Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Szkoła Podstawowa w Starych Bielicach w województwie zachodniopomorskim. Około 120 uczniów. Sześć oddziałów plus zerówka. Dwie pracownie komputerowe: jedna niewielka w bibliotece szkolnej, druga, w ostatnich miesiącach zmodyfikowana, na 19 stanowisk. W pięciu klasopracowniach komputer, rzutnik lub telewizor, dźwięk 5.1. Internet doprowadzony do wszystkich stanowisk. Nauczyciele prezentują na ekranach kwiatki, meszki, mrówki i galaktyki. Jednym opada szczęka, inni skrywają zazdrość. Film "Makrokosmos" dzieciaki oglądały z otwartymi dziobami. No cóż, o ptakach. Na szkolnym serwerze strona internetowa, dokumenty poszczególnych komputerów pracowni, obrazy dysków. Wydaje się niemożliwe. Niemożliwe. Sześć lat mojej pracy i pracy mojego informatyka. Może siedem. Dziesięć? I tak niemożliwe.

TP SA: Promocji nie będzie

Początek kwietnia. Kasia, nasza księgowa przynosi fakturę z TP SA. 650 zł. Wpatrujemy się w nią w milczeniu. Wszystkie usługi kosztowały nas średnio 230 zł. Łapię za telefon. "Jeżeli jesteś pewien, że chcesz przejść przez automatyczną sekretarkę, wybierz jeden". Potem dwa, jeden, jeden... Udaje się. "Promocja się skończyła" - informuje osoba w słuchawce. "Nowych nie ma. Chcesz mieć internet, płać!" Pytam się Kasi, ile mamy czasu na przemyślenia. Do końca miesiąca.

Mija tydzień. Dzwonię do Netii. Sympatyczny pan po drugiej stronie drutu. "Telefon, internet, promocje. Stały adres, adresy podsieci, szmery - bajery. Będzie pan zadowolony". Kurier przywozi umowę, drugi - urządzenie Technicolor. Chwytliwa nazwa. I nostalgiczna. Przypominam sobie western "Rio Bravo". Oczywiście w technicolorze. Nie zdaję sobie sprawy, że w tej walce dominował będzie kolor czarny.

Netia: Będzie pan zadowolony

20 kwietnia, piątek, godzina 10:00. Przyjeżdża magik z miernikiem. Wtyka co trzeba, gdzie trzeba. "Będzie pan zadowolony!". 42,8 Mb/s. Takie są możliwości sieci. Magik zabiera modem. "To własność Tepsy". Podłącza Technicolora. Podpisik, rączka. Od tej chwili nie mamy internetu.

23 kwietnia, poniedziałek. Dzwonię do Netii. "W środę nastąpi przekazanie sieci. Będzie pan zadowolony".

25 kwietnia, środa. Dzwonię do Netii. Jeden telefon, drugi, trzeci piętnasty. Za każdym razem łączę się z inną osobą. W języku Netii nazywa się ona specjalistą. Specjalista pyta z reguły o świecące się światełka. Później prosi o chwilę cierpliwości. Później dziękuje za chwilę cierpliwości. Pyta o światełka. Później o chwilę cierpliwości.

Do końca kwietnia wykonam 28 telefonów. Łączny czas 4 godziny 58 minut.

W międzyczasie dostaję urządzenie Netia Spot. "To urządzenie służy do skonfigurowania podsieci. Wszystko zadziała, będzie pan zadowolony".

28 kwietnia sobota. Przyjeżdża mój informatyk. Najlepszy, jakiego znam. To dzięki niemu, mam to, co mam. Zaczynamy od rana. Telefon, światełka, chwila cierpliwości. Około 20:00 dołącza do nas niewyobrażalne zmęczenie i informatyk z Gdańska. Łączenie, światełka, chwila cierpliwości. Padamy przed północą.

2 maja, wtorek. Telefon, światełka, cierpliwość. Wreszcie: "Jest majowy weekend, nie ma ludzi, zatem do poniedziałku. W poniedziałek będzie idealnie. Będzie pan zadowolony. Przy okazji - czy jest pan zainteresowany usługą Mobilny Internet". W pierwszej chwili mam wrażenie, że się przesłyszałem. Milczenie nic nie daje. Specjalista pyta ponownie. Odpowiadam, że może zaczniemy od tego normalnego. Znaczy, internetu. "Usługa Mobilny Internet ". Mam ochotę roztrzaskać słuchawkę. Wyjeżdżam z rodziną.

7 maja. Poniedziałek. Dzwonię. "Czy świecą się światełka?" Tracę cierpliwość. Mówię coś o godności, odpowiedzialności, wartości ludzkiej pracy i inne tam bzdety. Słyszę: "Zawsze może pan zrezygnować". Odkładam słuchawkę w poczuciu klęski. Dzwonię raz jeszcze. Światełka... wreszcie po kilku godzinach: "To na pewno urządzenie. Kurier przywiezie kolejne. Będzie pan zadowolony".

8 maja. Wtorek. "Czy świecą się światełka?" Należy odłączyć Netia Spot.

9 maja. Środa. Dostaję kolejny router. Światełka. Cierpliwość. Światełka. Mija kilka godzin. Telefon, światełka, cierpliwość. Telefon: "Czy jest pan zainteresowany usługą Mobilny Internet?" Nie wierzę. Za oknem dzieciaki grają w piłkę.

