Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Po raz kolejny, jak zwykle po jakiejś porażce, przez media i serwisy społecznościowe przelewa się fala krytyki skierowana pod adresem polskiej reprezentacji i naszych piłkarzy, którzy, nie dość, że przegrali mecz z Czechami, to jeszcze mieli czelność, przynajmniej kilku z nich, urodzić się poza granicami naszego kraju albo po prostu, wyemigrować z Polski.

Trenera Smudę atakowano już wcześniej, ale po przegranym meczu obiektem krytyki stał się nie tylko on i zawodnicy, ale również cały sztab szkoleniowy, a nawet rzecznik kadry, Tomasz Rząsa. Brakuje jeszcze oskarżeń pod adresem ekipy medycznej, psychologa i kucharzy przygotowujących posiłki dla naszych kadrowiczów.

Eurorozczarowani

Gdybaniom nie ma końca, fala pretensji przelewa się przez cały kraj, napędzana przez media, byłych sportowców, a także tych, co to kiedyś sportem się zajmowali, a teraz wolą zajmować ławy poselskie, bo przecież, to oczywiste, zajęcie takie przynosi większy pożytek. Pytanie tylko - komu?

Może i nie jestem mądra, ani specjalnie bystra, może, a w zasadzie na pewno, na piłce nożnej się nie znam i zapewne jako laik nie powinnam zabierać głosu w tej ogólnonarodowej dyskusji, ale też jestem człowiekiem, mimo wszystko myślę i czuję, i zastanawiam się, jak to możliwe, że jeszcze kilka dni temu rozpierała nas duma i nosiliśmy naszą reprezentację na rękach, a teraz wylewamy na nią wiadro pomyj.

Sport jest okrutny, piłka nożna jest okrutna. Łaska pańska na pstrym koniu jeździ, o czym mamy okazję się teraz przekonać. Wystarczy przegrać, żeby w jednej chwili ulotniła się w mediach miłość do naszej drużyny i zamiast niej pojawiły słowa krytyki, niekoniecznie konstruktywnej.

Zakręcić kurek

Od razu pojawiły się w prasie głosy, że nie należy płacić kadrowiczom, bo mając wszystko, nic nie osiągnęli, bo będąc tak blisko ogródka, nie przywitali się z gąską, bo będąc nadzieją narodu, nadzieję tę zawiedli. W takim razie, proponuję, przestańmy płacić wszystkim tym, którzy nie wywiązali się ze swoich zadań, nie dopełnili obowiązków, nie wygrali w rywalizacji z innymi.

Nie płaćmy dziennikarzom, którzy wpadają na takie pomysły, za wszystkie artykuły, które piszą i za wszystkie newsy, które nam, społeczeństwu przekazują. Płaćmy im tylko za to, co jest dobre, dojrzałe i mądre, co przynosi pożytek innym ludziom, a nie za każde słowo, czasem wątpliwej wartości, którego są autorami. Płaćmy im za obiektywizm, a nie za hipersubiektywizm, którym kierują się na co dzień w swojej pracy, podtykając nam pod nos tylko to, co sami uznają za słuszne i godne opisania bądź opowiedzenia wg kryterium "sprzeda się - nie sprzeda?, jest news - nie ma newsa?"

Najwyższy czas już zacząć, najlepiej od dziś, i to w skali całego kraju - nie płaćmy innym sportowcom, gdy przegrywają swoje potyczki, gdy nie zdobywają pierwszego miejsca, gdy nie wiodą nas, całej Polski i wszystkich Polaków, ku sławie i chwale. Nie płaćmy politykom - chyba nawet nie ma potrzeby tłumaczyć, dlaczego. Wynagradzajmy tylko tych nauczycieli, którzy mają wyniki, bo dobrze uczą i mają właściwe podejście do dzieci i młodzieży. Płaćmy tylko tym lekarzom, którzy dobrze leczą, których pacjenci nie mają żadnych powikłań i nie są na tyle bezczelni, by najzwyczajniej w świecie umrzeć, gdy organizm już nie jest w stanie dłużej funkcjonować. Policjanci? Niech zarabiają tylko ci, którzy skutecznie łapią bandytów, wlepiają mandaty i przynajmniej sprawiają takie wrażenie, że rzeczywiście dbają o ład i porządek. Psycholog dostawałby pieniądze tylko wtedy, gdy prowadzona przez niego terapia okazywałaby się sukcesem, dzięki której pacjenci byliby zdrowsi i realizowali swoje cele.

Wprowadźmy w całym kraju system wynagradzania prowizyjnego! Płaćmy tylko tym, którym udało się coś zrobić, którzy wygrali wyścig szczurów, przechytrzyli konkurencję, zwiększyli wyniki sprzedaży - wyłącznie samym zwycięzcom, nigdy przegranym, nawet jeśli się starali, a po prostu im nie wyszło. Najłatwiej będzie wprowadzić ten system w handlu - zerojedynkowe rozliczanie za sprzedaż z pewnością wpłynie pozytywnie na jakość obsługi klienta i podniesie morale sprzedawców.

To na pewno rozwiąże nasze problemy, jestem o tym święcie przekonana. A jak pięknie będziemy prezentować się poza granicami Polski! Będzie nam czego zazdrościć, prawda? I dopiero wtedy, gdy będziemy mogli skąpać się w blasku sukcesu naszych piłkarzy, poczujemy się o niebo lepiej. Wreszcie - dowartościowani.

