Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Musimy zauważyć, że upływ czasu nie zaowocował postępem w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy. Wręcz przeciwnie, w ocenie naukowców sytuacja przestaje być jednoznaczna, wątpliwości narastają, budzi je szereg nowych okoliczności, zwrócę uwagę na kilka z nich:

1. Jakie rzeczywiste racje i powody uzasadniały rozdzielenie wizyt Premiera i Prezydenta?

Tekst z 1 września 2009 r. W rocznicę 1 września Putin i Tusk pozostali przy swoich ocenach historii sprzed 70 lat

Tekst z 19 listopada 2009 r. Putin w Katyniu, Kaczyński w Moskwie

Tekst z 14 kwietnia 2011 r. Historyczne spotkanie przywódców Polski i Rosji. Urzędujący prezydent Rosji po raz pierwszy był w Katyniu i oddał hołd polskim oficerom - ofiarom zbrodni NKWD sprzed 71 lat

2. Dlaczego polscy naukowcy nie mają możliwości zbadania i wyjaśnienia fizyki totalnego rozczłonkowania kadłuba po zetknięciu z ziemią przy małej prędkości opadania i niskim pułapie TU 154M?

Tekst z 7 lutego 2012 r. - Nie widziałem jeszcze analizy komputerowej wypadku lotniczego zrobionej tak niepoprawnie, że wyniki przeczą prawom fizyki - mówi prof. Paweł Artymowicz, fizyk i pilot

3. Zaskakuje solidarny bojkot udziału w pogrzebie prezydenta RP, jakże często skłóconych w wielu kwestiach?

Tekst z 16 kwietnia 2010 r. Chmura wulkanicznego pyłu, która uziemiła większość lotów w Europie, nie wstrzyma pogrzebu Lecha i Marii Kaczyńskich

Tekst z 5 maja 2010 r. Kto propaguje teorię zamachu w Smoleńsku?

Odpowiedź na tak sformułowane proste pytania nie jest jednoznaczna, nowe fakty budzą coraz więcej wątpliwości.

Doceniając dobrodziejstwo wolności słowa i pluralizmu musimy zauważyć, że istnieje również pojęcie, które określamy, jako rację stanu. Niestety, nawet ckliwa retoryka Premiera wygłoszona nad grobami oficerów, nie ukryje faktu, że godząc się na rozdzielenie wizyt, sprzeniewierzył się polskiej racji stanu i z tego punktu widzenia jest współwinny tragedii. Wątpliwe, czy miałaby ona miejsce na oczach Putina i w innym składzie osobowym pasażerów polskiego samolotu. Być może, dlatego rozdzielono wizyty?

Po 10 kwietnia 2010 r. ze szczególną dociekliwością obserwowałem i analizowałem przebieg i skutki licznych katastrof lotniczych na świecie i w żadnym przypadku nie powtórzyła się smoleńska fragmentyzacja samolotu na przysłowiowy drobny mak. Własność Polski: tzw. twarde, materialne źródła wiedzy o ostatniej fazie lotu a więc wrak, rejestratory pozostają w Rosji na zasadzie łupu. Bez zgody Polski dewastowane i przetrzymywane, a może za zgodą? Szef MSZ R. Sikorski kuriozalnie i eufemistycznie określił to jako deficyt dobrej woli Rosji, co samo przez się przekłada się na deficyt pozycji Polski w stosunkach z Rosją pod rządami PO.

Solidarną nieobecność kolegów zmarłego prezydenta z UE na jego pogrzebie, wobec faktu obecności przedstawiciela Gruzji, Rosji, Czech odbieram jako polityczny akt, zaaranżowany przez osoby z pierwszych ław UE. Dla przykładu dodam, że Berlin z Krakowem łączy bezpośrednio kolej i wysokiej klasy autostrada. Wielokrotnie przebywałem tę drogę moim autem w ciągu 6-7 godzin. A więc i w tym przypadku posłując się retoryką Sikorskiego możemy mówić o wielkim deficycie dobrej woli z powodu przesłanek politycznych.

Nie znajduję uzasadnienia dla zaufania Polaków wobec Rosji. To kraj nam obcy, zawsze bezwzględnie wykorzystał naszą słabość i sentyment.

Dlatego był Katyń, bo dowództwo polskiego korpusu broniącego Lwowa (250 000 żołnierzy) nie skapitulowało wobec Niemców, zaufano Rosji. To właśnie dlatego Rosjanie tak łatwo rozbijali nasze zgrupowania partyzanckie z podziemnym rządem włącznie (16). Po prostu zapraszali na "rozmowy", obiecywali, dawali słowo honoru.

Na jakich realiach, doświadczeniach historycznych Premier i ludzie bezpośrednio służbowo odpowiedzialni budowali bezpieczeństwo lotu elity państwa do Katynia po uprzednim zaangażowaniu się Polski w sprawy Gruzji? Prezydent RP leciał tam, gdzie w dołach śmierci zakopano na zawsze mity o braciach: Lechu, Czechu i Rusie, zakopano wiarę w słowiańską solidarność.

Rosja to inny świat, inne wartości, jej mentalność ukształtowały setki lat tatarskiej niewoli. Wielki znawca Rosji Marszałek J. Piłsudski bardzo trafnie zdefiniował duszę Rosjan. "Wszyscy oni są mniej czy więcej zakapturzonymi imperialistami, nie wyłączając rewolucjonistów. Żywiołowy centralizm jest cechą ich umysłów, wiecznie tęskniących do twardej ręki. Nie znoszą rozmaitości, nie umieją godzić sprzeczności do tego stopnia, że nie potrafią stopić rozmaitości w jedną całość, odrzucają nawet potrzebę istnienia społecznie użytecznych organizacji pozarządowych. Dlatego wśród nich brak republikanów."

Od siebie dodam, znam osobiście wielu przedstawicieli inteligencji rosyjskiej mieszkających w wolnym świecie od lat, sobie znanymi sposobami uciekli z ZSSR. Nie spotkałem wśród nich chwalących tych, którzy obalili ZSRR i utracili dla wielkiej Rosji kraje azjatyckie bałtyckie, Kaukaz. Piłsudski miał rację. Putin, który jak "gospodarz" zlecił Dimce Miedwiediewowi grzać swój prezydencki fotel na jedną kadencję powiedział: "Rosja w swoich obecnych granicach może przetrwać tylko jako supermocarstwo, wymusiła je na sąsiadach siłą i ludzi ignorujących ten fakt, zamieszkałych w kraju lub zagranicą może dosięgnąć zasłużona kara". Po śmierci Litwinienki moi rosyjscy przyjaciele mieszkający na Zachodzie zamilkli, znów w obecności rodaków są b. wstrzemięźliwi i oględni w wypowiedziach jak dawniej.

Agentura działająca w Polsce nie śpi, powszechne żądanie wyjaśnienia tragedii nazywa graniem trumnami. Zdradza ją właśnie ten prymitywny bolszewicki język służb, wypracowany przez lata na ruskich mużykach.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.