Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Podkreślam - praktycznego, gdyż od teoretycznych słodkich rozważań na temat "godności osoby" i jej "wolnego wyboru" aż uginają się półki katolickich bibliotek, zwłaszcza uczelnianych. Palikot - trzeba mu to przyznać - zmusił przynajmniej niektórych komentatorów publicznych do większego sceptycyzmu. To, co księża piszą i to, co robią, zmuszeni doktryną i prawem Kościoła - pozostaje bowiem ze sobą w ostrej sprzeczności. O czym nasi dziennikarze czasem nawet nie wiedzą, jak zaraz pokażę.

W czym rzecz? Z pozoru jest tak, jak w felietonie Katarzyny Kolędy-Zaleskiej w "Wyborczej" - "Palikot z łopatą na czele". Pani Katarzyna uznaje zachowanie Janusza Palikota głównie za gest "pod publiczność", za zgrywę, za "pracę niszczycielską". "Jak rozmawiać z kimś, kto nazywa kogoś "katolicką ciotą"? Faktycznie, trudno rozmawiać, mogę się z tym zgodzić. "Można rozmawiać tylko z kimś, kto mimo sprzeciwu okazuje też szacunek" - to także prawda. Diagnoza p. Katarzyny brzmi jednak: Janusz Palikot niszczy życie publiczne w Polsce.

Czy nie za surowy ten wyrok? Co bowiem poleca Pani w zamian komuś, kto nie identyfikuje się już z Kościołem katolickim i nie chce z nim mieć nic wspólnego? Oto Pani rada: "Zgodnie z procedurą kościelną powinien dać pismo informujące o wystąpieniu z Kościoła swojemu proboszczowi w obecności dwóch pełnoletnich świadków. Proboszcz pismo potwierdza i odsyła do kurii, która wykreśla delikwenta z listy ochrzczonych".

Problem w tym, że nikt nikogo z żadnej "listy ochrzczonych" nie wykreśla. Nie dziwię się, że popełniła Pani ten błąd, gdyż bierze się on z Pani logicznego i rozsądnego stylu myślenia. Skoro chrzest włącza we wspólnotę ochrzczonych, odchodzącego powinno się z "listy ochrzczonych" usunąć. Nic z tego. Chociaż "w księdze chrztu pojawi się wzmianka o wystąpieniu z Kościoła formalnym aktem danej osoby - nie przestanie ona być katolikiem. Wynika to z dogmatycznego pryncypium nieutracalności łaski chrztu - kto raz został wszczepiony w Chrystusa, jest złączony z Nim na zawsze (...). Prawną i praktyczną konsekwencją tego jest niemożność usunięcia z księgi ochrzczonych aktu chrztu osoby, która złożyła formalne oświadczenie o wystąpieniu z Kościoła". Tak to "tłumaczy" ks. dr hab. Piotr Majer z Instytutu Prawa Kanonicznego UPJPII w Krakowie. Mówiąc wprost, cała ta "procedura formalna apostazji" - to czysta fikcja i zawracanie głowy.

I teraz proszę mi odpowiedzieć, czy nadal uważa Pani różne dziwne zachowania rozżalonych apostatów, jak przybijanie apostazji na drzwiach kościołów czy skargi do sądów administracyjnych - za tylko wygłupy?

W ramach teologii dogmatycznej powstało kiedyś przekonanie o tzw. "nieutracalności łaski chrztu " i w związku z tym Kościół nadal rości sobie prawo do nazywania apostatów katolikami. Czy chciała by być Pani nazywana "monarchistką" albo "Świadkiem Jehowy", albo być kojarzona z jakimkolwiek inną grupą społeczną tylko dlatego, że Pani rodzice byli członkami tej grupy? Zapewne nie. Proszę się więc nie dziwić, że polscy niedoszli apostaci, w tym Janusz Palikot, są nieco poruszeni. Piszę "niedoszli", bo prawdziwych apostatów, czyli byłych katolików - nie ma.

