Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W odpowiedzi na słowa prof. Wojciecha Cellarego z wywiadu dla Gazety Świątecznej (z 12-13 maja 2012).

Dyskusja nad system oświaty w Polsce rozkręciła się na dobre. Większość nawet najbardziej skrajnych głosów łączy zgodna krytyka obecnej sytuacji. Położenie, w jakim znajdują się absolwenci uczelni wyższych zdaje się stawać z roku na rok coraz gorsze. Dyplom ukończenia studiów przestał być przepustką do lepszego życia, dobrej pracy i bezpiecznej przyszłości. Ta sytuacja nie powinna już nikogo dziwić.

Powszechność dostępu do edukacji sprawiła, że obecnie jedna "magisterka" to już tyle, co nic. Normą stają się dwa lub więcej tytuły. Mówiąc kolokwialnie mamy w Polsce "klęskę urodzaju". "Urodzaju" pozornie nikomu nie potrzebnego.

Mamy dzisiaj za dużo nauczycieli, socjologów, kulturoznawców, ekspertów od zarządzania i ekonomii. Wymieniać można by jeszcze długo, może nawet bez końca. Przecież zapotrzebowanie na informatyków i accountantów też musi się kiedyś skończyć.

Co w takiej sytuacji? Trzeba będzie studiować przez całe życie? Liczyć na nadejście osławionego niżu demograficznego?

Odpowiedzi na te pytania udziela prof. Wojciech Cellary. Jego słowa noszą znamiona czystej analizy, pozbawionej choćby cienia empatii. Prof. Cellary zdaje się mówić o maszynach pozbawionych uczuć, a nie ludziach. Cały wymiar działalności zawodowej sprowadza do czystego rachunku ekonomicznego, skupiającego się na zysku. Jednocześnie pomija takie aspekty jak satysfakcja i zadowolenie z wykonywanej pracy, czy choćby poczucie sensu i spełnienia.

Najbardziej znamienny dla całego wywiadu jest fragment, w którym Wojciech Staszewski z Gazety Wyborczej stawia prowokacyjną tezę, mówiąc:

- W konstytucji mamy zagwarantowane godne życie.

Na co prof. Cellary odpowiada:

- Godne życie jest wtedy, kiedy jesteśmy komuś potrzebni. Kiedy robimy coś dla innych ludzi, którzy chcą to coś od nas kupić.

Myślę, że Prof. Cellaremu łatwo jest udzielać takiej odpowiedzi z perspektywy zajmowanej przez siebie pozycji społecznej. Tytuł naukowy, prestiż i rządowa posada plasują go na szczycie hierarchii. Patrząc w dół z tak dużego dystansu można zamiast ludzi dostrzec punkciki układające się w rachunek ekonomiczny.

Ale czy w życiu wszystkie sytuacje są tak przejrzyste, jak działanie matematyczne?

Aż kusi mnie, by zapytać, czy zdaniem prof. Cellarego całość relacji między ludzkich (społecznych i osobistych) powinna się sprowadzać do bilansu zysków i strat...

Wnioski dotyczące rynku pracy, jakie wysnuwa prof. Cellary są słuszne i ciężko z nimi polemizować. Wiele osób dokonuje złego wyboru, decydując się na kierunki studiów, które nie są "przyszłościowe". Wiele nie potrafi odnaleźć się na współczesnym rynku pracy. Słabsi i mniej mobilni wypadają z gry. Reszta może biec dalej, goniąc za wskazaniami niewidzialnej ręki rynku. Metafora o wyścigu szczurów nasuwa się sama.

Wizja zimnego pragmatyzmu jako naczelnego imperatywu działania, proponowana przez prof. Cellarego przyprawia mnie o ciarki. Jest nieludzka.

Czy szukanie wyjścia z kryzysu naprawdę usprawiedliwia porzucenie idei człowieczeństwa?

Zgadzasz się z tą opinią czytelnika? Czy teza, że "godne życie jest wtedy, kiedy jesteśmy komuś potrzebni" jest rzeczywiście taka nieludzka, odhumanizowana? I prof. Cellar "porzuca idę człowieczeństwa"? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.