Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Komentarz Ewy Siedleckiej "Rząd chowa głowę w piasek"

Podstawową zasadą prawa jest to, że jest ono równe dla wszystkich. Nie tworzymy prawa dla poszczególnych stanów (szlachty, chłopstwa, mieszczan, duchownych). Nie tworzymy prawa oddzielnie dla kobiet, a oddzielnie dla mężczyzn.

Prawo stanowe (na przykład inne kary za zabicie szlachcica, a zupełnie inne za zabicie chłopa), to było dawno i nie powinno wrócić.

Tymczasem cała Konwencja w sprawie przemocy wobec kobiet jest skonstruowana tak, by dać kobietom większą ochronę niż mężczyznom, a kobietom, które są ofiarami przemocy domowej lub "genderowej" (przepraszam za nowomowę, ale jesteśmy w temacie, w którym bez nowomowy się nie obejdzie) większe prawa niż te, które przysługują ofiarom innych przestępstw (zupełnie tak, jakby kobieta pobita przez męża potrzebowała pomocy, a ta pobita przez chuliganów mogła być pozostawiona sama sobie). Konwencja tworzy kategorie obywateli i nadaje tym kategoriom, a nie wszystkim obywatelom, pewne prawa, często bardzo nowatorskie i daleko idące.

Link do Konwencji (po angielsku).

Przykład najbardziej wyrazisty: konwencja wymaga od państwa wielu działań, aby przeciwdziałać ubezpłodnianiu (sterylizacji) kobiet (z wyjątkiem sytuacji, gdy kobieta świadomie i dobrowolnie chce zostać ubezpłodniona).

To słuszne, ale nie ma w Konwencji podobnej ochrony mężczyzn (artykuł 39, który mówi o ubezpłodnieniu, wyraźnie wymienia tylko ubezpłodnienie kobiet). A mężczyźni też przecież bywają ubezpładniani. Rzadziej niż kobiety, ale bywają. Chiny ludowe i autokratyczny Uzbekistan masowo ubezpładniają kobiety, a nie mężczyzn - to prawda. Ale Hitler robił to z Żydami obojga płci. Nie mogę uznać za godną ratyfikacji przez Polskę konwencji, która chroni w tej sprawie kobiety, a mnie (jestem mężczyzną) nie chroni.

Drugi bardzo wyrazisty element, to artykuł 2, zatytułowany "scope of the convention" (zakres konwencji). Ten artykuł określa, czego konwencja w ogóle dotyczy. Pierwszy paragraf tego artykułu: "This Convention shall apply to all forms of violence against women, including domestic violence, which affects women disproportionately."

Po polsku: Konwencję stosuje się do wszelkich form przemocy wobec kobiet, w tym do przemocy w rodzinie, która dotyka kobiet w sposób szczególnie silny.

Tu jest mowa tylko o przemocy wobec kobiet. Tak więc nawet jeśli inne artykuły Konwencji nie wyglądają na dyskryminujące mężczyzn, to trzeba je interpretować w świetle tegoż artykułu drugiego.

Na przykład artykuły 25 i 36, które każą karać za zgwałcenie i udzielać odpowiedniej pomocy ofiarom gwałtów, nic nie mówią o płci ofiary. Gdyby te artykuły wziąć bez żadnego kontekstu, to wyglądają one zupełnie dobrze. Ale artykuł drugi Konwencji wyraźnie ogranicza całą konwencję wyłącznie do przestępstw przeciwko kobietom. W związku z tym przepisy dotyczące gwałtu też dotyczą tylko gwałtów na kobietach. Mężczyzna zgwałcony nie otrzymuje na mocy Konwencji żadnych praw.

Poza ofiarami przestępstw chronionymi przez Konwencję (czyli kobietami) oraz ofiarami, które żadnej ochrony nie dostają, bo są mężczyznami, artykuł drugi Konwencji tworzy też trzecią kategorię, pośrednią. Są to mężczyźni, którzy padli ofiarą przemocy domowej. Paragraf drugi artykułu drugiego mówi bowiem: "Parties are encouraged to apply this Convention to all victims of domestic violence" (po polsku: zachęca się strony do stosowanie niniejszej Konwencji do wszystkich ofiar przemocy domowej).

"Zachęcanie", o którym mówi Konwencja, nie ma żadnej mocy prawnej. Jest, jak sama nazwa wskazuje, tylko zachętą.

Oto podsumowanie trzech kategorii ofiar (trzech stanów):

1. Szlachta, czyli stan, któremu rzeczywiście konwencja daje prawa: są to kobiety będące ofiarami przemocy domowej lub genderowej. Na przykład kobieta zgwałcona czy też ofiara przemocy domowej.

2. Mieszczanie, czyli stan, któremu Konwencja nie daje praw, ale zaleca dobre traktowanie. Chodzi tu o mężczyzn będących ofiarami przemocy domowej.

3. Chłopi, czyli ludzie bez żadnych praw. Tu przykładem jest mężczyzna zgwałcony (to wynika z artykułu drugiego) czy mężczyzna siłą wykastrowany (tu brak jakichkolwiek praw wynika z artykułu drugiego, ale dodatkowo również z artykułu 39).

To, co napisałem, w żadnym stopniu nie stanowi pełnej analizy konwencji. Kwiatków (różnych, większych i mniejszych) jest tam naprawdę dużo.

Jarosław Gowin ma w pełni rację, że przeciwstawia się aktowi prawnemu, którego cała konstrukcja urąga nowoczesnym zasadom tworzenia prawa. Można tylko żałować, że Gowin mówił publicznie tylko o niektórych aspektach Konwencji, tych, które (moim skromnym zdaniem) są złe, ale nie są akurat najbardziej szokujące.

Pozdrawiam i mam nadzieję na publikację, aby debata na łamach "GW" nie była jednostronna.

A co ty o tym sądzisz? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.