Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Po przeczytaniu eseju "Wyjątkowo głupi człowiek", prof. Marka Pagela (University of Reading) z "Gazety Wyborczej" (31.03/01.04. 2012) postanowiłem podzielic się kilkoma uwagami.

Autor jest szefem pracowni biologii ewolucyjnej w Uniwersytecie Reading, w Anglii. Esej prezentuje aktualne poglądy naukowe na proces ewolucji i może stanowić przykład niepokojącego wpływu powszechnych stereotypów na tok naukowego rozumowania.

Autor pisze: "Przez prawie 4 miliardy lat jedynym sposobem przystosowania się do zmieniających się warunków życia na ziemi były zmiany genetyczne. Ludzie stworzyli coś lepszego - ewolucję idei. Adaptowali się w nowym środowisku tylko za pomocą koncepcji przenoszonych z umysłu do umysłu."

Przede wszystkim budzi wątpliwości rozdział procesu ewolucji jako zachodzącego w przyrodzie naturalnego procesu na ewolucję genetyczną i stworzoną przez człowieka ewolucję kulturową. Takie stanowisko pozostaje w sprzeczności z ogólną koncepcją ewolucji ujmującej wszelkie kultury jako jedynie pewien etap oczywiście niezależnego od człowieka procesu ewolucji. Jako przyczynek do utrwalenia w historii tego poglądu może służyć wymyślona już w starożytności przypowieść o wieży Babel, która w dodatku ogranicza udział człowieka w tworzeniu kultury wyłącznie do wynalezienia języka, w dodatku jako a priori niedostatecznie sprawnego medium komunikacyjnego.

W dalszym ciągu tekstu Autor przytacza jako przykład różnice między zwierzęciem a człowiekiem, które jakoby były w sposobach funkcjonowania ich umysłów, a mianowicie: "Szympans wychowywany wśród ludzi nauczy się zmywania, ale z równym zapałem będzie mył czyste i brudne naczynia. Nie wie po co się zmywa naczynia, a tym bardziej nie potrafi z wielu opcji wybrać najlepszej i dopasować jej do swoich potrzeb".

Taka interpretacja zachowania szympansa budzi wątpliwości, ponieważ można ją równie dobrze (a może nawet lepiej) zakwalifikować jako wynik różnicy w obserwacji rzeczywistości (szympansowi po prostu tłusty talerz nie przeszkadza w użyciu go jeszcze raz).

Rozumowanie człowieka nie wydaje się w swej istocie odmienne od rozumowania szympansa. Kiedy w końcu dziewiętnastego wieku zaprojektowano ustrój sprawiedliwości społecznej i ustalono, że prawidłową drogą do zbudowania takiego ustroju musi być uregulowanie własności środków produkcji, szympans w przebraniu człowieka doprowadził skutecznie do nacjonalizacji całego przemysłu.

Dzisiaj po ustaleniu, że słusznie miniony okres się skończył, ten sam przebrany za człowieka szympans z powrotem prywatyzuje wszystko, co choćby z lekka zalatuje groszem i burzy każdą, choćby logiczną i społecznie potrzebną strukturę, która miała nieszczęście być stworzona w owym słusznie minionym ustroju.

Nie wydaje mi się celowym toczenie sporów o inne, moim zdaniem skażone potocznym myśleniem poglądy Autora, takie jak choćby sprawa naturalnej dystrybucji twórczych osobników w prehistorycznych populacjach (gdzie jakoby w każdej gromadzie liczącej około 25 osobników znajdował się co najmniej jeden Mozart albo Einstein), a których udział dziś się obniżył, bo takie jednostki stały się, również w wyniku internetowego piractwa, jakoby mniej potrzebne.

Uprzejmie proszę o nie traktowanie mojej wypowiedzi jako próby krytyki, czy podważenia niewątpliwego autorytetu Autora, a jedynie jako wyraz mojego osobistego kognitywnego dysonansu względem rzeczywistości.

Z poważaniem i wyrazami szacunku dla Autora i tłumacza

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.