Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Zainicjował ją, jak się wydaje, na łamach "Gazety Wyborczej" Andrzej Klesyk, prezes PZU SA. W numerze z 28-29 kwietnia ukazał się równie obszerny, co bałamutny artykuł prof. Jana Stanka, zatytułowany "Zostaliście oszukani".

Dla jasności wyjaśnić należy, że oszustwo to przestępstwo ścigane z art. 286 kk, zagrożone karą pozbawienia wolności do 8 lat, polegające na doprowadzeniu innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem własnym lub cudzym za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania jej błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej (cytat za wikipedią). Oszust nie może wykonywać zawodu nauczyciela akademickiego. Szkoda, że kolega Stanek nie jest bardziej konkretny w swoich wypowiedziach - procesy byłyby piękne.

Hałas, nadany sprawie jest zrozumiały

Nie ma rzeczy ważniejszej, niż "młodzieży chowanie", bo takie będą rzeczpospolite. Atak ma poza tym doskonale zdefiniowany cel: skostniałą profesurę, rękami i nogami broniącą się przed zakusami modernizacyjnymi światłych polityków i dziennikarzy.

Potrzeba stałej modernizacji kształcenia jest oczywista. Problem jest niesłychanie obszerny. Rozpatrywanie go w kategoriach "winy" i oszustwa" nie jest właściwe, nie powinniśmy się obrzucać inkryminacjami.

Czy mamy pytać, dlaczego to PZU SA traci rynek w Polsce?

Czemu nie jest największym ubezpieczycielem Europy? Czemu stale grozi mu przejęcie? Czemu jest marnie zarządzane? Bo dostaje marnych absolwentów?

Chciałbym odnieść się tylko do niektórych, dość szczegółowych tez, stawianych przez "agresorów".

Szkoła - każda - pozostaje i będzie pozostawać opóźniona w stosunku do rozwoju życia społecznego i gospodarczego, bo szkoła ma reagować na ten rozwój. Powinna reagować tak szybko, jak to możliwe, tak ostrożnie, jak trzeba (w ciągu 5-letniego okresu edukacji studenta niejedno PZU zniknie z rynku i niejedne bałamutne praktyki ubezpieczycieli zostaną napiętnowane ), tak sprawnie, jak rynek pozwoli. Szkoła powinna uczyć umiejętności opartych na głębokiej, dobrze zrozumianej wiedzy, nie wypełniania kwitów. Wykwalifikowany robotnik posługuje się nomogramem, wykwalifikowany inżynier też, ale ten ostatni wie i rozumie, skąd się on bierze. Konkrety:

Ile pieniędzy przeznacza PZU SA na współpracę ze studentami?

Na ilu konferencjach studenckich obecne jest Biuro Karier PZU (jeśli istnieje)? Ile setek dni w tym roku spędzili rekruterzy PZU na polskich uczelniach? Na ilu uczelniach ma PZU przedstawicieli? Jasny sygnał, kogo PZU chce, rozejdzie się na giełdzie studenckiej błyskawicznie. Ułamek pieniędzy, przeznaczonych na wynagrodzenia zarządu i rady nadzorczej PZU, wydany na te cele, znacznie i szybko poprawiłby sytuację.

Gorszy, bałamutny, pseudoekspiacyjny i pełen błędów

jest natomiast artykuł prof. Stanka. Nie można dyskutować z tezami, opartymi na błędnych przesłankach.

Najpierw błędy.

".pracownicy dydaktyczni są płaceni od liczby wydanych dyplomów.". To nieprawda. Pensja profesora zależy od taryfikatora, ustalanego przez ministra i od bogactwa uczelni. Ani od ilości podpisanych dyplomów, ani od wystawionych stopni nie zależy.

Dalej:

"Umysł ludzki . .się nie zmienił.". I chwała Bogu, choć wielu uważa, że w wyniku uczenia się nasz umysł jednak się zmienia. Dalej pisze profesor Stanek: "jego (mózgu) zasoby (musimy) wykorzystać jako pamięć operacyjną z szybkim dostępem do pamięci zewnętrznej, na przykład internetu".

Czy profesor Stanek zna studenta niekorzystającego z internetu? Studenta fizyki? Skąd, zdaniem profesora, biorą się piękne opracowania prezentowane mu na seminariach? Co więcej, większość studentów wykorzystuje te dane w sposób twórczy, a przynajmniej rozumie, co pokazują.

Aby zakończyć listę niezrozumiałych tez profesora Stanka: "To nowy wzór wykształcenia, opierający się na logicznym i bezbłędnym (podkreślenie moje, AD) rozwiązywaniu nietypowych problemów, stosując filtry antyspamowe i programy antywirusowe".

"Filtry antyspamowe i programy antywirusowe" jako podstawowe narzędzie kształcenia. O Boże. Polszczyzna też się kłania, ale imiesłowy to trudna sprawa.

Tekst kończy śmieszna teza o sześciu (wszystkich) magistrantkach profesora Stanka, które (jedynie one?) przyszłości obawiać się nie muszą.

Z tekstem profesora Stanka polemizować się nie da, przede wszystkich z uwagi na zawarte w nim fałszywe informacje.

Nie oznacza to oczywiście, że dyskusja na temat kształcenia, jego jakości, jego warunków, jego powiązania z życiem społecznym i gospodarczym nie jest potrzebna. Jest ona niezbędna i ma zasadnicze znaczenie dla naszej przyszłości. Musi być jednak prowadzona rzeczowo, a jeśli jest publiczna, moderowana przez odpowiedzialnych dziennikarzy.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.