Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Z uwagą czytam artykuły dotyczące uczelni, jakie ostatnio ukazują się na łamach "Gazety". Od 23 lat jestem pracownikiem uczelni ekonomicznej i niestety moje konstatacje są również tragiczne.

Zła sytuacja na uczelniach jest faktem, ale rodzi się pytanie dlaczego? Polska nauka jest niedofinansowana, to prawda. Trudno oczekiwać, że przy braku środków wyniki będą światowe. Jeżeli komuś się to udaje, to raczej przez przypadek, a może bardziej dzięki determinacji i własnym kontaktom na świecie.

Jednak według mnie podstawowym problemem jest dydaktyka. A przede wszystkim to, że jakość procesu dydaktycznego uczelni nie interesuje. Istniejące dokumenty odwołujące się do jakości kształcenia są całkowicie oderwane od rzeczywistości. Przykład? Przy ocenie pracownika uczelni to jakim jest dydaktykiem nie ma żadnego znaczenia. Najmniejszego!

Interweniuje się tylko w sytuacjach ekstremalnych, a i to nie zawsze. Na mojej uczelni pracownicy, którzy przychodzą na zajęcie pod wpływem alkoholu, obmacują studentki czy składają im niedwuznaczne propozycje w dalszym ciągu pracują i włos im z głowy nie spada.

Totalne załamanie zasad dotyczy też studentów. Czy wyobrażacie sobie Państwo, że studenci, którzy dwukrotnie dopuścili się podrobienia podpisów w indeksach kończą szkołę? To są fakty.

Na porządku dziennym jest przedkładanie w dziekanatach fałszywych zwolnień lekarskich i innych zaświadczeń. Władze uczelni absolutnie nic z tym nie robią. Mało tego, próby zmian traktowane są jako atak na uczelnię...

W czasie ostatnich wyborów władz na mojej uczelni kandydat, który chciał wprowadzić zmiany (m.in. wprowadzić ocenę dydaktyki do oceny pracowników) przepadł z kretesem. Wszelkie zmiany np. wprowadzenie oceny zajęć dydaktycznych blokowane są głównie przez kadrę profesorską. Dlaczego? Bo w minionych latach, kiedy taki system istniał dostawali najgorsze oceny. Więc system oceny został zlikwidowany.

Jakość prac licencjackich, magisterskich i doktoranckich to kolejne bagno. I nie chodzi nawet o plagiaty, ale generalnie o wypuszczanie knotów. Uczelnie naprawdę są "fabrykami idiotów"! Ale spróbujcie zrobić prawdziwą recenzję pracy prowadzonej przez profesora! Samobójstwo! Nikomu z władz uczelni jednak nie przeszkadza, że profesor X czy Y mają 80 czy 100 seminarzystów. Choć wszyscy zdają sobie sprawę, że promotor tych prac nie jest w stanie fizycznie przeczytać.

Inny ciekawy aspekt to recenzje. To ustawia tzw. naukę, na różnych poziomach. Od licencjatu do książek profesorskich. Generalnie nikt nie zastanawia się nad jakością prac, jeżeli recenzje są pozytywne. A recenzje zawsze są pozytywne!

Wiele osób wierzyło, że nowy system habilitacji będzie obiektywny. Niestety, to co przygotowała minister Kudrycka to dramat. Stopień subiektywizmu i uznaniowość są większe niż były. To może "zabić" polskie uczelnie w krótkim czasie.

Tylko zasygnalizowałem pewne problemy. Mogę podzielić się faktami, ale nie mogę ujawnić swojego nazwiska. Krótko mówiąc gdybym to zrobił, mógłbym od razu się zwolnić z uczelni.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.