Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Ukończyłem studia na cenionym przez pracodawców kierunku. Niedawno wyjechałem na "Zachód". Nie wiem jeszcze, gdzie chcę się osiedlić. Wiem za to, gdzie na pewno nie chcę - w Polsce. Gdybym zmienił zdanie, moje zarobki i satysfakcja z wykonywanej pracy pozostałyby mniej więcej takie same; za to koszty życia zmalałyby kilkukrotnie. Tak więc to nie brak pieniędzy czy pragnienie stabilności odstraszają mnie od kraju; to Polacy. I podczas mojego pobytu tutaj spotykam wiele osób z Polski, które czują to samo.

Co konkretnie mi się nie podoba?

Pierwszy lepszy przykład: Niedawno BBC wspomniała o rasizmie na polskich stadionach. I choćbyśmy nie wiadomo jak bardzo zaklinali rzeczywistość, to przecież wszyscy wiemy, że zamiłowanie do stadionowych zadym idzie w parze z dbałością o "czystość krwi". A wraz ze społecznym i politycznym przyzwoleniem (a nierzadko wręcz sympatią) dla takich zachowań, umacnia się też przekonanie, że "czarny" to "gorszy".

Jednak zamiast wykorzystać presję międzynarodowej opinii publicznej, żeby zacząć coś z tym robić, rozpoczęła się akcja "Cały naród zamiata pod dywan". Okazało się, że to nie rasizm i inne twarze ksenofobii są problemem - problemem jest to, że ktoś te zjawiska zauważył.

I ku mojemu zdumieniu, również "Wyborcza" z zapałem się przyłączyła do maskowania tych patriotycznych postaw.

Wysiłki te zresztą przyniosły odwrotny skutek. Spotkałem wiele osób, które doniesienia o rasizmie w Polsce puściłyby mimo uszu. Jednak te same osoby nie mogły wyjść ze zdumienia, gdy słyszały reakcje polskich oficjeli i mediów.

Homofobia

Przypomina mi to zasłyszaną w radiu anegdotę. W rozmowie o homoseksualizmie uczniów, dyrektorka publicznej szkoły wspomniała, że i u niej zdarzył się ten problem. "Problemem" byli wg niej nie homofobiczni uczniowie (których oczywiście nie brakowało, mowa wszak o polskiej szkole), ale uczeń, który miał czelność nie udawać, że jest taki jak inni, taki jak Pan Bóg (ten katolicki, biały, męski, co to kiedyś kochał Żydów, potem ich nienawidził, a potem pod naciskiem opinii publicznej zaczął tolerować) przykazał.

Homofobia to kolejna cnota Polaków, która sprawia, że na pytanie o narodowość odpowiadam "europejska". Mam alergię na dogmatyzm, zaślepienie i niezdolność do dyskusji czy weryfikacji własnych poglądów; a nawet niewielka doza racjonalnego myślenia oraz choćby minimalne zainteresowanie wynikami badań naukowych nad zjawiskiem homoseksualizmu wystarczą, żeby z tego uprzedzenia wyrosnąć.

A jednak w kraju nad Wisłą nawet człowiekowi, który pełnił funkcję Prezesa Trybunału Konstytucyjnego i Rzecznika Praw Obywatelskich, nie wstyd było podpisać się pod petycją "Cała Polska chroni dzieci". Równie dobrze mógłby otwarcie stwierdzić: "Niezależnie od faktów, ja swoje wiem." W tym samym kraju ludzi wyprasza się z dworca za to, co w miejscach mniej skażonych Miłością Bliźniego jest zupełnie normalne - okazywanie sobie czułości przez np. pocałunek.

Skansen

Mógłbym jeszcze długo wyliczać, co mi się w "Mesjaszu narodów" nie podoba. Konkluzja jest taka, że wyjeżdżam. I jest to świetne rozwiązanie: Bardzo się z tego cieszę, pomimo wszystkich więzi, które zrywam (a przecież są w Polsce też ludzie, miejsca i rzeczy, za którymi tęsknię).

Na pewno cieszą się też "Prawdziwi Polacy" oraz ci, którzy deklarują, że są "otwarci, ale..." A przynajmniej cieszyliby się, gdyby o mojej decyzji i moich poglądach wiedzieli.

Cieszyliby się też "umiarkowani katolicy" i cała reszta mainstreamu - bo to jest dobry krok do zjednoczenia Narodu - tak pięknie było po śmierci Wojtyły i Kaczyńskiego, gdy wszyscy myśleli tak samo. A to, że od czasu do czasu oberwie się jakiemuś Żydowi, gejowi czy czarnemu, to nic. Już zdążyliśmy się przyzwyczaić. Zwłaszcza my, którzy nie jesteśmy Żydami, gejami czy czarnymi.

Niektórzy mogą sugerować, że zamiast "obrażać się" na kraj, powinienem próbować go zmienić. Przez jakiś czas to właśnie robiłem - pracowałem z organizacjami pozarządowymi, pomimo niezrozumienia ze strony innych, i trudności sztucznie mnożonych przez urzędników. Jednak nareszcie zrozumiałem, że nie ma takiej potrzeby.

Ci, którym Najjaśniejsza Rzeczpospolita tak samo się nie podoba, w ogromnej większości również mogą wyjechać. Często nie zdają sobie z tego sprawy, ale upokorzenia i przemocy w Polsce doświadczają w pewnym sensie dobrowolne. Nie chcę powielać schematu obwiniania ofiar. Oczywiście, nie powinno takiego miejsca być w Europie. Ale ponieważ nieprawomyślni mogą stosunkowo łatwo uciec przed prześladowaniami, nie czuję się zobowiązany poświęcać dla nich (dla nas) własnego poczucia bezpieczeństwa, komfortu psychicznego i możliwości mieszkania wśród ludzi opierających swoje poglądy na racjonalnych przesłankach.

Pozwólmy świątobliwym mężom i niewiastom kisić się we własnym sosie i nawzajem się uszlachetniać cierpieniem. Za pokolenie albo dwa będziemy mogli z tego skansenu zrobić atrakcję turystyczną.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.