Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Niedawno w radiu usłyszałam jak omawiano projekt podniesienia o 100 proc. wysokości mandatów za wykroczenia drogowe. Zarówno prowadzący, jak i słuchacze (a telefon się urywał) nie kryli dezaprobaty. Traktowali to jak kolejny uciążliwy podatek, powtarzając, że żaden kierowca nie może przecież respektować wszystkich przepisów, bo są głupie, nieżyciowe a znaki drogowe wiszą bez sensu.

Tylko jeden słuchacz przypomniał, że mandatów nie dostaje się za jazdę, ale za popełnione wykroczenia, został jednak zakrzyczany.

Piszę ten list, bo właśnie po raz kolejny uniknąłem śmierci lub kalectwa. Pani, ruszająca z piskiem opon spod świateł, bez włączania kierunkowskazu, skręciła ostro w lewo. Przechodziłem akurat po pasach i musiałem odskoczyć dosłownie spod maski.

Takich przypadków miałem już w tym roku kilka. Po prostu około 30 proc. kierowców nie używa kierunkowskazów, zwłaszcza na mniejszych uliczkach. Niedawno widziałem policjanta, który rozmawiając przez telefon komórkowy manewrował bez kierunkowskazów na skrzyżowaniu.

Jakiś czas temu moja koleżanka została na pasach stuknięta przez panią, która tłumaczyła później: "bardzo panią przepraszam, ale ja myślałam, że pani odskoczy, bo ja się bardzo spieszę po dziecko" (nawiasem mówiąc koleżanka nie mogła odskoczyć z przyczyn medycznych).

Wygląda więc na to, że takie zachowanie powoli staje się normą, tak jak jazda po spożyciu alkoholu. W dodatku nie ma już miejsc, gdzie piesi mogliby czuć się bezpieczni. Chodnik - jak sama nazwa wskazuje - służy do parkowania, jazdy na rowerze a coraz częściej też na motocyklu, zwłaszcza w okolicy zakorkowanych skrzyżowań.

Rowerzyści mają coraz więcej ścieżek, z których nawiasem mówiąc nie lubią korzystać; wystarczy przejść się warszawską ulicą Sobieskiego, by to odczuć. Zapytałem nawet kiedyś rowerzystę, dlaczego jedzie po chodniku a nie po ścieżce - odpowiedział mi: "dlatego, że ja jadę z dzieckiem, proszę pana".

A gdzie są ścieżki dla pieszych? Zawsze zadaję sobie to pytanie, gdy wciskając się w szczelinę między zaparkowanym samochodem a ścianą budynku widzę naprzeciwko pędzącego rowerzystę.

Jestem pieszy, nie mam samochodu. Nie wiem, może powinienem się tego zacząć wstydzić? Kierowcy łamią prawo nagminnie, rowerzyści nie stosują się praktycznie do żadnych przepisów. Tylko my, piesi musimy uważać, przewidywać i myśleć za innych, bo w wypadku kolizji jesteśmy spisani na straty.

Może czas skrzyknąć się i zorganizować "Masę Krytyczną Pieszych"? A może należałoby utworzyć urząd Rzecznika Pieszych, który podpatrzyłby, jak radzą sobie z tym problemem inne kraje?

Mój kolega, od lat mieszkający w USA, wyjechał kiedyś samochodem po wypiciu kilku piw. Miał blisko do domu, była późna noc - jak to Polak, przyjął, że nic się nie stanie. Jednak wpadł jakoś w oko patrolowi policyjnemu i został skontrolowany.

Natychmiast go aresztowano i doprowadzono do sądu. Z uwagi na to, że był niekarany i nie spowodował żadnego wypadku, został potraktowany łagodnie: 7000 dolarów grzywny i pół roku aresztu domowego. Była to lekcja tak dotkliwa, że teraz nie wsiada za kierownicę nawet po łyku piwa (a piwo w USA jest słabsze niż nasze). Po prostu prawo jest tam respektowane a sądy się nie patyczkują. A wydawałoby się, że to ta sama planeta...

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.