybem dokonanym?

Niedawno Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej wstrząsnęła opinią publiczną, proponując kandydatom studia prawnicze, które ukończyć można po dwóch i pół roku. I śmieszno i straszno, biorąc pod uwagę, że i tak narzekamy na poziom absolwentów polskich uczelni.

Gazety trąbią o upadku jakości kształcenia polskich szkół wyższych, w metrze wiszą ogłoszenia uczelni, które za skrót mają "UW", aby się upodobnić do Uniwersytetu Warszawskiego, jak grzyby po deszczu pojawiają się uniwersytety i wyższe uczelnie lansu i wdzięku, z obowiązkowym marketingiem i zarządzaniem - walka o nawet najpodlej zdaną maturę i jej właściciela trwa.

Zakuć, zdać, zapomnieć

Jak stwierdził Krzysztof Dołowy z Katedry Fizyki w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego: "Większość z 2 mln dzisiejszych studentów nie ma pojęcia, czym są prawdziwe wyższe studia, jakiej pracy i jakiego wysiłku wymagają. I nikt im tego nie wyjaśnia, nikt im w żywe oczy nie powie, że właściwie odbywają kursy, a nie studia".

Z kolei Marek Wąsowicz z Wydziału Prawa i Administracji UW zauważa "Edukacja stała się towarem, a potencjalny student - klientem".

Moi koledzy i koleżanki z rozmaitych wydziałów i uczelni uczą się metodą "trzech Z" czyli zakuć, zdać, zapomnieć, albo całkowicie gdzieś mają wkucie czegokolwiek i "jadą na opinii", bo tata/mama/ciocia/brat/ jest szychą na uczelni i wyciągnie za uszy.

Tyle, jeśli chodzi o studentów-zapaleńców, którzy robią z uniwersytetów społeczności intelektualne. Nasi starsi koledzy, protestujący w 1968 r. na Krakowskim Przedmieściu, na Politechnice i w każdym polskim mieście studenckim przeciwko cenzurze "Dziadów" złapaliby się za głowy i zapłakali nad Nami.

Zabrzmi to pompatycznie i skrajnie melodramatycznie - ale skoro Adam Michnik i Henryk Szlajfer mieli na tyle odwagi, żeby dać się relegować z uczelni w wyniku protestów, a 35 ich kolegów poniosło kary dyscyplinarne bądź prawne, to czemu My nie mamy odwagi przebrnąć przez cały podręcznik do socjologii?

Dżizus, k***a, ja pi***!

Idąc na studia, miałam w głowie jedną myśl: "Zdałaś maturę. Najlepiej jak mogłaś. Dostałaś się na najlepszą w Polsce uczelnię humanistyczną. Bądź z siebie dumna". Dopiero po pierwszej sesji przyszło mi na myśl, że jak bohater Dnia świra": "Nie, no to nie do wiary. Nie, to być nie może. Osiem lat podstawówki, cztery liceum. Potem pięć, bite, studiów, dyplom z wyróżnieniem, dwadzieścia lat praktyki, i oto mi płacą, jak by ktoś dał mi w mordę. Ja p***ę, k***a! O, bracia poloniści, siostry polonistki, sto trzydzieścioro było nas na pierwszym roku. Myśleliśmy, że nogi Boga złapaliśmy, że oto nas przyjęto do szkoły poetów. Szkoła poetów, Dżizus, k***a, ja pi***! Przez pięć lat stron tysiące, młodość w bibliotekach. A potem bida, bida i rozczarowanie!".

Sama też przeszłam przez myśli typu "rzućmy to wszystko w cholerę i wyjedźmy w Bieszczady, co z tego, że mogę godzinami opowiadać o prawie wyznaniowym w USA skoro nikogo to nie interesuje?". Odpowiedź na wszystkie te lęki jest jedna; zdaliśmy nasze matury, kując w pocie czoła po nocach, żeby dać sobie samym szansę na bycie zmuszonym do zadawania sobie pytań, na które sami byśmy nie wpadli.

Studia służą naszemu rozwojowi, wyciągają Nas z naszej "strefy komfortu" jak słusznie nazywali to moi profesorowie, i wrzucają na głęboką wodę. Nie studiujmy; uczmy się.

Nikt Nam nie zapłaci za siedzenie godzinami nad skryptem, ani za oceny z kolokwium poprawianego sześć razy. Zapłacą Nam za to, że wyniesiona wiedza, choćby najtrywialniejsza i dziwna, posłuży Nam do zaprezentowania świata w sposób, jaki innym nie przychodzi na myśl.

Cholera, być może połączenie psychologii z amerykanistyką nie jest najlepsze na świecie (i znów cytat: "Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?"), ale jest moje, tylko moje i to ja będę za nie odpowiadać.

Może moja znajomość historii mniejszości etnicznych pomoże mi kiedyś w czymś, a może będzie tylko zmarnowanym czasem? i komórkami mózgowymi? Bez względu na to - było to warte wysiłku.

Po co studiuję?

Drodzy koledzy, koleżanki - jesteśmy dorośli, bez względu na to, czy chcemy zostać nauczycielami, prawnikami, germanistami, ekonomistami czy technologami drewna. Niech nasze studia nie będą czasem wkuwania i marnowania oczu, tylko czasem zadawania sobie trudnych i bolesnych pytań.

Dorastania do bycia osobą, którą być chcemy. 60 proc. roku na pewno pozdaje egzaminy ściągając bądź perfidnie oszukując, sami też to kiedyś pewnie zrobimy. Nie patrzmy na nasz czas spędzony na uczelni jako prostą drogę, przebytą po trupach, na końcu której świeci niczym pochodnia dyplom i praca magisterska, oprawiona w punkcie ksero koło wydziału.

Usiadłam sobie kiedyś smętnie z podręcznikiem do prawa handlowego i zadałam proste pytanie: po co studiuję? Żeby mieć pracę? Pracę będę miała po to, żeby opłacić mieszkanie, do którego będę wracała po tejże, a ofert pracy dla abiturientów jest w bród, więc znów - po co mi studia?

Polscy studenci, cała nasza smutna gromadka, a w tym i ja, przeżywa kryzys motywacyjny: po co mamy studiować, gdy Ci z nas, którzy idą na studia z pasji, skończą jako bezrobotni licencjaci i magistrzy?

Po co iść na studia, gdy kulturoznawcy, politolodzy, filolodzy, cała kompania kuje po nocach coś, co być może nas bardzo interesuje i pasjonuje, ale chleba nie da? Nie każdy może zostać prawnikiem lub lekarzem, a rynek pracy też nie może puchnąć w nieskończoność, ma tylko ograniczoną pojemność.

Jednak świat potrzebuje nawet ugrofinisty. Idźmy więc z dumnie podniesioną głową, na chwałę swoich alma mater i wiedzmy jedno - nie poszliśmy na studia, by zdobyć zawód, od tego jest zawodówka i technikum; poszliśmy, by zajść "szybciej, dalej, wyżej!"

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.