Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W dawnym przemyśle mięsnym obowiązywała norma branżowa (BN), która wyraźnie określała wymogi jakościowe ok. dwudziestu kilku wędlin i wyrobów wędliniarskich.

Tam, np. z kiełbas tzw. nietrwałych była tylko: zwyczajna i litewska, a z trwałych - myśliwska, jałowcowa. Nikt nie mógł produkować inaczej, jak wg wymogów tych norm.

Był w branży pewien porządek i kiełbasa o określonej nazwie produkowana w różnych regionach Polski nie odbiegała jakością jak teraz.

Niestety tzw. wolny rynek wymusił, że tę normę (jak wszystkie inne) zlikwidowano i się zaczęło. Ta "wolna amerykanka" trwa już bez mała prawie 15 lat i każdy produkuje jak może, czyli najtaniej, nie licząc się z jakością, bo klient, szczególnie biedny, wszystko kupi.

Asortymentów mamy ogromną ilość, co do ich jakości mam jako technolog żywności tzw. mieszane uczucia. Podobnie jest w innych branżach. Większość swojego zawodowego życia przepracowałem w branży owocowo-warzywnej. Tutaj obowiązuje też podobna "wolna amerykanka".

Produkowałem w tych naszych nowych czasach ketczup, który nie miał pomidorów, wodę mineralną z kranu, soki z wodą i mógłbym tu przytoczyć jeszcze dziesiątki przecudnych receptur, w których zasadą jest "wtłoczyć" jak najwięcej wody i sprzedać jak za mięso, czy wartościowe inne produkty.

Woda jest u nas jeszcze najtańszym produktem i stąd jej występowanie w produktach spożywczych, przynosi zyski, a klient zadowolony z niskiej ceny nie wie, że konsumuje coś mało wartościowego, przepłacając.

Powrót do normalności jest prawie niemożliwy, rynek te "kłamstwa" przyjął, przy zubożeniu społeczeństwa powrót do normalności wiązałby się z podwyżką cen, a w uczciwość producentów (właścicieli) nie wierzę, bo chociaż sprzedaje się tzw. produkty ekologiczne i z wyższej półki, to nie wierzę, że one są produkowane "uczciwie" i wg starych norm i receptur.

"Mleko się rozlało", jesteśmy w tzw. gospodarce rynkowej i nic tu nie pomogą rządowe regulacje: normy, kary, bo społeczeństwo jest biedne i kupi wszystko co jest najtańsze. Przykro o tym pisać, ale taka jest gorzka prawda.

Dobrze, że ten problem zauważa się i od czasu do czasu ktoś te zagadnienia porusza ("Zero wędliny w kiełbasie") i trochę społeczeństwo edukuje.

Wiele się w naszym przemyśle spożywczym zmieniło na korzyść, jak chociażby wyposażenie parku maszynowego zakładów, mamy nowoczesny sprzęt kontrolny, ładne opakowania i piękne etykiety, poprawiła się trwałość produktów spożywczych (dzięki poprawie jakości urządzeń i maszyn i metod kontroli), ale takich produktów jakie jedliśmy w przeszłości nie będziemy już wytwarzać, z przyczyn opisanych powyżej.

mgr inż.Władysław Kurczyński, emerytowany technolog żywności

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.