Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Tekst Krzysztofa Vargi "My, ateiści" i wywołana nim dyskusja dotyka sprawy fundamentalnej. Otóż od oświecenia rozum europejczyka jest ciągle na rozdrożu. Oświecenie otwarło nowy rozdział w historii ludzkości - po raz pierwszy rozum ludzki pomyślał świat, a w nim siebie samego, bez odniesienia do Boga. Świadkiem tej przemiany jest zakład Pascala. Bo wszystkie "dowody na istnienie Boga" ze średniowiecza w gruncie rzeczy były tylko hymnami na jego cześć. Rozum Europejczyka przed oświeceniem uznawał istnienie Boga za oczywistość. Ale i to jest za słabo powiedziane. Istnienie Boga było tak oczywiste, że nawet słowo "uznawał" tu nie pasuje. Natomiast rozum oświeceniowy bada świat i jest w stanie opisać go bez odniesienia do Boga. Hipoteza Boga przestała być potrzebna.

Rozum oświeceniowy jest więc pierwszym w historii ludzkości rozumem fundamentalnie niereligijnym. Rozum ten potrafi docenić i uszanować wielkie dziedzictwo religijne ludzkości, ale jest to dla niego tylko dziedzictwo ludzkości. To człowiek stworzył sobie boga na swój obraz i podobieństwo. Rozum oświeceniowy przygląda się temu wszystkiemu, co w historii ludzkości powiedziano o Bogu i w żaden sposób do oglądanego świata mu to nie pasuje. Hipoteza Boga stwarza więcej trudności niż rozwiązuje. Ten rozum nawet rozumie, dlaczego ludzie stworzyli sobie boga- bogów. To rozpaczliwa potrzeba jakiejś pociechy, w wersji skrajnej formuła ta brzmi: "opium ludu".

A więc na pytanie, czy człowiek rozumny po oświeceniu może z uszanowaniem wszelkich wymogów swojego rozumu przyjąć, że Bóg istnieje, pierwsza spontaniczna odpowiedź brzmi - nie. Rozum oświeceniowy jest niejako ze swej natury ateistyczny. To człowiek i jego rozum jest najwyższą formą istnienia w znanym nam Wszechświecie. Kultura wraz z całym jej dziedzictwem, także religijnym, jest dorobkiem człowieka. Bóg teologów i poetów jest po prostu projekcją.

Wobec tego mamy w Europie, i w przewidywalnej przyszłości będziemy mieli, sytuację intelektualnie niewygodną: albowiem pytanie o istnienie Boga nie jest takie samo, jak na przykład pytanie o to, co kryje się wewnątrz gwiazd. W tej drugiej sprawie uczeni prowadzą eksperymenty, stawiają hipotezy, obalają je, a życie toczy się bez specjalnych turbulencji.

Varga ma rację: tertium non datur: albo Bóg jest, albo go nie ma. I jak tu żyć, gdy oczywistość sprzed czasu oświecenia zniknęła, chyba bezpowrotnie? Czy chce, czy nie chce, choćby w sposób najbardziej kulturalny, ateista mówi wierzącemu w Boga - jesteś nierozumny.

Wierzący zaś mówi ateiście: jesteś ślepy, jak możesz tego nie widzieć. Albo uznaje go za wierzącego, który jeszcze sobie swojej wiary nie uświadomił. Jest to, powtórzmy, sytuacja niewygodna, uwiera. Chyba nie ma na to rady: z tym trzeba żyć, wierzący i niewierzący w jednym i tym samym świecie.

Ale oczywiście dyskusja o możliwości rozumnego uznania istnienia Boga przez rozum oświecony, oświeceniowy trwa od osiemnastego wieku po dzisiaj. Varga przedstawił pokrótce argumenty ateistów - dlaczego nie są w stanie w zgodzie ze swoim rozumem, uczciwie wobec swego poznania świata, uznać istnienia Boga. Tych argumentów jest zresztą o wiele więcej. Należą do istotnego nurtu nowożytnej kultury europejskiej. Pytanie brzmi: czy jednak faktycznie jesteśmy skazani na dylemat: rozum albo wiara w istnienie Boga? Czy rozum oświeceniowym może, nie wyrzekając się siebie, zacząć szukać Boga? Twierdzę, i nie mówię tu nic specjalnie odkrywczego, że może.

Na pewno nie prowadzi do jakiegokolwiek uznania Boga droga poprzez szukanie luk w obrazie świata, jaki stworzyły nauki eksperymentalne. Hipoteza Boga, jako łatanie luk w naszej wiedzy o świecie nie jest rozwiązaniem. Również samo uznanie, że człowiek jest śmiertelny, a więc, że Bóg musi istnieć, bo Go potrzebujemy nie wytrzymuje krytyki rozumu.

Umysł oświeceniowy może jednak, w ramach swobody myślenia, przyjąć taką możliwość, że istnieje bóg - coś (ktoś?) większe-wyższe od tegoż umysłu. Będzie to wolny akt tegoż umysłu. Bo przecież, jak to już zostało powiedziane, taki rozum jest w stanie pomyśleć siebie i świat bez Boga. Co więcej: jest w stanie bez odniesienia do Boga żyć po ludzku, godnie. Jest samodzielny.

