Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Profesor Piotr Winczorek w artykule "Liberałowie nie są sami" zwrócił uwagę na to, że w Polsce oprócz liberałów mieszkają także wyznawcy "autorytetu budowanego na fundamencie objawionej prawdy i moralnej racji, które z natury rzeczy mogą być tylko jedne i niepodważalne". Autor konkluduje, że "odwołanie się do prawd właściwych dla liberalnego etosu nie przekona tych, którzy etos ten odrzucają". Zgadzam się z oboma spostrzeżeniami.

Tylko wg mnie nie mają one żadnego znaczenia praktycznego, a przynajmniej nie powinny mieć dla państwa neutralnego światopoglądowo. Bo jaki można wyciągnąć praktyczny wniosek z tych spostrzeżeń?

Moim zdaniem uprawniony jest tylko jeden. Państwo nie powinno tworzyć prawa, które tej części społeczeństwa utrudniałoby lub uniemożliwiałoby życie w zgodzie ze swoim sumieniem. Ale tylko tyle.

Tworzenie przepisów, które nakładałoby obowiązek życia zgodnie z zasadami głoszonymi przez kościół na obywateli o innym światopoglądzie jest niedopuszczalnym rozszerzeniem tej zasady.

W przypadku aborcji, in vitro, małżeństw w obrębie jednej płci i innych wrażliwych etycznie zagadnień, jedynym powodem ustanowienie lub nie ustanowienia prawa regulującego te materie powinno być dobro publiczne.

Dobro rekonstruowane na postawie Konstytucji RP.

Sprowadzając rzecz całą na poziom praktyki można zadać pytanie, czy brak regulacji dotyczącej zapłodnienia in vitro zmusza osoby niechętne tej metodzie do jej stosowania? - Oczywiście nie. Obywatele ci mogą żyć tak, jakby formalny zakaz istniał. Mogą żyć w zgodzie ze swoim sumieniem. Taki test można wykonać w przypadku każdej wrażliwej kwestii.

Jeśli prawo państwowe nie zmusza nikogo do życia niezgodnego z własnym sumieniem, wówczas postulat neutralności światopoglądowej państwa jest zachowany, w przeciwieństwie do sytuacji, w której z przepisów prawa wynika obowiązek zachowań nakazanych przez określony światopogląd a niezgodnych z wyznawaną religią.

Rozumiem, że istnieje także spór o to, czy określone zachowania powinny być finansowane przez państwo, czyli ogół podatników. W moim przekonaniu, zgodnie z postulatem neutralności światopoglądowej państwa, nie należy obciążać podatników nawet pośrednim przyczynieniem się do umożliwiania zachowań niezgodnych z ich światopoglądem.

Zatem państwo nie powinno ich finansować. Ale nie oznacza to, że sami obywatele nie mogliby tego robić. Wystarczy rozbudować system deklaracji przeznaczania części podatku dochodowego przez samych obywateli na różne cele stojące w sprzeczności z neutralnością światopoglądową państwa a jednak ważne dla określonych grup obywateli.

Wówczas na finansowe wsparcie mogłyby liczyć organizacje pozarządowe wspierające lub umożliwiające zachowania zgodne z sumieniami osób je wspierających. W taki sposób sami obywatele mogliby finansować kościoły, lekcje religii w szkołach, udzielać wsparcia kobietom w trudnej sytuacji, udzielać wsparcia osobom starającym się o dzieci przy pomocy in vitro. Mogliby też nie udzielać wsparcia na te cele, przekazując całość podatku wprost do budżetu.

Zgodnie z preambułą - Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej została ustanowiona "jako prawa podstawowe dla państwa oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz, dialogu społecznym oraz na zasadzie pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot."

Czy narzucanie zachowań niezgodnych z przekonaniami części obywateli jest wyrazem poszanowania wolności? Czy możliwość życia zgodnie z własnym sumieniem jednej grupy społecznej, nawet bardzo licznej, a ograniczenie takiego prawa innym grupom jest wyrazem poszanowania sprawiedliwości? I gdzie tu w praktyce mamy do czynienia z pomocniczością państwa, umacniającą uprawnienia obywateli i ich wspólnot, skoro nieustannie podejmowane są próby ubezwłasnowolnienia obywateli w praktycznym prawie do wolności sumienia.

Próba narzucenia zakazu stosowania metody zapładniania in vitro skutecznie odbiera to prawo osobom, które w zgodzie z własnym sumieniem, mają przekonanie, że jest to moralnie dobra metoda.

W Konstytucji zapisano także, że "Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym." Traktujmy poważnie te przepisy.

W przypadku kwestii wrażliwych nie tylko warto, ale także należy przeprowadzić prosty test, czy wprowadzenie przepisów wynikających z określonego światopoglądu, nakazujących, lub zakazujących określonych zachowań rzeczywiście spełnia postulat bezstronności władz publicznych w sprawach przekonań religijnych?

Moim zdaniem praktyka temu przeczy.

Ważna uwaga. Neutralność światopoglądowa państwa nie oznacza świeckości państwa. Oznacza, że kwestiach światopoglądu państwo nie zabiera głosu ani nie wspiera (wprost lub pośrednio) żadnego światopoglądu, pozostawiając te sprawy samym obywatelom. Oznacza, że prawo jest konstruowane przy zachowaniu postulatu równości obywateli ze względu na posiadany światopogląd lub wyznawaną religię.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.