Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Słuchałam dziś audycji "Mediacje" Ewy Wanat w TOK FM, rzecz dotyczyła wystawienia na sprzedaż telewizji TVN i jak to wpłynie na rynek mediów w Polsce. Przy okazji padło parę słów o obchodzącej właśnie 10-lecie TVN24, a będącej częścią grupy TVN. Rozmówcy w miarę zgodnie twierdzili, że - cokolwiek miałoby to znaczyć - "TVN24 nadaje ton". Czyli, domyślam się - jest opiniotwórcza (ba! - życiotwórcza, bo jeśli jesteś posłem i tam nie bywasz, to cię faktycznie nie ma!), szybko reaguje na wydarzenia, wyznacza kierunki, zarówno debaty, jak i te mniej ważne - modowe, czyli "co dziś miała na sobie Kuligowska i czemu tym razem Tadla na jakimś party jest ubrana w pomarańczowy worek". Przede wszystkim jednak, pod pozorem obiektywizmu, podprogowo sączy komunikat: Polska PO, ze wszystkimi jej wadami, jest lepsza od Polski PiS. Last but not least - TVN24 ma Błękitnego. A taka publiczna TVP Info, choć czerpie i z reklam, i z abonamentu, nie ma nawet Buraczanego.

Kpię trochę, ale mam wrażenie, że siła rażenia TVN24 jest przeszacowana. Może dlatego, że w segmencie telewizji informacyjnej praktycznie nie ma konkurencji; to, poza wynikami finansowymi, jest część źródła jej samozadowolenia. Jest też, moim zdaniem, coraz bardziej kiepska, pędzi w stronę tabloidu, na co nie należy się obrażać, ale warto mieć tego krytyczną świadomość. Co nie oznacza, że nie jest profesjonalna; jest, w wielu aspektach - zwłaszcza technologicznym. Byłam jej częstym widzem od bardzo dawna, aż w końcu przestałam oglądać, dochodząc do wniosku, że od szybkiego niusa wolę późniejszą, ale rzetelną publicystykę. Wolę, gdy się mówi do mnie powoli. Zrozumiale i dobrą polszczyzną. Wreszcie, czy raczej przede wszystkim - lubię, gdy dziennikarz (tu słowo na wyrost) wie, o czym mówi. Lubię też, gdy rozumie i słucha rozmówcy.

Punkt krytyczny na moim pilocie nastąpił, gdy w miksie niusów ze świata Jacek Pałasiński, między relacją z hiszpańskiego buntu młodych a czymś równie ważkim, zaczął nawijać, że w szanghajskim ZOO przyszła na świat ciekawie umaszczona małpka (i tu następuje link do YouTube'a). Za pierwszym razem pomyślałam, że to jakaś idiotyczna wtopa, ale nie - biednego, poważnego pana Jacka wcisnęli w dziwny format "Świat wg Jacka" i kazali regularnie puszczać materiały w stylu "fajny piesek w Bombaju puszcza różowe bąki". Świat wg Jacka czy wg Garpa? Ten drugi byłby przynajmniej zabawny, pierwszy zgrzyta strasznie. I nie jest niczym innym, jak precyzyjnie skrojonym przez wydawcę produktem, za którym stoi pakiet badań mówiących, że widz czasem musi zobaczyć miłego pieska, by nie dostać wymiotów od nadmiaru Afganistanu. Rzeczywistość boli japiszona wystarczająco bardzo (ten cholerny frank...)! No właśnie, o franku w kilkunastosekundowej wrzucie wypowie się M. Teichman, pan o gestykulacji i mimice histeryka po sporej dawce "produktu kolekcjonerskiego".

Niedouczone "prompterki"

W TVN24 wiele zgrzyta, aż zęby bolą. Prezenterki-czytaczki, które nazywam "prompterkami", często rozbrajająco niedouczone, a może to dzisiejszy standard i odpuścić trzeba. Dziś, by czytać z kamery, nie mówisz wiedzieć, że stolicą Haiti jest Port-au-Prince, męczysz się więc jeśli ci nie napiszą wielkimi bukwami "Portopręs", kombinujesz jak ten zlepek ugryźć i na czuja strzelasz - "Portauprajs" (autentyk, poranna M. Kuligowska). Takich perełek jest cała masa, dodam do pary, by raźniej było: A. Kalczyńska i uparcie angielszczony przez nią "van Rompaj". Nie każdy może być Andrzejem Turskim. Ten, choć też w Panoramie czyta, WIE, co czyta. Bo wie bardzo dużo.

