Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Jako fan Legii, od dosyć dawna wiedziałem o organizacji tego meczu, który miał być ostatnim oficjalnym testem Stadionu Narodowego przed imprezą EURO 2012.

Celowo nie kupiłem biletu od razu, bo nie byłem pewien czy w ogóle na mecz będę mógł pójść. W dniu meczu okazało się, że uda mi się załatwić wszystkie sprawy i przyjść na mecz. Pozostała jeszcze tylko jedna rzecz - kupić bilet.

Stadion tak bardzo chciałem zobaczyć od wewnątrz i "w akcji". Pomyślałem sobie - pójdę odpowiednio wcześniej przed meczem do kasy i bilet kupię. Wiedziałem, że muszę być wcześniej, dlatego o 16 umówiłem się z dziewczyną w centrum. O 16:30 wysiedliśmy z tramwaju przed stadionem. Żadnych problemów z komunikacją nie było, za to od razu w oczy rzucił mi się sznur ludzi długi na 40 metrów, który uznaliśmy za kolejkę do kasy.

Nigdzie co prawda nie było napisane, że to kasa, ale i tak postanowiliśmy stanąć na końcu i czekać (1 godz. i 20 minut do rozpoczęcia meczu). Zwłaszcza, że w internecie napisano, że sprzedaż biletów na ten mecz będzie prowadzona w dniu meczu w "kontenerze od Ronda Waszyngtona" (na oficjalnej stronie Legii Warszawa).

Staliśmy już 20 minut, a kolejka poruszyła się do przodu może z 5 metrów. Z nudów poszedłem do bramek wejściowych na stadion i zapytałem się czworga stojących i również nudzących się młodych ludzi ubranych w jaskrawo żółte koszulki z napisem "służba informacyjna", czy ta długa kolejka jest do kasy.

Wszyscy czworo rozejrzeli się po sobie, po czym równo jak w wojsku odparli, że nie wiedzą. Stwierdziłem, że dam im drugą szansę i zapytałem czy może w takim razie wiedzą czy gdzieś tu znajduje się druga kasa. Nie wiedzieli. W sumie nie ma się co dziwić. To przecież tylko służba informacyjna!

Podszedłem więc do "kontenera", żeby zobaczyć dlaczego tak długo to wszystko trwa. Nic specjalnego się nie działo, sprzedaż biletów trwała w zawrotnym tempie kilku biletów na kilkanaście minut. Na drzwiach zobaczyłem małą kartkę A4 z napisem "sprzedaż biletów na mecz Legia Warszawa - FC Sevilla". Mało tego. W tym samym "kontenerze" ludzie odbierali zaproszenia i wejściówki VIP, a dziennikarze akredytacje.

Uspokoiłem się, że na sto procent stoimy w dobrej kolejce. Była już godzina 17:15. Przez następne 45 minut poszedłem jeszcze raz na spacer i zobaczyłem, że na 20 minut przed meczem kolejka miała już co najmniej 250 metrów. O godzinie 18, równo z pierwszym gwizdkiem sędziego byliśmy około 10 metrów od dojścia do kasy. W ciągu kolejnych 15 minut nie ruszyliśmy się do przodu nawet o krok. Jeden chłopak był tak zdesperowany do wejścia, że zaproponował nam 50 złotych za kupno biletu. W końcu o 18:15 zrezygnowaliśmy z dalszego stania. Z tak szybko poruszającą się kolejką zdążylibyśmy najwcześniej na drugą połowę meczu, ale wcześniej i tak pewnie zamknięto by nam kasę przed nosem, bo sprzedaż biletów miała trwać do rozpoczęcia meczu. Cud, że kasa była jeszcze czynna 15 minut po jego rozpoczęciu!

Niektórzy mogą odnieść wrażenie, że przesadzam i narzekam. Że wszystko poza tym, co opisuję było dobrze zorganizowane i zaplanowane. Inni powiedzą, że zawsze mogło być gorzej, że sam sobie szkodzę i mogłem być jeszcze wcześniej na stadionie. Otóż nie. Fakt faktem, że po wejściu na stadion mogłem się potknąć na schodach, o których było zresztą bardzo głośno ze względu na wadę montażową, i wybić sobie zęby. Ale na stadion nie weszliśmy. I to nie tylko my. Staliśmy prawie na początku kolejki biorąc pod uwagę to jak wyglądała ona później, a mimo tego biletu nie zakupiliśmy. Podejrzewam, że tysiąc ludzi stojących za nami w kolejce też tego nie zrobiło, bo kasy w końcu zamknięto albo stwierdzili, jak my, że nie warto kupować biletu na sparing tylko na drugą połowę.

Mam nadzieję, że w przyszłości kasy będą działać bardziej efektywnie, a przede wszystkim powstanie ich więcej i będą dobrze oznaczone.

Koniec końców, Stadion Narodowy widziałem po raz kolejny tylko z zewnątrz. Tym razem z bliższej odległości i "kontenerem" do sprzedaży biletów na pierwszym planie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.