Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wzburzył mnie list Lucyny z Poznania "Muszę zatrudniać na umowach śmieciowych".

Ogromnie się zdziwiłem, widząc, że ten list został przez Państwa nagrodzony (mniejsza o wartość nagrody, idzie o wyróżnienie).

Stwierdzam, że autorka listu posądzając swoich pracowników m.in. o lenistwo, sama temu grzechowi uległa. Nie była bowiem łaskawa zadać sobie trudu poparcia swoich opinii przykładami. Z jej listu wyczytałem jedynie, że uznała, iż nie opłaci jej się zatrudniać pracowników na umowę o pracę, więc zdecydowała się - nie bez radości - na tzw. umowy śmieciowe, czyli nie dające zatrudnionym pewności jutra. Po czym była zaskoczona, gdy jedna z jej pracownic bez uprzedzenia jej, z tej pracy zrezygnowała.

Moim zdaniem, sama stworzyła tej pracownicy sposobność podobnego zachowania i list do "Gazety" był tylko okazją wyładowania swojej złości jednostkowym przypadkiem, dokonując przy okazji krzywdzącego uogólnienia na całą grupę społeczną.

Mam nadzieję, że Państwa łamy nie staną się folwarkiem egoistycznych tyrad ludzi, którzy nie okazując dobrej woli wobec innych, krytykują brak tejże względem siebie.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.