Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Rzadko możemy usłyszeć merytoryczną wypowiedź. Dlatego zdenerwował mnie wywiad w "Gazecie Stołecznej" z Joanną Rajkowską "autorką i właścicielką" sławnej warszawskiej palmy.

Jej zastrzeżenia, co do sensu organizowania Euro zostały skwitowane krótko "demagogia", a uzasadnienie jest dość kuriozalne: "Myśli pani, że gdyby nie Euro, rząd przeznaczyłby pieniądze na te właśnie (społeczne ważne) cele?".

Po pierwsze wątpliwości pani Rajkowskiej dotyczą przede wszystkim wydatków samorządów (inwestycje stadionowe) a po drugie, dlaczego pani Agnieszka Kowalska zakłada, że niezależnie od tego, jakimi środkami rząd i samorządy dysponują to ich niechęć do zaspokajania podstawowych potrzeb społecznych jest nieprzeparta.

I czy Pani Agnieszce nie przychodzi do głowy, że społeczeństwo ma wybór i może na przykład, centralnie lub lokalnie głosować na ekipę "zarządzającą", która ma inne preferencje.

A na koniec moje kilka słów na temat czy Euro w Polsce ma sens (społeczny)?

Tak zgadzam się, jak większość "przytomnych" obywateli, że inwestycje infrastrukturalne były w Polsce konieczne i Euro się skończy, a one pozostaną. Może tylko, (choć nie musi) okazać się, że niektóre zostały wykonane " na wyrost", pod wpływem euforii eurotycznej. Myślę tu przede wszystkim o wielkości nowych terminali lotniskowych - nie wszystkich.

Najważniejsze i dość zdecydowane wątpliwości dotyczą miliardowych wydatków na nowe stadiony. Dużo bogatsze od Warszawy miasta mają po jednym stadionie piłkarskim. Warszawa wybudowała dwa i będzie musiała utrzymać większy z nich.

Bardzo dużym problemem dla miast regionalnych może okazać się osiąganie takich przychodów z eksploatacji stadionów, że nie tylko pokryją olbrzymie bieżące koszty operacyjne, ale pozwolą również na spłatę zaciągniętych kredytów.

Jeżeli spełni się czarny scenariusz i miasta będą musiały zapewniać stałe, olbrzymie "dotacje stadionowe" to ofiarami takiej sytuacji finansowej samorządów staną się przede wszystkim te potrzeby społeczne, o których mówiła pani Rajkowska.

Można też mieć poważne wątpliwości czy Euro 2012 spowoduje znaczny wzrost przychodów z turystyki przyjazdowej do Polski pokrywający, pośrednio, zwiększone wydatki budżetowe.

W sprawie celowości organizowania w Polsce Euro 2012 doszło do bardzo rzadkiego sojuszu polityków (ponad podziałami) i mediów. Spowodował on, moim zdaniem, zdecydowane pogorszenie jakości debaty publicznej.

A co Ty sądzisz? W Polsce mamy kolejny temat tabu? Nie debatujemy o sensie wydatków na Euro? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Przeczytaj: Euro to nie tylko stadiony i wydane miliardy

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.