Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Widok rzędów krzyży na mogiłach tych dzieciaków niezmiennie wywołuje u mnie łzy w oczach - łzy wzruszenia i żalu. Żalu o to, że te, często jeszcze nastoletnie dziewczyny i chłopaki, w wieku zbliżonym do moich córek (dziś już często od nich młodszym), musiały tak szybko oddać życie. Coraz częściej też myślę, że oddać na darmo, niepotrzebnie. Oni powinni byli żyć, a nie umierać. Ktoś jednak posłał ich na barykady. Ktoś swą decyzją doprowadził do tego spustoszenia. Bo to nie była harcerska zabawa w podchody, to była wojna. Wróg strzelał prawdziwymi pociskami.

Całkiem niedawno, zaledwie parę lat temu, uświadomiłem sobie, że prawdziwa rzeź spotkała jednak ludność cywilną Warszawy. Czy te 180-200 tysięcy obywateli było gotowe umierać w tak strasznym upodleniu za cele, które postawiono powstańcom? Czy ktoś ich o to pytał?

W końcu: czy te cele były postawione w granicach rozsądku i realizmu politycznego i militarnego? Mam wątpliwości. A gdy są takie wątpliwości, to trzeba o tym rozmawiać. Dlatego bliższa jest mi postawa Radosława Sikorskiego, i jego prawdziwy patriotyzm, niż tych, którzy Polską, polską krwią i ofiarą wycierają sobie, za przeproszeniem, gęby w co drugim zdaniu, cynicznie wykorzystując te trudne, ale nasze wspólne sprawy, dla swoich partyjnych celów (to sie nazywa "polityka historyczna"?). Mam tu na myśli również wypowiedzi polityków PiS zacytowane w komentarzu redaktora Sroczyńskiego na "Wyborcza.pl" 2/08/2011. Zamiast rozważnie i mądrze dobierać słowa i argumenty w tej ważnej dyskusji, panowie posłowie (Hofman, Girzyński) zdobywają się jedynie na głupawe pseudo-komentarze, świadczące już nie tyle o marnej jakości tego ich patriotyzmu, co o ich kulturze.

A szkoda, bo mądra dyskusja jest tak samo potrzebna jak w wielu innych sprawach dzielących dziś Polaków. Tylko trzeba dyskutować, a nie obrażać. Trzeba się otwierać, a nie zamykać w narodowo-katolickiej twierdzy.

Wreszcie, oddzielmy dwie sprawy: cześć dla bohaterskich Powstańców nie wyklucza trzeźwej oceny samego Powstania. Dotyczy to zresztą wielu innych powstań w naszej historii. Bohaterstwo żołnierzy nie powinno przymykać naszych oczu na tę drugą stronę bilansu, jaką była kolosalna ofiara zapłacona przez zwykłych Warszawiaków, wyniszczenie tego, co się z patosem określa jako "kwiat młodzieży", i elity tego społeczeństwa, czy totalne zniszczenie miasta. Za to wszystko Polska zapłaciła (a może nadal płaci?) kolosalną cenę. Czy zawołanie "Nigdy więcej powstań!" nie jest wezwaniem do prawdziwie patriotycznej pracy?

Pozdrawiam Redakcję "GW"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.