Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Nie rozmawiamy z sobą! Nie potrafimy się porozumiewać! Jak więc mamy współpracować z sobą?

Z niepokojem obserwuję polityczną przepychankę w kręgach władzy. Feudalny tryb działania i dyskursu w tonie "kto - kogo". Nie dostrzegam w tych działaniach rzetelnego namysłu nad wizją kraju. Nie dostrzegam w postawach reprezentantów narodu troski o wspólny los. Widzę prostą walkę o dominację, w której problemy kraju pojawiają się przypadkiem. Zbyt wiele konkurencji, zbyt mało współpracy. Wydaje się, że zasadniczy ton debacie nadają ośrodki przekazu medialnego motywowane wyścigiem o widza.

Niestety bezradność obywatelska jest równie przygnębiająca. Wyraźnie brakuje współodpowiedzialności wśród rodaków za wspólną społeczną przestrzeń.

****

Co jest tu problemem? Co jest główną przyczyną trudności w poprawieniu takiego świata?

Już sformułowanie zagadnienia przysparza kłopotów. Ukryta teza brzmi - świat wymaga naprawy. Dlaczego? Co to znaczy naprawy? Jakiego aspektu jego budowy tyczy postulat naprawy?

Być może pytanie jest źle postawione. Jak uzasadnić konieczność naprawy? Jak wyjaśnić taką potrzebę? Jaki rodzaj moich potrzeb nie jest zaspokajany? Obraz rzeczywistości jest nieodpowiedni? Potrzeba mi porządku i sprawiedliwości? Z jakich powodów oceniamy go negatywnie? Czy po mojej stronie, czy po stronie świata, leży problem? Czym mam się zająć? Może moim aparatem poznawczym, który interpretuje świat na swój sposób? Jeśli ocena jest funkcją nastroju emocjonalnego - może nad nastrojem należy popracować?

Nie sposób omówić tego zagadnienia dogłębnie, lecz o pewnych aspektach myślenia i komunikacji wzajemnej chciałbym powiedzieć. Może podniesienie świadomości pomoże porozumiewaniu się?

Co wydaje się oczywiste?

Że nie wiemy wszystkiego. Ba! Że wiemy niewiele.

To pewne! Żeby wiedzieć wszystko - trzeba by być Kosmosem, całym światem z jakiegoś rodzaju samoświadomością - a to czysta fantazja! Nie wydaje się możliwa. Gdyby istniała taka konstrukcja - nazwać by ją można Bogiem. Nasze rozterki nie miały by wtedy znaczenia.

Więc, wiedza nasza ograniczona jest do malutkiego wycinka świata. Jej obraz w jakiś, niedookreślony sposób, jest zinterpretowany wstępnie przez nasz mózg, odbierający dane przez filtr zmysłów. Filtrów jest jednak więcej!

Są powody, aby uznać, że nasza wizja świata jest mocno z tym światem skorelowana, kompatybilna z nim. Dobrym powodem takiego przypuszczenia, myślę, jest fakt naszego, przynajmniej gatunkowego trwania, także wpływ na przyrodę, budowa domów, konstruowanie urządzeń i maszyn, wytwarzanie energii...

Deficyt wiedzy nie zakłóca ludzkiej ekspansji. Wbudowane mechanizmy biologiczne są mocnym źródłem aktywności. Życie trwa! Niebywały postęp technologiczny, dążenie do osiągania zysku wywindowały cywilizację na niewyobrażalne, jeszcze niedawno, poziomy. Nie znaczy to, że zmienił się nasz genotyp. Nie znaczy to, że wzrośliśmy etycznie, moralnie. Nie znaczy to, że nie ma wojen, że nikt, nie umiera już z głodu! (Te uwagi wymagały by osobnego uzasadnienia.)

Jednym z regulatorów poznawczych ludzkiego organizmu jest stan dysonansu poznawczego, rodzaj psychicznego napięcia gdy doznanie, wiedza, nie zgadza się z oczekiwaniami, lub rozpatrujemy dwie różne tezy. To potężna siła motywacyjna. Źródło energii życiowej i źródło racjonalizacji naszego postępowania. Być może jest to mechanizm konieczny dla utrzymania życia w ogóle, skoro już wykształciliśmy mózg i świadomość. Konieczność uzgodnienia sensowności działania z poglądami determinuje myślenie człowieka. Niestety posiadana przez niego wiedza niezmiernie rzadko jest obiektywna. Powoduje to, że często durne poglądy uzasadniają działanie, że głupie działanie, znajduje zawsze swoje uzasadnienie. Mówimy wtedy o racjonalizacji.

