Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Pan Żalek wyraża wątpliwość, żeby nie powiedzieć: nadzieję, że Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy domowej i przemocy wobec kobiet nie zostanie ratyfikowana. Nie przekonują go bowiem kontrargumenty wobec tez Gowina, zaś sam fakt podpisania ocenia jako rozsądną, ale jednak polityczną decyzję, wynikającą z (chwilowo) profeministycznych nastrojów.

I to jest nawet dość krzepiący fragment: że pan Żalek nie ma złudzeń, że sympatia premiera wobec Konwencji RE jest chwilowa i koniunkturalna. Ja też ich nie mam, bo sam fakt odwlekania decyzji w tej sprawie z uwagi na Euro2012 pozwalał tak przypuszczać.

W XXI wieku, w demokratycznym od dwudziestu lat państwie pan Żalek jest zdania, że parytety są niepotrzebne i upośledzą kobiety. Kobiety przecież wcale nie chcą do polityki, bo to taki straszny, agresywny świat, kudy tam delikatnym niewiastom. Dla ich własnego dobra - niech lepiej trzymają się z daleka. To nie na ich śliczne główki i czułe serduszka.

Panie Żalek, to właśnie dzięki temu, co pan mówi, co słyszymy od dzieciństwa "odpuść sobie, to nie dla ciebie" wiele kobiet nie podejmuje decyzji o karierze politycznej. To dzięki takim komunikatom wielu ludziom wydaje się, że są jakieś role, przypisane nam z uwagi na płeć. Dzięki nim właśnie kobiety nie awansują, nie dostają podwyżek, na dzień dobry otrzymują niższą płacę, zaś zawody sfeminizowane są postrzegane jako mające o wiele niższy prestiż.

Pan Żalek w wywiadzie pyta, co z mężczyznami. Pomyślcie o nas, prosi (tak jakby dotychczas mało myślano!). My też jesteśmy bici!

W 2011 r. policja odnotowała 70 tysięcy kobiet-ofiar przemocy i 10 tysięcy mężczyzn-ofiar przemocy. Ogólnie wśród sprawców przemocy domowej 95 proc. stanowią mężczyźni. Jest to związane między innymi ze stereotypowym podziałem ról płciowych, który konwencja chce osłabić. Nawet biorąc pod uwagę fakt dużo mniejszej zgłaszalności przemocy kobiet względem mężczyzn musimy mieć świadomość, że konwencja pomoże także i mężczyznom: nie wikłając ich w poczucie wstydu i porażki, gdy staną się ofiarami przemocy i nie wdrażając ich w kult machismo, bo chcemy ten kult znacząco osłabić.

Poza tym nie zamykajmy oczu na fakt, że i w przypadku kobiet operujemy częścią faktycznych zdarzeń: im bardziej konserwatywne środowisko, tym większe ryzyko i przemocy, i braku jej zgłoszenia, już to z powodu braku dostępu do informacji, jak to zrobić, już to ze zinternalizowanego przekonania, że "na rodzinę się nie donosi".

Bierzmy jednak pod uwagę, że rozmawiamy z blogerem salonu24, który na swoim blogu dumnie obwieszcza: "Przypomnę, że opowiedziałem się w Sejmie za przyjęciem poprawki jasno definiującej małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Zdecydowanie opowiedziałem się przeciwko tzw. "ustawie przemocowej", która ingerowała w rodzinę tworząc opresyjny mechanizm urzędniczej władzy (zagłosowałem wówczas przeciw jako jedyny poseł PO). Podobnie, zgodnie ze swoim sumieniem głosowałem w sprawie in vitro. I nadal jako poseł PO będę tak czynił."

Czy zatem nadal jesteśmy zdziwieni czytając ten fragment wywiadu:

A.K.: - 100 mln kobiet, w skali światowej więcej kobiet umiera na skutek przemocy niż raka.

J.Ż.: - To nie jest żadna wiedza, pani tylko cytuje dane. Wiedza to coś więcej niż posługiwanie się danymi. Proszę nie mówić, że pani coś wie.

Mocne słowa jak na człowieka słyszącego krzyk zamrażanych blastocyst, abortowanych płodów i przekonanego, że walka z przemocą godzi w rodzinę.

Wywiad z posłem Żalkiem

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.