Problem jest głębszy. W pewnym momencie w każdej dyskusji Kościół powołuje się na swoje dogmaty i wtedy wszelka możliwość rozsądnego dialogu z Kościołem zostaje ucięta. Teolodzy katoliccy to widzą - jak bardzo dramatycznie ich to ogranicza - umysłowo, moralnie. Pisał o tym niedawno Tadeusz Bartoś w tekście o charakterystycznym tytule "Bezradność teologów". Bardzo polecam Pani ten szczery, bezkompromisowy tekst.

Zgodzę się, że w wolnym kraju nie powinno się ingerować w wierzenia Kościoła ani niczyje inne - od zewnątrz. Niech ludzie wierzą, w co chcą. Co jednak w sytuacji, gdy u podstaw dogmatu "wewnętrznego" np. o "nieutracalności łaski chrztu" leży przekonanie o prawie Kościoła do określania i narzucania pewnych procedur zachowania tym, którzy z Kościołem nie chcą mieć nic wspólnego? Czy Państwo nie powinno zaingerować "do wewnątrz" Kościoła - jeśli wcześniej Kościół uchwalił doktrynę i wynikłe z niej prawo, pozwalające mu na ingerencję w życie pozakościelne? Bo apostata moim zdaniem trafia poza Kościół na mocy samej własnej decyzji jako wolnego człowieka - decyzji, aby Kościół porzucić. Od tego momentu tak też powinien być przez Prawo Kanoniczne traktowany.

Niestety, obecne procedury to przemoc kulturowa. Tym bardziej poniżające, że ich efektem jest dokładnie: nic, zero. "Apostata" pozostaje katolikiem.

Z nieutracalnością łaski chrztu sprawa wydaje mi się jeszcze prostsza. Sama ta nauka to oczywista herezja w sensie odstąpienia od praktyk i nauczania Jezusa z Nazaretu. Żyd Jezus ochrzcił się w wieku około trzydziestu lat. Nie był zwolennikiem łączenia wybaczania grzechów, jakie daje chrzest - z faktem przyjęcia w obręb wierzących. To dokonywało się przez obrzezanie.

Krótko mówiąc, powstało w Polsce ogromne zamieszanie, związane z tradycyjnymi, historycznymi zasługami Kościoła w ciężkich czasach, z czego duchowni korzystają jednak dziś w fatalny sposób. Nie są wyczuleni na godność zwłaszcza młodych ludzi.

Uważają, że ich dogmaty są bezdyskusyjne, a często nie znają za dobrze nawet własnej historii, Biblii. Zaryzykowałbym hipotezę, że system kształcenia katolicyzmu w Polsce, od niechcianych lekcji religii po zdławione doktryną seminaria - jest nieskuteczny. Nie ja pierwszy zresztą zwracam na to uwagę. Księża trafiając na parafie czują się izolowani, zacofani, nawet ostatnio dochodzi do ich samobójstw. Bronią się - atakując, krytykując. Efektem - podkreślam, efektem - takiej sytuacji są nerwowe reakcje ich przeciwników ideologicznych. I to koło samo się napędza. Napięcie społeczne szybko rośnie.

Miał zupełną rację o. Wiśniewski. Trzeba w polskim Kościele i społeczeństwie wielkich, otwartych debat ideologicznych. Ale nie tylko dwustronnych, duchowni - świeccy, bo to już nie cała Polska: katolicyzm. Trzeba rozmów trójstronnych: duchowni, świeccy, niewierzący. I nic, żaden najświętszy dogmat - nie może być spod takiej debaty wyłączone. Bo "zagrożeniem dla życia publicznego" w Polsce nie jest Janusz Palikot, ale zastąpienie realnych publicznych debat - półdialogami, gniewnymi napomnieniami, gestami, teatrem. Porozmawiajmy do rzeczy, także o apostazji. Moim zdaniem, Kościół powinien bez żadnych krętactw pozwolić tym ludziom odejść.

Skończyć z tym całym chowaniem się za dogmaty i z pozorami.

(jezushistoryczny.pl)

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.