Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
"Stonka Euro wleje się na całą Polskę, nikt nie będzie pewny dnia ani godziny, na drodze, w miasteczku, w dużym mieście, w knajpie, czy gdziekolwiek indziej. Ok. miliona obcokrajowców nas odwiedzi. To będzie jak podbój Ameryki" - mówi prof. Janusz Czapiński, psycholog i antykibic.

Mam to w głowie!

Szanowny Panie Profesorze. Stonka już jedna była, spadochronowa odmiana amerykańska, nękająca wszelkie odmiany ziemniaka nieznośne swą żarłocznością. I jakby nie było, nadal ma się dobrze bez względu na systemy i wydarzenia sportowe, była i jest po prostu.

Dziś korowód szczęśliwych ludzi przez Pana jest do pasożyta porównywany. Przyjadą, zniszczą kraj, zostawią po sobie pożogę. Określenie "nikt nie zna dnia, ani godziny", bo zna ją tylko Bóg Ojciec w domyśle jak sądzę, jest niestosowne.

Profesorze, żaden kibic młody czy stary, ze Wschodu czy z Zachodu, nie jest i nie powinien być określany jako szkodnik, bo tylko z tym stonka się kojarzy.

Przyjadą, przylecą, zobaczą, ucieszą się naszym krajem. Zdobądźmy się na chwilę euforii razem. Dla nas i dla nich, by się okazało, że kraj gościnny, otwarty, nowoczesny, śmiały, co pewnie jest Pana oczekiwaniem.

Nigdy nieszczęściem nie powinno być prowadzenie zajęć w nie sprzyjających okolicznościach, rozpraszające Euro zgniata jasność wywodu? Nie uwierzę!

Zasług triumfy pisane od siebie. Wierzę, że to obowiązkowość. Skład na zajęciach uzupełnię w nadziei dobrego wykładu. Wydarzeń świątecznych kolejność coroczna z ich zakupowym szaleństwem i niby magią, nie powinna być do jedynego w moim i Pana życiu Euro porównywana.

Okazja czyni złodzieja, Euro okazją zarobku, dajmy temu spokój. Politycy politykują, słupkom radośnie lub z smutną miną się przyglądają. To nie Euro zadecyduje co będzie potem, proszę nie naciągać. Słupki jakby dwuznaczne. Raz bo to Euro, między nimi gole, dwa - że sobie rządzący samobóje strzelają, to pewnie Muchy niewyrobionej wina.

I Pan i ja uważam, że nawoływanie do wojen słowiańskich jest błędem. Rosjanie przyjadą i niech się wielce bawią. Upomnę się Panie Profesorze o znaczenie słów podbój Ameryki.

Przyjadą, zniszczą kulturę, zgładzą wartości, wywiozą złoto i namiestników obsadzą jak rozumiem. Czy tak...?

Jednak myślę, że jest Pan typowym mężczyzną i Pan to doskonale wszystko rozumie. Stwierdzenie jest ryzykowne, należałoby się zapytać Pana bliskich i znajomych, jak Pan przeżywał piłkę lat siedemdziesiątych.

Radość w głowie nie gościła, serce szybciej nie biło, krew dumnie po ciele nie płynęła? Nie uwierzę! Ja dziś w domu nie mam telewizora, to jest dopiero chwała, tym większa, że jakoś mecze wszystkie Euro Naszego oglądnę.

I tego Panu serdecznie życzę... Zakończę z patosem, a co mi tam, jestem bez nazwiska... Być wrogiem i nieprzyjacielem ludzi i obyczajów złych i na odwrót, być obrońcą ludzi i obyczajów dobrych, a nadto korzyści ojczyzny za rzecz najpierwszą uważać... Bez względu na wszystko, wierzę w to i ufam, że nasza ojczyzna z tego Euro wyniesie same korzyści...

Życzliwy czytelnik z Rzeszowa zakochany we Lwowie. Paweł Fuglewicz

A na 11 Listopada szaro buro

Zgadzam się z prof. Czapińskim. Zwrócę uwagę na jeszcze inne zagadnienie. "Oflagowane" (cudowne słowo) samochody, kibice wymalowani, poprzebierani, jednym słowem odpust. A 3 Maja,11 Listopada jakoś buro, szaro, flagi tylko tam gdzie jest to wymuszone administracyjnie. Smutne. Tadeusz Kiciński

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.