Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Nie nadają się do zacytowania, a większość tych najbardziej brutalnych jest autorstwa "przykładnych" rodziców. Oczywistym jest, że jeżeli ktoś robi krzywdę dziecku powinien zostać osądzony, ale przez niezawisły SĄD, a nie przez nieskazitelnych rodziców internautów, którzy swoją aktywność społeczną ograniczają do szczekania czy obrzucania bluzgami innych nie podpisując się imieniem i nazwiskiem, ale pod bezpiecznym nickiem!

Jedna z mam pisze, że ma półroczną córunię i bardzo ją kocha, po czym dodaje, że ona by tę wyrodną matkę na mróz wystawiła żeby "zdechła w męczarniach".

No cóż mamusi internautce gratuluję macierzyństwa, ale córuni to pozostaje już tylko współczuć, że mamusia taka prędka do zamrażania innych.

Drugim istotnym aspektem tej sprawy jest fakt, że matka Magdy powinna zostać osądzona nie jako matka, ale jako osoba czy podmiot w sprawie. W tym kraju panuje jakieś przedziwne przekonanie, że matka musi być nieomylna, idealna, krystaliczna! Jej funkcja nie pozwala nawet na najmniejszy błąd.

Nie wiem, co stało się w Sosnowcu. Niewątpliwie błąd był ogromny, a jego konsekwencją jest śmierć dziecka.

Ale moim zdaniem ta dziewczyna nie mówiła prawdy, bo wiedziała co ją czeka. Wiedziała że miłosierni rodacy, w większości zdeklarowani katolicy, ukrzyżują ją publicznie. Wiedziała, że tutaj prawo do obrony ma każdy, złodziej, pijany kierowca karetki, czy ojciec, który pije i bije.

Każdy. Tylko nie matka. Tutaj matki, które zrobiły coś złego wystawia się na mróz, żeby "zdechły w męczarniach".

Uprzedzając, opinie zbulwersowanych internautów: to nie jest list w obronie matki Madzi, to jest wołanie o zaprzestanie zbiorowego linczu.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.