Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Zobacz pracownika, który na wysokości, bez zabezpieczeń, odrywał taśmy z drogowskazu na A2 [WIDEO]

W środowy wieczór - 6 czerwca 2012, ok. godz. 22 - telewizje, agencje i radiostacje na wyprzódki informowały, iż oto za chwilę zostanie oddany do użytku ostatni odcinek autostrady A2 pod Warszawą, po którym rzesze entuzjastów futbolu bezpiecznie pomkną na stadiony EURO 2012. Nagłówki w portalach zaniosły się triumfalnym rankorem: "Otworzyli autostradę A2! Warszawa połączona z Europą" (np. Krzysztof Śmietana, wyborcza.pl).

Żeby nie było wątpliwości co do mojej opinii: świetnie, że drogę tę otwarto. Znakomicie, iż dokonano tego właśnie teraz, bez orkiestr, przemówień, przecinania wstęg i wypinania piersi. Ot, wykonawcy i odpowiednie służby inwestorsko-kontrolne zdjęły bariery, odkręciły znaki zakazu ruchu i po prostu skierowały samochody na nowe odcinki tej jakże potrzebnej arterii.

Cichym bohaterem epokowego wydarzenia był szeregowy zapewne pracownik "resortu drogownictwa". Wspiął się on na kilkunastometrową bramę nad autostradą i - balansując na wysokości - w parę minut oderwał taśmy przesłaniające drogowskaz do Poznania oraz Łodzi. Następnie zszedł, wsiadł w samochód z napisem Strabag i skromnie odjechał.

Z zapartym tchem i stającymi dęba włosami śledziłem to wydarzenie w relacji telewizyjnej TVN24 . Pod wyniosłą kratownicą dźwigającą rzeczony drogowskaz stała pogodna Pani Reporterka i z zachwytem demonstrowała, jakiego to wiekopomnego faktu sprawozdawczynią jest. Dziennikarze w studio dzielili jej podniosły nastrój, zachęcali Ją do referowania nowych szczegółów oraz podkreślali, że - użyjmy tu konceptu z gombrowiczowskiej Ferdydurki - ich też zachwyca...

Mnie nie zachwyca. W obecności kilkudziesięciu uwijających się na miejscu drogowców i w asyście wieloosobowych ekip reporterskich ów skromny bohater wykonywał swe wysokościowe ewolucje bez jakiegokolwiek zabezpieczenia. Bez asekuracji. Nawet bez kasku ochronnego. W świetle reflektorów tkwiła Pani Redaktor i - miast natychmiast wezwać pogotowie ratunkowe, straż pożarną, policję - z wdziękiem "dawała wyraz". Nikt z obecnych nie reagował na ową danse macabre. Nie przejmował się, iż jest świadkiem czynu ryzykownego. Ba, że jest świadkiem czynu zabronionego, bo narażającego na szwank życie i zdrowie odsłaniającego drogowskaz "akrobaty". Czynu naruszającego podstawowe zasady bezpieczeństwa pracy. I że każdy z obecnych powinien bez zwłoki zawiadomić inspekcję pracy czy prokuraturę. Nic z tych rzeczy. Pogodne ćwierkanie Pani Redaktor oraz akceptacyjny chichocik jej Kolegów w studio słychać i widać było na antenie jeszcze wiele kwadransów po fakcie, w częstych powtórkach mrożącego krew w żyłach materiału.

Czepiam się? Złośliwie wlewam łyżkę dziegciu do beczki autostradowego miodu? Nie czepiam się ani nie wlewam. Mam nadzieję, iż relacjonowane z takim przejęciem otwarcia węzła autostradowego pod Warszawą nie było ostatnim wyczynem Głównej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz odnośnych ministerstw.

Ufam, że już zaraz, już jutro, pomimo zaczynających się meczów EURO 2012 intensywne prace nad dalszymi odcinkami dróg będą energicznie kontynuowane. A nawet gdy dawno już przeminą emocje futbolowych mistrzostw, w całej Polsce będzie trwała systematyczna, prężna, codzienna rozbudowa systemu tras szybkiego ruchu kołowego, systemu szybkiej kolei, systemu infrastruktury lotniczej. I że podczas najbliższych paru lat codziennie wielu drogowców będzie wspinać się na wysokie konstrukcje, aby coś dokręcić, zamocować, usunąć.

Chodzi mi o to, aby ci przyszli akrobaci nie wykonywali swych prac bez jakiegokolwiek zabezpieczenia, jak to właśnie widzieliśmy, a za to przy permisywnym śmieszku zwierzchników, kontrolerów czy reporterów. Aby inwestorzy i nadzorcy wcielili wreszcie w życie działający, niezawodny, fachowy system bezpieczeństwa na budowach.

Aby świadkowie lekkomyślnych zdarzeń zagrażających zdrowiu i życiu - także zacni Państwo Dziennikarze - reagowali, gdy trzeba. Tam, w środowy wieczór, w świetle reflektorów na autostradowym szlaku EURO 2012, było trzeba. Ale "wszyscy byli odwróceni".

A co ty sądzisz? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.