Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Zwolennicy świeckości zapominają, że każdy symbol wzbudza sprzeciw. Krzyż wzbudza sprzeciw tych, którym kojarzy się nie z niewinną męką Chrystusa, a z pazernością czy nawet z pedofilią kleru. Wzbudza też sprzeciw tych, którzy silnie odrzucają chrześcijaństwo.

Ale podobnie orzeł w koronie może wzbudzać odrazę u niektórych. Na przykład u przeciwników wszelkiej państwowości (są tacy), u takich, którzy urodzili się obywatelami polskimi (a więc są reprezentowani w Sejmie), ale z jakichś przyczyn Polski nie lubią. Albo np. u przedstawicieli mniejszości narodowych, których przodkowie byli w imię orła w koronie źle traktowani przez Rzeczpospolitą.

Nie ma żadnej zasadniczej różnicy między symbolami religijnymi, a innymi. Żaden symbol nie łączy wszystkich, bo każdy chociaż niektórym kojarzy się negatywnie. Jeśli orzeł w koronie może wisieć w Sejmie, to krzyż też.

Odrzucenie symboli religijnych w kontekście państwowym, to pomysł na świeckość państwa pochodzący z Francji. Ale tam rewolucja roku 1789 dokonała się w dużym stopniu przeciwko Kościołowi.

Francuski laicyzm, to nie żadna neutralność światopoglądowa, ale otwarta wrogość władz państwowych wobec Kościoła. Ta wrogość z upływem lat bardzo się stępiła, dziś już z niej mało co zostało - poza właśnie wykluczeniem wszelkiej symboliki religijnej z życia państwowego.

Ale Polska to nie Francja, nasza historia jest inna. U nas wrogość państwa wobec Kościoła została przyniesiona na bagnetach Armii Czerwonej i kojarzy się z komunizmem. Dlatego u nas, inaczej niż we Francji, krzyż w Sejmie jak najbardziej może zostać.

Palikot: zdjąć krzyż w sali obrad Sejmu

Nałęcz: nie fundujmy sobie wojny religijnej

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.