Poszłabym dalej - nie ma wyników? To niech ci, którzy się do tego przysłużyli, płacą za to kary. Czy taka motywacja nie jest lepsza zamiast 3XP, tj. pensji, premii i promocji oraz bezproduktywnego, jak się okazuje, dopingu rzesz kibiców? Nakibicowaliśmy się, ile wlezie, pozdzieraliśmy gardła, darliśmy się z całych sił "Polska gola!, Polska, biało-czerwoni!". I co? Wszystko na nic.

Czy aby na pewno?

Rozczarowanie boli. Boli tym bardziej, im większe były oczekiwania. Ból jest wprost proporcjonalny do wysokości, na jakiej wcześniej zawieszona była poprzeczka. A ta, jak na nasze piłkarskie możliwości, zawieszona była bardzo wysoko.

Rozczarowani jesteśmy nie tylko my, kibice, Ministerstwo Sportu czy PZPN. Rozczeurowani są również sami piłkarze i trener. Czy ktoś im z tego powodu współczuje? Nie. Czy ktoś zastanawia się nad tym, jak mogą czuć się ludzie, po których spodziewano się tak wiele, a którzy zawiedli te oczekiwania i mają tego świadomość? Też nie. Czy ktoś wyobraża sobie, że zarówno piłkarze, jak i trener, mogą dotkliwie przeżywać poczucie porażki i stresować się, a może nawet biczować z tego powodu? Nie, nie sądzę, aby komuś to przyszło do głowy. Być może, dla niektórych z nich, to koniec kariery, albo przynajmniej jej poważne utrudnienie.

Nie chodzi tutaj o to, aby kogokolwiek żałować, bo żal to niskie uczucie, które sprawia, że w fałszywy sposób możemy podnieść swoje poczucie wartości. Żal czy litość są wynikiem naszej arogancji i wywyższania się. Ale czy nie możemy wznieść się, choć na chwilę, na inny poziom i okazać odrobinę empatii naszej reprezentacji? Bo ja im nie zazdroszczę.

Zawiedli. Nie stanęli na wysokości zadania. Znaleźli się w trudnej i nieciekawej sytuacji, a zewsząd sypią się na nich gromy. Współczucie - to chyba już niemodne słowo, zwłaszcza gdy w grę wchodzą tak duże emocje i pieniądze. Bo jak tu współczuć komuś, kto tyle zarabia i ma wszystko, o czym inni mogą tylko pomarzyć, a w dodatku zajmuje się na co dzień czymś tak prostym, jak kopanie piłki?

A może jednak warto zmienić perspektywę i wczuć się w sytuację tej drugiej, jakże chętnie od soboty wieczór atakowanej, strony? Bo że cierpienie i zawód są po obu stronach, to nie ulega wątpliwości.

Wspólnota marzeń

Pięknie było wspólnie pomarzyć o sukcesie naszej reprezentacji i szykować się na kolejne wspaniałe emocje, gdyby udało nam się wyjść z grupy. Nie przeżyłam wcześniej takich wrażeń związanych z futbolem.

Ba! Dopiero teraz poczułam magię piłki nożnej i zrozumiałam, na czym ona tak naprawdę polega, dlaczego tak bardzo fascynuje miliony. I za to jestem wdzięczna naszej reprezentacji, bo dzięki niej mogłam poznać i zrozumieć nieznane. Wczuć się, całą sobą, w atmosferę Euro. Posmakować czegoś, czego wcześniej nie znałam, co było mi obce.

Wierzę w to, że naszym chłopakom, i tym urodzonym w Polsce, jak również i tym "farbowanym lisom", jak nazywają ich niektórzy, zależało na awansie i przejściu do ćwierćfinału. Wierzę, że się starali i przynajmniej próbowali dać z siebie wszystko, każdy z nich - i ci z polskim nazwiskiem, i ci bez. Bo to, skąd pochodzą, nie ma żadnego znaczenia.

Czepianie się ich korzeni jest nie na miejscu, tym bardziej, gdy jesteśmy organizatorami tak dużej i ważnej imprezy, jak Euro. Liczy się to, że wszyscy chcieli walczyć w biało-czerwonych barwach. Zależało im, by dać nam radość, powód do dumy i zostawić po sobie niezapomniane wrażenia.

Jestem w stanie zrozumieć, że nasi chłopcy nie podołali presji i w kluczowym momencie, w silnym stresie, zawiodły ich umiejętności, a pewność siebie prysła niczym bańka mydlana. Dla większości z nich to była pierwsza tak duża impreza, a ciężar odpowiedzialności wręcz przygniatał ich barki. Nie zapominajmy, że nasi piłkarze to też ludzie i mają takie samo prawo jak my, zwykli zjadacze chleba, do popełniania błędów.

Opamiętajmy się, to nie są roboty, maszyny do kopania piłki i zaspokajania ani ambicji ani wymagań społeczeństwa. Weźmy przykład z Irlandczyków i cieszmy się dalej pięknem turnieju, bo jest czym. A gdy mistrzostwa już się skończą, będziemy znowu marzyć, wszyscy razem, i może kiedyś ten piękny, wspólny sen się spełni.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.