Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jest dla mnie oczywiste, że nie należy i nie można domagać się wymazywania faktów ze swego życiorysu ani istotnych dla kogokolwiek informacji z archiwów, także kościelnych.

Co więcej - widzę tu zasadniczą sprzeczność. Jaki byłby sens udokumentowanej apostazji, gdyby przestał istnieć dokument aktu, wskutek którego dzisiejszy apostata stał się kiedyś członkiem wspólnoty KK?

Jedyne uzasadnione prawnie i logicznie żądanie, to adnotacja w księgach chrzcielnych o formalnym wystąpieniu z kościoła.

Zrozumiałe dlaczego kościół utrudnia jak może procedurę apostazji. Ale zlikwidować jej nie może, bo to instytucja prawa kanonicznego. Żądanie aktu apostazji i jednocześnie "zatarcia" aktu chrztu to tak jak żądanie wystąpienia powiedzmy z PZPR a jednocześnie zlikwidowania wszelkich śladów, że tam się kiedyś było.

Jednak trudno nie zauważyć, że happeningi pana Palikota mają sens polityczny nie mniejszy niż demonstracje zwolenników TV Trwam. To jest walka o wpływy polityczne, a więc wszelkie chwyty dozwolone. Nie ma się czego czepiać, o ile rzeczywiście żyjemy w społeczeństwie wolnym i demokratycznym (cokolwiek to znaczy).

Zwłaszcza, że imperium (kościół katolicki) upada. Powody są znacznie głębsze i poważniejsze niż mniej lub bardziej udana "polityka" hierarchów i jej realizacja przez szeregowy kler.

Kościół katolicki już dawno oderwał się od rzeczywistości. W przetrwaniu niezwykle mu pomogły niedoróbki socjalizmu, które w końcu i to imperium doprowadziły do zagłady. A też przecież miało być wieczne.

Mało inteligentna polityka Kościoła powoduje przede wszystkim efekt "polityczny", czyli odwracanie się ludzi od Kościoła, głównie ludzi, których związek z tym Kościołem i tak już od dawna nie był wart funta kłaków. W sumie to pozytywny proces.

Kościół oczyszcza się z "fałszywych" owieczek a te owieczki odzyskują wolność. Mogą sobie dalej wierzyć w tego lub innego Boga. Mogą tę wiarę realizować w nieskrępowany sposób. Mogą też dojść do wniosku, że żadna wiara w żadnego boga nie da się pogodzić ze współczesną wiedzą, dostępną także maluczkim, bo maluczcy mają dziś do niej łatwy dostęp.

Jeżeli ktoś żywi głęboką wiarę i nic go od niej odwieść nie może a jemu zapewnia ona kotwicę życiową a może nawet ratuje przed rozmaitymi nieszczęściami, poradzi sobie i bez kościoła.

Im bardziej kościół będzie demonizował swoich "wrogów", tym szybciej sytuacja stanie się klarowna. Kościół, nadal w swej istocie wczesnośredniowieczny, znajdzie sobie niszę i będzie to taka skala, przy której jego "polityka" nie będzie miała żadnego znaczenia społecznego.

To nie jest walka o przetrwanie kościoła, to jest próba zamknięcia się kościoła w dawno nieaktualnych dogmatach, taka typowo polska "obrona Częstochowy" (której nikt nie atakuje), połączona z domaganiem się praw z czasów symbiozy władzy świeckiej z władzą kościelną - jej miejsce już od dawna jest w muzeum.

Ta walka jest skazana na przegraną. Widać to po tym, co dzieje się w Austrii, gdzie miejscowy kościół praktycznie w całości wypowiada posłuszeństwo Watykanowi, w Brazylii i innych krajach uważanych (po części niesłusznie) za katolickie, gdzie ma miejsce masowy powrót do wierzeń i rytuałów sprzed podboju przez katolickie mocarstwa.

W Europie rozrasta się ruch "apostazyjny", w wielu krajach nikomu to nie przyjdzie do głowy. A Chrystus na Corcovado nie jest już symbolem katolickiej władzy nad Ameryką zwaną od kilku wieków Łacińską (tak jakby nie było tam nigdy Majów, Inków czy Azteków, "prymitywnych" plemion Amazonii itd.,) lecz po prostu zabytkiem, którego przecież nikt nie będzie wyburzał tak jak absurdem jest np. wyburzanie pomników Lenina.

Kościół katolicki wpada w pułapki, które tak zręcznie przez wieki zastawiał na innych. Dziś już nikogo nie bulwersuje pomnik Lenina, o ile nie jest powielaną z odgórnego nakazu masową szmirą. Jeszcze gorszą szmirą (z całym szacunkiem dla osoby Jezusa z Nazaretu) jest polskie Corcovado - pomnik Chrystusa Króla w Świebodzinie. Owinięty w żużlowy szalik. Ot - symbol czasów, których Kościół kompletnie nie rozumie. Nad czym tu załamywać ręce?

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.