Albo przynajmniej umysł oświeceniowy może uznać, że nie da się istnienia Boga a priori wykluczyć, że możliwe jest, iż ja, człowiek myślący, nie jestem tylko najwyższym aktualnie stadium ewolucji, rozwoju, ale że jestem dziełem kogoś (czegoś) wyższego ode mnie, a więc i wyższego od wszystkiego, co poznaję swoim rozumem.

Jeżeli przyjmie taką możliwość, dopiero wtedy będzie mógł ruszyć w drogę poszukiwania tegoż Boga. Wcześniej może tylko badać problematykę Boga w dorobku ludzkości.

W takim poszukiwaniu Boga żadna z przedstawianych przez Vargę trudności nie może zostać pominięta i żadna z nich nie zostaje przez uznanie możliwości istnienia Boga unieważniona. Wręcz przeciwnie, jak sam Varga zauważył - trudności te raczej narastają. Dlatego żadne łatwe rozwiązanie nie wytrzymuje próby rozumu. Na początku oświecenia próbowano bronić Boga, przedstawiając go jako wielkiego zegarmistrza, który nakręcił mechanizm tego świata i teraz już ten mechanizm sam działa. Dzisiaj raczej nikogo taki pomysł nie przekonuje. Ani teistów ani ateistów.

Mamy trudniej od Pascala, bo on w swoim zakładzie przyjmował po prostu Boga takiego, jakiego mu przekazała tradycja chrześcijańska.

Nie niweluje to różnicy: niewierzący, który dopuszcza intelektualnie możliwość istnienia Boga pozostaje niewierzący, poszukującym, albo nawet niekoniecznie poszukującym, ale niewierzącym. Wierzący, który studiuje argumenty przeciw istnieniu Boga i traktuje je poważnie, mierzy się z myślą, że może faktycznie jest w nich racja, pozostaje wierzącym, poszukującym, może wątpiącym, ale wierzącym. Takie poważne spojrzenie poza swoje przekonania - wiarę sprawia, że dyskomfort, intelektualna niewygoda pozostaje, a nawet narasta. Niewierzący traci pewność swego osądu rzeczywistości.

Wierzący ma niby łatwiej, ale trudniej. Łatwiej, bo o wiele łatwiej przychodzi mu patrzeć na niewierzącego, wiedząc, że nie ma on racji. Trudniej, bo on też winien gruntownie studiować racje niewierzących w istnienie Boga. Jeżeli się tego boi, to jego wiara jest słaba.

Tak. Tu nie da się zachować zupełniej neutralności. Piszę to wszystko jako człowiek wierzący. A więc na przykład czytam tekst Vargi i wiem, że to nie takie proste, jak on pisze. To, co podał i wiele innych tekstów wykazujących nierozumność wiary w istnienie Boga przeczytałem.

Napięcie zniknąć nie może: dla wierzącego rozumny człowiek, który spokojnie i jasno stwierdza, że Boga nie ma, a jednocześnie żyje jak człowiek, pięknie, godnie i moralnie, jest jednak jakimś powodem zdziwienia: jak to możliwe? Wierzący, czym bardziej widzi, jak ten niewierzący jest uczciwym człowiekiem, tym bardziej chciałby, aby niewierzący się nawrócił. I chciałby o nim myśleć jako o "anonimowym chrześcijaninie".

Dla niewierzącego - tak przypuszczam - wierzący to ten, co szuka pociechy, opium..., co nie ma odwagi stanąć twarzą w twarz z prawdą o człowieku i świecie. I być może tak sobie myśli: taki rozsądny, ale w tym punkcie jeszcze się nie wyzwolił. I przewiduje, że kiedyś w końcu religia stanie się tylko częścią historycznego dziedzictwa ludzkości.

Na co dzień żyjemy obok siebie, razem ze sobą: współpracujemy albo i nie, kłócimy się albo zgadzamy. A różnice i podziały, zgody i koalicje wcale nie pokrywają się z tą podstawową, o której tu piszę. Bo fakt, że jeden wierzy w Boga a drugi nie wierzy w Boga nie wyklucza wspólnoty poglądów, spraw do załatwienia, upodobań, gustów i wrażliwości kulturalnych. Taki paradoks. Ale dobrze czasem dotknąć tego co najważniejsze, choć ukryte.

Ta dyskusja toczy się już ponad dwieście lat. Wszystkie argumenty zostały wypowiedziane, ale sama natura dyskusji jest taka, że wypowiedzenie argumentów jej nie zamyka. Raz rozpoczęta raczej nie ma szans zakończyć się i będzie trwać, dopóki żyją niewierzący w istnienie Boga i wierzący w istnienie Boga.

ks. prof. dr hab. Jan Słomka, Wydział Teologiczny Uniwersytetu Śląskiego<>/b

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.