Z ograniczenia możliwości poznawczych człowieka wynikają poważne konsekwencje, których możemy sobie nie uświadamiać powodowani codziennym przymusem życia. Wydaje się jednak, że są one dostępne naszej intuicji, jeśli chwilę, w spokoju się nad tym zastanowimy.

Dla skutecznego funkcjonowania, w takich jakie są warunkach, organizmy wytworzyły szereg adaptacji. Nieskończona mnogość bodźców wymaga, aby mechanizmy adaptacyjne były wrażliwe tylko na istotne parametry środowiska i reagowały tylko na jakąś ich, niezbędną część. Bardziej skomplikowane organizmy wielokomórkowe, specjalizują część komórek do reagowania na środowisko zewnętrzne i regulowanie środowiska wewnętrznego. W naszym ludzkim wymiarze chciałbym się tu ograniczyć do istotnego aspektu pracy mózgu.

Aby funkcjonować skutecznie, organ ten odsiewa z ogromu zewnętrznych bodźców tylko ich część, ważną dla organizmu. Mózg funkcjonuje tu poprzez procesy kategoryzowania danych, a następnie dopasowywanie ich do gotowych wzorów odbioru determinowanych strukturą mózgu (np. rejestrowanie tylko pewnego pasma promieniowania elektromagnetycznego - światła - dla dobrej orientacji przestrzennej).

Wybieramy z bezmiaru bodźców te najistotniejsze dla przetrwania. Opis świata, które z tego wynika powstaje w skutek szeregu nieświadomych procesów, jest, rzecz jasna, subiektywny, uwzględniający potrzeby indywidualne i społeczne organizmu. To kolejne sito, kolejny z zestawu filtrów.

Rodzajem filtru jest ostrożność, lub raczej czujność, skupienie na potencjalnym zagrożeniu. Wyposażenie biologiczne, które każe nasłuchiwać, czy nie czai się w otoczeniu niebezpieczeństwo, ponieważ beztroska ufność może być groźna! Dlatego informacje o nieszczęściu chętniej są odbierane, niż o tym, że niż złego się nie stało.

Innym, zewnętrznym filtrem ograniczającym naszą wiedzę o świecie, jest miejsce i czas, w którym się rodzimy. Nie zjawiamy się w świecie "w ogóle". Istniejemy od urodzenia w określonym ściśle miejscu i czasie, z określonych genetycznie i kulturowo przodków, w ciągle zmieniającej się rzeczywistości. Powoduje to filtrowanie porcji informacji o środowisku, które związane jest z tym, nie innym miejscem i czasem, w efekcie - tworzenie schematów myślenia i zachowania odpowiednich dla tego właśnie środowiska i czasu. To filtr kolejny. Analizowany w głąb daje kolejne filtry emocjonalne, intelektualne, fizyczne, genetyczne. Jak sądzę to zróżnicowanie "filtracyjne" - jest źródłem przebogatej różnorodności psycho-mentalnej ludzi.

Co wynika z tego uproszczonego opisu działania naszego organizmu?

Bardzo wiele, a m.in. domysły następujące:

Wiedza nasza marna - mała i wybiórcza! Jest raczej patchworkowym zestawem poglądów, niż wiedzą.

Naturalnym jest zjawisko nieporozumienia między ludźmi. Jakkolwiek jednakowe to organizmy, wpływy kulturowe różnicują je w sferze umysłowej i emocjonalnej.

Na pewno nikt nie posiada wiedzy w porcji zaspokajającej oczekiwania innych! To co wiemy może być propozycją jedynie do rozważań. Cegiełką w gmachu.

Naturalna jest nieufność do gotowych recept, bo deklaracje ludzkie bardziej związane są z jego osobistym widzeniem świata i osobistymi motywacjami działania , niż z rzeczywistym obrazem świata.

Więcej wiemy o zewnętrznym środowisku, niż o tym jakie są mechanizmy naszego działania. Co istotne, moim zdaniem nie rozumiemy żeśmy bardziej somatyczni, niż ideologiczni!

Do poznania potrzebna jest ciągła konieczność poszukiwania wyjaśnień, tzw. wiedzy!

Sądzę, że język nie ułatwia nam życia. Jest narzędziem szybkiego porozumienia, reagowania na siebie wzajem i środowisko, w nielicznej społeczności, a nie sposobem poznawania prawdy i tworzenia spójnego opisu rzeczywistości. Nie wspomnę "obiektywnego opisu", bo to nie jest właściwe słowo i to, w tym miejscu, zrozumiale nieodpowiednie.

