Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Oto projekt rozdzierający szkołę na strzępki. Minimum. Teraz naprawdę chodzi o minimum. Ministerstwo Edukacji Narodowej i nauczyciele nie mają już nic do powiedzenia - MEN, bo wszystko robi w tajemnicy, nauczyciele, bo muszą być posłuszni.

Testomania

Wypuszczamy ze szkół kolejnych uczniów nazywanych maturzystami. Wiele już napisano, co to znaczy. A to znaczy, że współczesny uczeń mniej więcej od szóstej klasy szkoły podstawowej cierpi na zespół zanikania fazy myślowej dzięki najgorszej z możliwych strategii uczenia - nauki zbioru informacji pod pytania do testu. Przegrywamy na tym wszyscy: obserwatorzy dziennikarze, rodzice i najbardziej zainteresowani - nauczyciele i uczniowie. Dlatego powoli narastają bunt i znużenie za wmawianie nam, że jesteśmy brudną solą polskiej szkoły.

Czas więc już nie na potyczki słowne i żale, ale na porządny protest nauczycieli i wskazanie źródła doszczętnie obniżonej rangi edukacji. Czas unieść głowę i powiedzieć stop niszczeniu wartości zawodu nauczyciela i wysiłku, dzięki któremu ręce ucznia jeszcze piszą, usta mówią, oczy widzą. Czas powiedzieć, że nie chcemy, aby roczniki nowej reformy przychodziły z powrotem do szkół - tym razem nauczać, albowiem wiemy, w jaki sposób uczeń przebrnął i zdawał maturę i z czym borykają się akademicy.

Wszystkiemu winien bożek internetu

Za tym całym skomplikowanym układem stoi oczywiście wiele przyczyn, wśród których najważniejsze są edukacyjne eksperymenty ministerstwa edukacji, powszechna kultura masowa, brak poznawczego napędu licealistów, studentów dzięki m.in. internetowi jako wmówionemu nośnikowi mobilizującej wiedzy o świecie i haniebnemu zaniechaniu wprowadzenia do szkół filozofii i etyki.

Czas więc na demaskację MEN-u. Jest to instytucja, która nieustannie opracowuje konstytucję polskiej edukacji i odpowiada za pełną organizację szkolnictwa oraz status szkoły jako reprezentacji narodowej, które to szyldy pod rządami obecnej ekipy dobito do cna.

Proszę uwierzyć w tę diagnozę. Szkolnym obywatelom powodzi się znakomicie, bo takie jest założenie MEN-u, przyjazna szkoła. I już nie chodzi o banalną nieznajomość autora "Chłopów" czy osławionego "Kejmsa"od "Dżumy".

Widzieli państwo uczniów rozwiązujących namiętnie na lekcjach krzyżówki? To ich ćwiczenia, aby nabrać biegłości wyszukania słowa pod klucz. Mam to dotkliwie przed oczami. Rzadko, bardzo rzadko spotyka się uczniów indywidualistów, uczących się w fascynacji, dla siebie, ciekawych. Obecny uczeń, szczególnie licealny, to omnibus krzyżówkowy. Na podstawie tej właśnie wiedzy zdolny jest do niezwykłej umiejętności: wykłócania się o minimum - zgodnie z zaleceniem MEN-u, o to, żeby uznać niewiedzę za normę. Ale są też zezłoszczeni uczniowie, którzy protestują za poniżenie ich ambicji.

Nauczyciele nie są birbantami

Można powiedzieć, że MEN powinno stwarzać bezpieczeństwo dla indywidualnego i społecznego rozwoju człowieka od przedszkola do matury. Ministerstwo to jak wiele innych: są minister i poszczególni rangą urzędnicy. Tworzą dokumenty dla ucznia i nauczycieli. W zależności od etapu edukacyjnego zatwierdzają wytworzone gdzieś podstawy programowe. Interesują się też podręcznikami. Odpowiadają za wszystkie zmiany, które przeobrażają polską szkołę. Mają wiedzę na temat pensji i pensum. Są strażnikami bazy, którą nauczyciele z niektórymi uczniami próbują przetwarzać w intelekt i jakość międzyludzkiej interakcji. Tyle można powiedzieć o formalnym źródle obrazu dzisiejszej szkoły. Dlaczego tylko takie ogólniki?

Bo sensu pracy tej instytucji po prostu nie można dostrzec! Ministerstwo, ma się wrażenie, nie istnieje. Gdyby istniało, jesteśmy pewni, że dialog ze szkołą byłby aktywny, a proces destrukcji edukacji zatrzymany. Nauczyciel nie byłby prześladowany za przeciętne (jak na świecie) pensum i wakacje (jak na świecie), a do opinii publicznej nigdy nie wysyłano by insynuacji, że nauczyciele są birbantami. Dziennikarze nie skłócaliby ludzi na podstawie zewnętrznych danych. Nauczyciel byłby wzmacniany i ceniony. Można tylko pozazdrościć prestiżu tego zawodu poza Polską. Gdzie w tym wszystkim jest minister? Minister edukacji ma zakaz informowania.

Czy założone przez rząd milczenie kryje namysł? Otóż niekoniecznie, za milczeniem często kryje się ta prawda, że nie ma się nic do powiedzenia.

Liczy się minimum. Szkoła przegrała

Z tej pustki polska edukacja przechodzi obecnie koszmar niespójnej z niczym reformy. Zamiast stać nieugięcie na straży określonych wymagań wbrew kryzysowi i upodobaniom ucznia do konformizmu oraz preferowania słabizny, to anonimowe MEN wytwarzając horrendum biurokratyczne ,wystawia nauczyciela na ciosy, demoralizując wszystkich dyskutantów edukacyjnych.

Być może MEN pod presją powszechnej oszczędności i pozornej konkurencji tworzy teraz korporacyjne szkolnictwo. Coraz bardziej jest prawdopodobne, że chodzi o sprawnie funkcjonujące firmy edukacyjne, których klienci według danego szablonu jakoś dojdą do określonych etapów nauczania.

Nauczyciel w takiej placówce ma być osobą podrzędną, posłuszną, przymusowo znającą swoje miejsce w hierarchii od stolika do stołka. Kto ma być zadowolony? Klient, gość, czyli uczeń, który zamawia danie i ma być! Nie szkodzi, że trujące, byle zadowolenie rosło. Kto jest oskarżany za wyniki produktu, który kąsa klient - uczeń?

Nauczyciel, sprzedawca wiedzy, którą opracował sztab korporacyjny, radośnie zacierający ręce, gdzieś tam, w ukryciu. Dlaczego dziwią się filozofowie ( "Żeby szkoła nie produkowała osłów"), że spotykają się z "katastrofalną świadomością kulturalną studentów będącą wynikiem ich kształcenia w szkołach"?

Wystarczy zobaczyć, że minimum jest teraz punktem wyjścia dla wszystkich operacji poznawczych. Autorzy i wielu innych nauczycieli mistrzów marzą o analizie zjawisk i ksiąg, i stosowaniu grzecznościowych zwrotów nawzajem. Z tego wszystkiego przetrwały powitania i pożegnania. Szkoda, szkoła przegrała. I tak będziemy pisać w nieskończoność. A prosimy przecież o naukę.

Czy zgadzasz się z taką tezą nauczycielki? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.