Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Okazuje się, że rząd Jarosława Kaczyńskiego przeczuwał nadchodzący kryzys. Co prawda nie spodziewał się go nikt inny jak świat długi i szeroki, ale pani minister Gilowska wiedziała. Nie podjęła żadnych działań w kierunku zabezpieczenia Polski przed jego skutkami, ale miała bolesną świadomość jego nadejścia.

Pani minister opisuje swoją współpracę z premierem Kaczyńskim, jako bardzo dobrą, choć przecież inni ich współpracownicy mówią, że nie było łatwo. Cóż, czas wyborów rządzi się swoimi prawami i nic tego nie zmieni.

Jednak najciekawsze fragmenty znalazłem pod koniec pięciostronicowego wywiadu. "Wspólnota wartości jest pierwotna wobec zasad etycznych i wobec prawa. Gdy jej nie ma, stajemy się jakąś hordą, a nie wspólnotą w znaczeniu kulturowym. Zanika współpraca, dominuje interes własny. Powtarzam - bez wspólnoty wartości nic nie działa dobrze, także wspólna Europa." - mówi pani minister Gilowska. Kontynuuje: "Erozja i rozpad wspólnoty wartości jest chorobą śmiertelną. Odbiera życiu sens, czyni je gnuśnym, atomizuje jednostki, wyzwala egoizm lub wywołuje neurastenię. Nawet najliczniejsza populacja jednostek słabych i rozleniwionych nie da efektu synergii, nie przyniesie dynamizmu i żywotności. Analizując kryzys projektu Unii, nie można o tym nie rozmawiać. Bo ta wspólnota niestety na naszych oczach się rozsypuje".

Potem pada pytanie o to jak to jest, że pieniędzy unijnych brakuje na obronę życia nienarodzonego, a nie brakuje na "postulaty skrajnie antychrześcijańskie". I tu ujawnia się cały, obrzydliwe spisek mocy ciemności, diabła i (gorszego od nich wszystkich) premiera Donalda Tuska. "Coraz silniejsze są też środowiska, które walczą z chrześcijaństwem, chociaż TYLKO (podkreślenie moje) ta religia perfekcyjnie łączy silną jednostkę z silną wspólnotą, niczego jednostce nie odbierając."

Innymi słowy potężne lobby antychrześcijańskie rozsadza Unię Europejską od środka. Zawiła taktyka tych niszczycielskich sił polega na tym, by na początku zniszczyć ducha wartości europejskich. Celownik wymierzony jest w jedyny ratunek dla nas wszystkich - Kościół rzymskokatolicki. Gdy owi agenci chaosu dokonają swego dzieła zniszczenia, upadnie Unia Europejska, a my pójdziemy na dno razem z nią.

Najciekawsze jest to, co pani minister myśli o tej części obywateli RP, którzy są osobami niewierzącymi. Okazuje się, że kto został pozbawiony łaski wiary, jest barbarzyńcą z jakiejś "hordy", dba tylko i wyłącznie o własny interes, macza palce w niszczeniu wielkiego, chrześcijańskiego projektu UE, w swoim życiu utracił poczucie sensu, jest "gnuśnym" egoistą. Ach, zapomniałem. Jest również jednostką słabą i rozleniwioną, niezdolną do podjęcia odpowiednich działań. Unia Europejska właśnie się rozsypuje. I to z powodów wyżej wymienionych.

Ta trafna diagnoza wygłoszona przez członka Rady Polityki Pieniężnej i byłą minister finansów jest wręcz fascynująca! Przeczucie niestety mnie myliło, gdyż liczyłem, że pani minister zamiast apokaliptycznej wizji upadku wspólnej Europy, przedstawi czynniki natury gospodarczej, które jak mi się do dzisiaj rana wydawało, odpowiadają za kryzys UE. Nic bardziej mylnego!

Pani minister Gilowska postawiła się w jednym rzędzie obok Piotra Skargi i, nie przymierzając, Jakuba Wujka.

Skąd na prawicy bierze się postawa "moralnej wyższości" jej członków nad resztą społeczeństwa oraz sceny politycznej? Czy jeśli PiS dojdzie do władzy możemy się spodziewać, że zrobi coś z problemem "niewierzących" niszczycieli życia wspólnotowego? Czy PiS rozprawi się z gnuśną hordą egoistów?

A co z tymi, którzy inspirują te wydarzenia? Czy są to Żydzi, masoni, żydomasoni, żydokomuniści, redaktorzy Gazety Wyborczej, czy po prostu tuskowcy? Nie wiadomo. I tym lepiej. Właśnie dzięki temu można rozpocząć kolejne polowanie na czarownice, szukać kolejnego układu, w imię miłości i jednego, świętego, powszechnego i apostolskiego Kościoła oraz przyszłej wspaniałości rozpocząć kolejną wojnę polsko-polską i dalej dzielić społeczeństwo i tak w dużej mierze już podzielone.

Można mieć pretensje, że rząd Donalda Tuska prowadzi domniemaną politykę "ciepłej wody w kranie". Trzeba pytać i żądać realizacji obietnic wyborczych oraz domagać się potrzebnych reform. Rząd PO można punktować z powodu pośpiesznie wprowadzanego prawa, które często jest źle przygotowane. Trzeba wskazywać pojawianie się tematów zastępczych oraz bubli prawnych wychodzących z Sejmu. Ale nie dajmy się zwariować. Polska scena polityczna nie kończy się ani na PO, ani na PiS.

Nic chciałbym się obudzić pewnego dnia w kraju, w którym rząd zamiast walczyć z kryzysem finansowym, zacznie śledzić nieistniejący układ oraz walczyć z kolejnymi wiatrakami w rodzaju agentów chaosu minister Gilowskiej.

Na koniec skromnie zauważę, że jeszcze do dziś rana wydawało mi się, że świat jest wielki, szeroki, różnorodny i że ma tak wiele barw, że aż trudno zliczyć. Po raz kolejny - nic bardziej mylnego. Pani Zyta Gilowska zeszła na chwilę z wyżyn swojej wyższości moralnej i zechciała mnie uświadomić, że jestem w strasznym błędzie. Świat jest biało-czarny, a właściwie tylko czarny (przynajmniej dopóki rządzi PO, jak władze przejmie PiS to będzie biały). Niezwykle skomplikowana rzeczywistość okazała się jednak bardzo prosta. Wszystko polega tylko i wyłącznie na konflikcie zła z chrześcijaństwem. Wszystko inne w tym się zawiera i tyle. Świat, życie, rzeczywistość (jak zwał tak zwał) jest zero jedynkowy.

Pani minister, błagam! "Polacy zasługują na więcej"!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.