Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Media, w tym również "Gazeta Wyborcza", bardzo się ostatnio zatroskały sytuacją w SLD. Szczególne oburzenie i współczucie wzbudziło oszukanie co do numeru na liście Wandy Nowickiej oraz Roberta Biedronia. Nie sposób nie zgodzić się, że SLD postąpił niegodnie i głupio, zwłaszcza w przypadku kompetentnej i bardzo aktywnej społecznie Nowickiej. Ale nie wierzę, że dziennikarze tak tubalnie nagłaśniają te dwa przypadki wyłącznie ze względów pryncypialnych (nie należy kłamać i manipulować) czy ogólnopaństwowych: w demokracji powinna istnieć wykrystalizowana lewica. Medialna wrzawa ma u podstaw chęć osłabienia SLD. To gwoli wyjaśnienia, że naiwność czytelników bynajmniej nie jest zjawiskiem powszechnym.

Jeżeli zaś idzie o SLD, to lewicowy elektorat rzeczywiście ma z ta partią coraz większy problem. Bo na kogo głosować, jeżeli nie na Sojusz, ale właściwie co dziś owa partia ma wspólnego z lewicowością? Jakich krzywdzonych broni, jak kształtuje wrażliwość społeczną, jak dba o równość w codziennej praktyce? Jakie konkretnie działania za nią stoją? Właściwie utarło się, że jest lewicowa, bo chcąc nie chcąc stała się dziedziczką Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (notabene wzięła od niej skłonność do lekceważenia działalności kobiet w polityce) a priori uchodzącej za lewicową właśnie. Problem SLD polega na tym, że jego żelazny elektorat (czyli ci, którzy mają inną ocenę PRL-u niż obowiązująca w IPN i powszechnej propagandzie) wymiera, a nowego partia ani nie przyciąga przykładem własnych zaangażowanych działań, ani go nie kształtuje zapoznając z dokonaniami i programami światowej lewicy czy ze współczesna myślą lewicową. Aspekt kształcący realizuje środowisko "Krytyki Politycznej" i "Le Monde diplomatique. Edycja Polska", z którymi SLD, delikatnie mówiąc, nie bardzo się brata. Dla Sojuszu liczy się pragmatyzm działania, czyli skuteczność kuluarowych gier politycznych; ideowość, zaangażowanie to pojęcia mało znajome. Polityk - oczywiście - musi być skuteczny, ale na dłuższą metę siłę daje związek z ludźmi. A co łączy tych, którym nie starcza do pierwszego, tych, którzy nie mogą znaleźć pracy, którzy z przerażeniem teraz właśnie liczą pieniądze na horrendalnie drogie, najczęściej niemożliwe do dziedziczenia podręczniki dla dziecka (nie daj Boże - kilkorga dzieci), którym brakuje na lekarstwa, na leczenie; te, które muszą urodzić kolejne dziecko, choć nie wiedzą, jak sobie potem poradzą, które nie mogą wrócić do pracy, bo znowu zabrakło miejsca w przedszkolu czy żłobku, więc co może ich wszystkich łączyć z medialnymi politykami, rozsiewającymi kolejny raz mowę-trawę? Cudów elektorat nie żąda, na początek wystarczyłoby zaangażowanie ludzi lewicy w codzienną działalność prospołeczną. Żadnego wsparcia między kampaniami jednak nie ma, a ci nieliczni, którzy próbują w czymś pomóc, jak Wanda Nowicka na przykład, odpadają z wielkiej gry.

Nie wiem, jak ma się odrodzić lewica. Ale jak długo można żyć wiarą, że Sojusz zmieni się na lepsze? A gdyby całkiem legł w gruzach (na co prawdę powiedziawszy zasłużył), to czy narodzi się nowa wartościowa formacja? Rozterki lewicowego elektoratu są znacznie głębsze niż prosta radość mediów z niepowodzeń sierot po PZPR.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.