Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Tyle czasu pracuję na uczelni "wyższej", na Politechnice. Były wzloty i upadki, były czasy złe i bardzo złe, rządziła polskim szkolnictwem już każda opcja, ale ogólnie trend cały czas był taki sam.

Kiedyś, dawno temu, ktoś twierdził, że poziom naszego szkolnictwa jest generalnie bardzo wysoki, więc widocznie na bardzo wysokim szczeblu postanowiono go sprowadzić do parteru. Udaje się to doskonale.

Rzeczywiście, jak pisze Pan profesor, dydaktyka nie ma najmniejszego znaczenia przy ocenie mojej osoby, liczą się tylko osiągnięcia naukowe, albo raczej w przeważającej masie - pseudonaukowe, rzemieślnicze wykonywanie pewnych rytualnych czynności, mających na celu utrzymanie się w pracy.

Istnieją też prawdziwi naukowcy, stanowią jednak bardzo mały odsetek całości. Istnieją także prawdziwi, z powołania, dydaktycy. Bardzo łatwo ich rozpoznać. To ci, którzy nie zrobili habilitacji, to ci, którzy ciągle są straszeni wyrotowaniem, to ci, którzy uczą, przekazują swoje doświadczenia, którzy towarzyszą studentowi przy jego dorastaniu zawodowym. Jest to gatunek absolutnie na wymarciu - pozostało jeszcze kilka sztuk do odstrzału na emeryturze. Po nich choćby i potop!

Normalny pracownik wyższej uczelni uprawia więc pseudonaukę, pseudodydaktykę oraz, o czym Pan profesor nie wspomniał pseudoadministrację. Aby się utrzymać na powierzchni według nowych pomysłów Ministerstwa będzie się trzeba przerodzić w pisarza wniosków o granty, a potem w ich nadzorcę, w pisarza sprawozdań, bo widać wyraźnie, że Ministerstwo chce docelowo zaniechać wszelkich nakładów finansowych na naukę, ale myślę, że także na dydaktykę.

Już dzisiaj dotacje na dydaktykę są śmiesznie małe, do tego stopnia, że dyplomanci samodzielnie płacą za realizowanie swoich dyplomów, które zresztą najczęściej zostają w murach uczelni. A te wszystko pseudodziałania oczywiście są wieńczone pseudowynagrodzeniem!

Na domiar wszystkiego w niektórych dziedzinach od nauczycieli akademickich wymaga się, aby byli na czasie z najnowszymi osiągnięciami naukowymi, ale nie tylko, także na niwie inżynierskiej mamy trzymać rękę na pulsie.

Nie wystarczy być nauczycielem, magistrem, czy doktorem, trzeba jeszcze przecież być inżynierem! Jak kształcić przyszłych inżynierów, samemu inżynierem nie będąc? Kiedy być inżynierem, kiedy prowadzenie badań naukowych, pisanie artykułów wymaga ogromnego skupienia i bardzo wiele uwagi i czasu, a niestety większość zagadnień stricte naukowych nie ma atrybutu bycia inżynierskimi. Student jednak wymaga fachowości z temacie, w którym się kształci. I co wtedy?

Stworzyliśmy wrażenie, że każdy powinien posiadać wyższe wykształcenie, więc pod to wykształcenie zmodyfikowaliśmy szkolnictwo wyższe do nieco niższego i teraz przyszedł czas, żeby społeczeństwo się doktoryzowało, a po hydraulika poślemy na Białoruś. Zniszczyliśmy techniczne szkolnictwo średnie, a teraz próbujemy je odrodzić w postaci profilowanego liceum. Być może tak powinno być, kiedy już się wylało dziecko z kąpielą?

Jednak, czy ktoś może mi odpowiedzieć na pytanie skąd ten cały raban o profilowane licea? Przecież odkąd pamiętam w liceach zawsze były profile. Co więc takiego strasznego się stało teraz? To, że ktoś to w końcu spisał, że nadał temu oficjalny kształt? Mnie brakuje w tej nowej propozycji furtki dla tych, którzy chcieliby się rozwijać szeroko, ale nie na średnim poziomie, tylko na wysokim poziomie. I to zarówno w przedmiotach humanistycznych, jak i ścisłych. Są tacy, znam. Oni nie chcą sobie, w wieku 15, 16 lat zamykać drogi, ograniczać się, interesuje ich wiele, nie ma na to szans w nowym systemie. Być może nie było też w starym.

Jakiś czas temu słyszałem w radio wypowiedź jakiegoś pana profesora, który powiedział, że nie należy się nastawiać przed rozpoczęciem studiów, że po ich zakończeniu będzie się pracowało w wyuczonym zawodzie...

Coś w tym jest, tylko czy w tym pomoże specjalizacja na poziomie liceum?

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.