Ale, trzeba to docenić, prompterki i prompterzy czasem próbują nadrabiać. Mają na przykład gościa, który w 30 sekund musi dokonać słownej syntezy sytuacji światowej. To super okazja, by pokazać profeskę. Profeska polega na wymiennym stosowaniu 3 wyrażeń: "tak się zastanawiam (...)", "tak sobie myślę (...)" oraz "czy musiało do tego dojść?" (aż się prosi prześmiewczy klasyk - "widocznie musiało, skoro doszło"). Te trzy wyrażenia nie chodzą rzecz jasna samotnie, a w towarzystwie zmarszczonych czół, zafrasowanych światem teatralnych min, często też intelektualnie obracanego w palcach długopisu. Ten ostatni zestaw często jest domeną K. Durczoka w "Faktach po Faktach", pani Pochanke w tym samym programie obywa się bez długopisu, za to do perfekcji doprowadziła arsenał przekrzywień w fotelu, dramatycznych ruchów głowy, powolnej modulacji Ważnych Pytań (z koperty "Smoleńsk" zwłaszcza), ciężkich oddechów i wznoszenia napięcia. Boskie.

Komentarzy jak na lekarstwo

Komentatorzy są niemal etatowi i do bólu przewidywalni. I o to chodzi, szybka rozmowa na żywca ma przebiegać gładko i znajomo. Ale umówmy się - nie mamy ich zbyt wielu. Zatem wchodzą i wychodzą, socjologia z politologią pod pachę - Kik, Chwedoruk, Jabłoński, Markowski, Flis... Po kilku miesiącach nawet Pani Portauprajs może rozmawiać z Doktorem Komentatorem z zamkniętymi uszami. Komentują (nie tylko są przedmiotem analizy) także politycy, ostatnio często Leszek Miller i pewien Józef, który - jak zapowiadał - wrócił ostry jak brzytwa. Czasem jednak nierozważnie zaproszony zostaje Komentator Nieprzewidywalny. Spec, nad którym nie zapanuje nawet długopis Durczoka. Takiej niedoli doświadczył ostatnio P. Marciniak, biedaczek musiał zapanować nad Ewą Łętowską, która jest rozmówcą trudnym (ktoś w stacji tego nie wiedział?!), bo wypowiada się tylko na tematy sobie doskonale znane (a nieznane p. Marciniakowi i większości Polaków) i mimowolnie obnaża marność interlokutora. Z populistycznej gadki o Norwegii i Breiviku (kara śmierci?) wyszły nici i zapewne nerwowy pot pod garniturem. Knapik, Morozowski i Rymanowski klonują samych siebie, tylko dekoracje się zmieniają.

Są rzadkie wyjątki. Zbyt rzadkie. Miecugow, Wierzyński. Czasem Olejnik, ale i ona miewa bardzo słabe merytorycznie wejścia. Kilkoro niezłych reporterów terenowych. Parę dobrych pozycji weekendowych. Fajny poranny Kuźniar, taki nieszkodliwy wesołek; cenny, bo zdystansowany, nie udaje, że wie więcej niż wie. Dobry do kawy.

Informacyjny fast food

Ale i tak jest słabo, coraz słabiej. Coraz więcej ze specyfiki tabloidowej, operującej fałszywym skrótem. Cóż, zrobiono pewnie badania i target (wielkomiejskie japiszony) chce widzieć swoje odbicie - młodość, gładkość, tempo i treściwy skrót. Kaszanka gotowa do wtłoczenia w żyły. Dla ramoli jest ramolska i powolna TVP info.

Tzw. 'kontent' TVN24 jest wyznaczany przez specyfikę spółki giełdowej - maksymalizacja zysków, optymalizacja nakładów. Nie ma co się obrażać na realia, ale też śmieszy aspirowanie do czegoś więcej. TVN24 nie jest żadnym wysokim medium opinii. To zaledwie informacyjny fast food. I naprawdę kiepsko, gdyby faktycznie - jak mówi Ewa Wanat - TVN24 "nadawała ton". Zresztą sama udowodniła, że - w ramach korporacji! - możliwe jest porządne medium, z merytorycznym Moszem, Głogowskim, cudnie powolnym mistrzem rozmowy - Chlastą, zaangażowanym Janiszewskim i wariackim Łasiczką. Tylko, do jasnej Anielki, niech Janina Paradowska przestanie wreszcie przerywać rozmówcom!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.