Ideologie, z kolei są próbą opisu świata, modelowania go. Uzasadniania tego, co już jest. Niestety, zwykle dotyczą przeszłości i tworzą wewnętrznie, mało praktyczne, zamknięte światy rozważań.

Z ograniczonych możliwości umysłu i biologicznej konieczności przetrwania bierze się silna motywacja dla szybkiego tworzenia opisu rzeczywistości, dającego poczucie bezpieczeństwa i kontroli środowiska, kosztem dokładności opisu..Kolejny filtr poznawczy - potrzeba szybkiej reakcji.

****

Dynamicznie zmienna rzeczywistość, konieczność podejmowania decyzji tu i teraz, wyklucza możliwość pełnego zastosowania aktualnej wiedzy. W szerszej przestrzeni społecznej wymusza wypracowanie dodatkowych mechanizmów wymiany opinii i dochodzenia do decyzji, które pogodzą racjonalizację z demokracją. Tzw. prawda i skuteczne działanie muszą cierpieć! Tu konieczne byłoby osiągnięcie zgody na nieokreślony margines błędu w procesie decyzyjnym, oraz wypracowanie sposobów na zaspokojenie poczucia bezpieczeństwa wszystkich uczestników debaty w warunkach częściowego tylko zaspokojenia potrzeb. Powiedzmy tak: istniejące systemy współpracy między ludźmi, umożliwiają to, lecz w sposób dalece niewystarczający dla coraz bardziej świadomego rzeczywistości i siebie społeczeństwa.

Z przedstawionego tu punktu widzenia wynika dla mnie, że jeśli chcemy zmienić, czy raczej usprawniać funkcjonowanie systemów społecznych, zaczynać musimy od siebie (stara to prawda). Począwszy od ustalenia obrazu świata. Poznania siebie. Od wypracowania nieagresywnego języka komunikacji i wypracowania sposobu komunikowania się z ludźmi. Od rozwijania umiejętności wyrażania tak emocji, jaki i opinii, rozwijając świadomość, że opinia nie jest prawdą. Pogłębiania samoświadomości. Rozwijania empatii. Umiejętności mediacyjnych. Proponowania racjonalnego namysłu i szacunku dla myślących inaczej (.opisujących ten sam świat w inny sposób! Jak nasz opis; opis, którym dysponują inni, prawie wcale nie zależy od nich; identyczne mechanizmy tyczą nas. Prawa przyrody są obiektywne!). Ustalenia, choćby przybliżonego protokółu rozbieżności poglądowych.

("Prawda jest taka, że." to jeden z najgłupszych zwrotów jakie często słyszę!)

Wydaje mi się, że zmiana języka to podstawowe narzędzia, aby przejść dalej ku pozytywistycznej pracy budującej porozumienie i w drodze wspólnej debaty kreowania sensowniejszej przyszłości.

Człowiek utożsamia, czy raczej jest tożsamy ze swoim systemem myślowym, ze swoim obrazem świata, a sposób w jaki to komunikuje zwykle odkrywa jego intencje, jego osobowość. Myślę, że umiejętność przekazywania myśli bez atakowania oponenta, a następnie demistyfikowanie medialnej debaty, z którą się teraz spotykamy, byłaby dobrym sposobem wstępnych działań na rzecz racjonalizacji życia społeczno-politycznego. Protesty grup nie podejmujących odpowiedzialności za decyzje, moim zdaniem, są wątpliwe moralnie. Rozumiem, że system utrudnia wspólne podejmowanie decyzji. Zatem należy najpierw przebudować system, a nie poprzestawać na narzekalnictwie. Być może system jaki mamy jest optymalny? Rozmawiajmy!

To trudne wyzwanie. Należy niejako wyjść z mainstreamu i zaproponować coś nowego i w treści, i w języku przekazu, i w zestawie proponowanych wartości. Hasło "zmiana języka" to oczywiście pewien skrót myślowy. Bez zmiany postaw efekt nie osiągalny. Bez podniesienia obywatelskości w każdym obywatelu - także nie! Oczekuję tego od każdego człowieka czującego i myślącego. Marzę o tym!

Jasny język umożliwia coś jeszcze. Oszczędność czasu i energii. Jeśli dogadamy się na "nie" - pójdę na spacer, zamiast kruszyć kopie o coś niemożliwego.

A jeśli będzie nas, na "tak", więcej? Zaproponujemy wreszcie spokojną rozmowę na temat.

Państwo to pewna organizacja i można usprawnić jej działanie wprowadzając procedury do jej działania. Tymczasem to łatwiejsze do przeprowadzenia, niż osiągnięcie tzw. konsensusu w sprawie porozumienia i współpracy. A bez drugiego nie będzie pierwszego...

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.