TP SA vel Orędż: Miodzio z benzynką

10 maja. Czwartek. Dostaje fakturę z Netii. Czytam. internet - abonament. Nie dzwonię. Dostaję fakturę z Tepsy vel Orędź. Dzwonię. "Telefon jest Orędź Internet Netii".

Niespodziewany telefon z Tepsy vel Orędż: "Czy jest pan zainteresowany usługą DSL Turbo? Tanio jak barszcz. Promocja." Odpowiadam, że przecież nie mają żadnej promocji. "Ależ skądże. U nas promocje zawsze prima sort. No i oczywiście pomyślimy o czymś tymczasowym. Szmery bajery. Miodzio z benzynką.". Zapisuję numer i nazwisko.

Dzwonię do informatyka Urzędu Gminy. Oferuje pomoc. Po kilku godzinach kapitulujemy.

11 maja, piątek. Dzwonię do Netii. Proszę o zapisywanie istotnych kwestii, abym nie musiał za każdym razem wszystkiego powtarzać. Kilkakrotnie podkreślam, że rezygnuję z adresów podsieci. Tylko internet. Specjalista drąży temat. Należy podłączyć Netia Spot. Podłączam. Informuję specjalistę, że światełko świeci na czerwono. "Tak, tak, oczywiście, poproszę o chwilę cierpliwości, oddzwonię za 10-15 minut". Mijają dwie godziny. Dzwonię. Po raz kolejny tracę cierpliwość. Mówię coś o odzieraniu ludzi z godności i takie tam. Specjalista mówi, że należy odłączyć Netia Spot. "To pewnie urządzenie. Kurier przywiezie kolejne i pańskie problemy znikną. Będzie pan zadowolony".

Sprawą zainteresował się właściciel firmy, zakładającej sieć. Mówi, że konfiguracja, IP, DNS i - musi działać. Jesteśmy umówieni.

14 maja, poniedziałek. Jest kolejny Technicolor. Telefon, światełka, cierpliwość.

Mijają godziny, mija dzień.

15 maja, wtorek. Właściciel firmy - tej od sieci - przyjeżdża z informatykiem. Jest około godz. 16. Słyszę, że nie takie rzeczy się robiło. Po kilku godzinach słyszę, że to dziwne urządzenie. Po kilku następnych, że bardzo dziwne. Około godziny 23:00 panowie się poddają. Zmęczenie i bezsilność.

16 maja, środa. Dzwonię do Tepsy vel Oręż pod wskazany numer i wskazane nazwisko. Ta sama, zupełnie inna osoba: "Nie, tego tak się nie da. Opłata za modem, siedem dni roboczych, a naprawdę, to ho, ho, albo jeszcze dłużej..." Arktyka, mróz. Nie ma miodzio z benzynką. Przez chwilę zastanawiam się, czy to może koleżanka pani K. Kończymy rozmowę.

Niespodziewany telefon z Netii: "To urządzenie nie pozwoli skonfigurować podsieci". Tym razem żadnych uprzejmości. Długie milczenie, zbieram myśli. Pytam, czy w ogóle ktoś zapisuje cokolwiek z naszych rozmów. Z podsieci zrezygnowałem już dawno. Specjalista mówi, że się zorientuje i oddzwoni. Mijają godziny. Dzwonię. Tłumaczę. Tracę cierpliwość. Znowu mówię coś o godności. Wstyd. Mijają godziny. Dzwonię. Wyławiam pierwszą rzeczową informację: "Nie ma sensu dzwonić". Dość.

17 maja, czwartek. Dzwonię. "Sprawa jest znana. Pracują nad nią całe sztaby specjalistów". Słowo sztaby przywodzi mi przed oczy stalowe sztaby pochylone nad komputerem. "Jeszcze tylko jedna informacja i już wszystko będzie jasne". Siadam do komputera, podaję konfigurację, pinguję pod wskazany adres. "Oddzwonimy". Mijają godziny. Dzwonię. Proszę o namiar na specjalistę, który zechciał nie zechcieć. "Takich informacji nie podajemy". Mówię, ile wykonałem rozmów i że za każdym razem pada pytanie, czy świecą się światełka. "Nikt już panu nie zada takich pytań" - słyszę. Duma i fachowość w głosie. "Pański przypadek nie jest jedyny. Przyjedzie do pana technik".

Netia: Nie będzie Pan zadowolony

18 maja, piątek. Dzwonię. Pytam o technika. "Technik do pana nie przyjedzie". Bezsilność jest nie do zniesienia. Mówię, że chcę usłyszeć tylko jedno: Firma Netia nie dostarczy szkole internetu. Co z tym zrobię, to moja sprawa, Zresztą, czy w ogóle coś z tym zrobię? "Specjaliści pracują...". Odkładam słuchawkę.

21 maja, poniedziałek. Mijają godziny. Idę na lekcje. Nie dzwonią i dzwonię. Powoli zaczynam się przyzwyczajać. Dzisiaj podłączyłem laptopa i Emilia wraz z Kasią przesłały, co chciały. Nie czytam poczty. Dzieciaki, zamiast siedzieć w szkole przed komputerem i zawracać nam głowę, odjeżdżają pierwszym autobusem do domu, aby siedzieć w domu przed komputerem. Luksus. Z pewną ironią myślę o dziwacznych programach cyfryzacji szkół. Przecież ludzie całe wieki żyli bez internetu. Schodzę do konserwatora. Mówi, że coś tam się zapchało i nieczynne są toalety. Pyta, co robimy. Nic. Ludzie przez całe wieki...

Marek Wawrzacz, dyrektor Szkoły Podstawowej w Starych Bielicach

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.