Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W nawiązaniu do artykułu doktora Osadzińskiego "Morderca jest kim innym niż to opisują media" podzielę się swoimi doświadczeniami i uwagami.

Praca w SOR pozwala jedynie na częściowy ogląd sytuacji w sprawie ocen przyczyn wypadków. "Wysokoenergetyczne" wypadki z ofiarami śmiertelnymi to domena bardziej policji i lekarzy sądowych niż lekarzy SOR. Do SORów przywożeni są ŻYWI ludzie.

W SOR w Warszawie ofiarami będą pewnie częściej piesi, proporcjonalnie do relatywnie większego ruchu pieszego, albo jeżdżący jak szaleni rowerzyści z firm kurierskich. SOR w małej Świdnicy leczy często ofiary przejechane przez jadących za szybko zaspanych kierowców ciężarówek wyładowanych tłuczniem granitowym, gapowatych starszych rowerzystów wymuszających pierwszeństwo i oczywiście niewinnych pieszych, zignorowanych i potrąconych na przejściu. SOR w Wałbrzychu leczy sporo pijanych kierowców i ich często pijane ofiary. Do SORów we Wrocławiu często przywożeni są hamujący na bandach autostrady A4 kierowcy, którzy wracając od strony Niemiec "jednym skokiem", zasnęli za kierownicą.

Za tymi poszkodowanymi przyjeżdża policja i występuje jako petent w sprawie opinii lekarskiej o ciężkości urazów. Z tego powodu policja na SORach traktowana jest jak piąte koło u wozu i dosyć lekceważona. Niepotrzebnie, bo można się od policjantów z drogówki trochę dowiedzieć, ponieważ to oni mają całościowy ogląd sytuacji. Nie są to bynajmniej głąby, które nie odróżnią wypadku z powodu nadmiernej prędkości od wypadku z powodu np. nieuwagi.

Pozostając przy policji, jej zaangażowanie w przeciwdziałanie wypadkom, sezonowe, źle ukierunkowane i chaotyczne, jest niedostateczne. Ale nie bez winy są męczące koleiny z wodą, wyrwy na poboczach, zbyt gęste oznakowanie pionowe, niejednoznaczne oznakowanie poziome; odpowiedzialni są źle poruszający się niewidoczni piesi.

Niemniej gros odpowiedzialności za wypadki spoczywa na wciskających pedały i manetki. Nie od dziś wiadomo, że niektórzy motocykliści, przeważnie na ścigaczach, święci nie są. Szczególnie w tej grupie dominują beztroska i nadmierna szybkość. Świadczą o tym zarówno ich wyczyny prezentowane na YouTubie oraz widziane tu i ówdzie nalepki typu "motocykle są wszędzie", co mniej więcej oznacza: "za wymuszenie pierwszeństwa na za szybko jadącym motocyklu odpowiadasz tylko ty".

A to głównie nadmierna prędkość powoduje rozkawałkowanie zwłok motocyklisty, który wszystko zrobił prawidłowo za wyjątkiem dostosowania prędkości do panujących warunków. Nie negując wniosków pana Doktora Osadzińskiego, na podstawie własnych doświadczeń oraz rozmów ze strażakami, policjantami i ratownikami, można postawić inną diagnozę. Otóż dopiero skojarzenie tendencji do rozwijania nadmiernej prędkości z innymi grzechami kierowców staje się prawdziwie zabójcze.

Wypadkowi jak każdej katastrofie towarzyszy splot niekorzystnych okoliczności. Na drodze, spośród nich, to nadmierna prędkość jest najczęstszą przyczyną wypadków, ponieważ zwęża margines bezpieczeństwa konieczny do wyjścia cało z opresji z powodu błędu któregoś z uczestników ruchu. To nadmierna prędkość głównie odpowiada za rozmiar tragicznych następstw wypadków. To nadmierna prędkość powoduje, że z szalejącego BMW, które wpadło w poślizg i uderzyło w drzewo nikt nie wychodzi żywy, a z identycznego wypadku z udziałem wolno jadącego seicento wychodzą osoby ze skręconymi szyjami.

Nadmierna prędkość w Polsce to zjawisko spowszedniałe. Dopiero wizyta w mieście w Niemczech, Szwecji czy kurorcie w Chorwacji uświadamia, jakimi u siebie jesteśmy rajdowcami od siedmiu boleści. Tam ludzie i dojadą,i zdążą, i wrócą, i odpoczną. Uwierzmy, że i Polak tak potrafi.

Dr n. med. Adam Paszkowski, specjalista chirurg, dyżurny SORów na Dolnym Śląsku

Czy najtragiczniejszym wypadkom winna jest przede wszystkim nadmierna prędkość? I co z tego wynika, dla nas, Polaków, którzy kochamy rajdy na drogach, z niepokojem zanotujmy, coraz lepszych drogach. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.