Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



W liście Jakuba Napoleona Gajdzińskiego "Agenci Chaosu", autor pochyla się nad wywiadem prof. Zyty Gilowskiej udzielonym prawicowemu tygodnikowi "Uważam Rze". Nie zamierzam rozwodzić się nad kpiarskim, ironicznym tonem pana Gajdzińskiego, gdyż jest on w wielu miejscach listu jak najbardziej uzasadniony i trafny (jak chociażby jasnowidztwo prof. Gilowskiej w sprawie światowego kryzysu finansowego, którego do czasu upadku Lehmann Brothers jakoś nikt nie przewidział). W liście uderza mnie coś innego, mianowicie jak łatwo wypowiedź osoby publicznej zinterpretować w sposób, który miast zmusić do myślenia, utwierdza nas tylko głębiej w osobistych przekonaniach i poglądach na otaczającą nas rzeczywistość.

O co się zatem rozchodzi? Na początku pan Gajdziński cytuje za "Uważam Rze" wypowiedź pani profesor: "Wspólnota wartości jest pierwotna wobec zasad etycznych i wobec prawa. Gdy jej nie ma, stajemy się jakąś hordą, a nie wspólnotą w znaczeniu kulturowym. Zanika współpraca, dominuje interes własny. Powtarzam - bez wspólnoty wartości nic nie działa dobrze, także wspólna Europa (...) Erozja i rozpad wspólnoty wartości jest chorobą śmiertelną. Odbiera życiu sens, czyni je gnuśnym, atomizuje jednostki, wyzwala egoizm lub wywołuje neurastenię. Nawet najliczniejsza populacja jednostek słabych i rozleniwionych nie da efektu synergii, nie przyniesie dynamizmu i żywotności. Analizując kryzys projektu Unii, nie można o tym nie rozmawiać. Bo ta wspólnota niestety na naszych oczach się rozsypuje".

Z wypowiedzią można zgadzać się lub nie, możliwe, że wspólnota wartości nie powinna piastować funkcji nadrzędnej, może inicjatywa powinna wypływać z jednostek właśnie, a consensus wartości powinien zostać osiągnięty poprzez spieranie się różnych wizji świata, zamiast odgórnie narzuconej hierarchii wartości wynikającej np. z poszanowania tradycji (świetną diagnozę drogi, którą powinna podążać Unia Europejska zamieścił w tym tygodniu "The Economist", polecam).

Nie na tym jednak chciałem się skupić (pan Gajdziński również tą tematyką nie zajmuje się głębiej). Podstawą krytyki zawartej w liście "Agenci Chaosu" jest wypowiedź poniższa: "Coraz silniejsze są też środowiska, które walczą z chrześcijaństwem, chociaż TYLKO ta religia perfekcyjnie łączy silną jednostkę z silną wspólnotą, niczego jednostce nie odbierając."

W związku z tą wypowiedzią, pan Gajdziński szybko przeskakuje do własnych, niepodpartych wypowiedzią prof. Gilowskiej konkluzji: "Celownik wymierzony jest w jedyny ratunek dla nas wszystkich - Kościół rzymskokatolicki. Gdy owi agenci chaosu dokonają swego dzieła zniszczenia, upadnie Unia Europejska, a my pójdziemy na dno razem z nią (...) okazuje się, że kto został pozbawiony łaski wiary, jest barbarzyńcą z jakiejś "hordy", dba tylko i wyłącznie o własny interes, macza palce w niszczeniu wielkiego, chrześcijańskiego projektu UE, w swoim życiu utracił poczucie sensu, jest "gnuśnym" egoistą. Ach, zapomniałem. Jest również jednostką słabą i rozleniwioną, niezdolną do podjęcia odpowiednich działań. Unia Europejska właśnie się rozsypuje. I to z powodów wyżej wymienionych."

Po pierwsze:

Unia Europejska upada, wg prof. Gilowskiej, z powodu kryzysu WSPÓLNOTY WARTOŚCI, a nie, jak interpretuje to pan Gajdziński, kryzysu WSPÓLNOTY WIARY.

Daję w tym miejscu kredyt zaufania inteligencji prof. Gilowskiej, która poprzez "wspólne wartości" miała na myśli wartości pozareligijne a nawet stricte ekonomiczne np. wspólna europejska polityka budżetowa, głębsza integracja gospodarcza i fiskalna (wprowadzenie wspólnych europejskich obligacji, podatków od przedsiębiorstw itd.).

Wspólnota wartości przechodzi najważniejszą próbę właśnie w czasach kryzysu - wizja połączonej Europy jako wartości samej w sobie musi, wg prof. Gilowskiej, okazać się wystarczającym spoiwem, w przeciwnym razie Unia upadnie.

Po drugie:

Prof. Gilowska NIGDZIE nie stwierdza, iż ludzie niewierzący to "barbarzyńskie hordy", tudzież "gnuśni egoiści". Twierdzi jedynie, że brak wspólnotowości prowadzi do rozleniwienia intelektualnego i erozji zastępującej rozwój.

Wiara jest tylko jedną z dróg do wspólnoty. Faktycznie, Zyta Gilowska uważa, że chrześcijaństwo jest do tego drogą najlepszą, ale nie jedyną.

Czy w istocie "tylko ta religia [chrześcijaństwo] perfekcyjnie łączy silną jednostkę z silna wspólnotą, niczego jednostce nie odbierając?" Z tym zdaniem można bardzo skutecznie polemizować: nie zmienia to faktu, iż prof. Gilowska w żaden sposób nie wypowiada się pejoratywnie o ludziach, na których nie spłynęła "łaska wiary".

W końcu po trzecie:

Pan Gajdziński konkluduje, że PiS wprowadza czarno-biały obraz rzeczywistości: "Pani Zyta Gilowska zeszła na chwilę z wyżyn swojej wyższości moralnej i zechciała mnie uświadomić, że jestem w strasznym błędzie. Świat jest biało-czarny, a właściwie tylko czarny (przynajmniej dopóki rządzi PO, jak władze przejmie PiS to będzie biały). Niezwykle skomplikowana rzeczywistość okazała się jednak bardzo prosta. Wszystko polega tylko i wyłącznie na konflikcie zła z chrześcijaństwem. Wszystko inne w tym się zawiera i tyle. Świat, życie, rzeczywistość (jak zwał tak zwał) jest zero jedynkowy."

Znamienne, że swoim listem pan Gajdziński sam ową zerojedynkową wprowadza: oto PiS i osoby publiczne z nim związane jawi się jako imperium zła i oszołomstwa, które planuje prowadzić chrześcijańską krucjatę pod biało-czerwonymi sztandarami. PiS to jądro ciemności, kto myśli inaczej ten trąba.

Konkludując, chciałem jedynie zaznaczyć, że jestem daleki od bycia tubą propagandową dla jakiejkolwiek z partii. Ale jeżeli oczekujemy od publicznych debat minimalnego poziomu merytorycznego, zacznijmy owego poziomu wymagać od nas samych.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.