Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wyjątkowy cykl dokumentalno-podróżniczy. Jeśli jeszcze go nie odkryliście, to gorąco zachęcamy, żeby poświęcić mu czas. Powstało już kilka serii, ale kolejność oglądania nie ma znaczenia. Dzisiaj możemy być nad Channel Islands, a jutro nad Wielkim Kanionem czy zamkami w Bawarii. Czasem oglądamy znane atrakcje turystyczne, innym razem zapomniane lub nieoczywiste okolice.

Każda podróż przebiega według szlaku wytyczonego na mapie na początku odcinka. Dzięki temu wiadomo, co będziemy oglądać i o czym opowie narrator. Poza obrazami, muzyką i nienachalnym komentarzem czeka jeszcze najważniejsza niespodzianka. Bo okazuje się, że np. dobrze znane nam miasto kryje tajemnice, które widać tylko, kiedy patrzy się na nie z góry.

Podczas seansu niemal czuje się powiew wiatru, kiedy kamera przelatuje nad jakimś obiektem, gdy go okrąża i fotografuje z każdej strony. Czasem zatrzymuje się na jakimś detalu, pokazuje go bez pośpiechu, a potem gwałtownie przyspiesza. Operator (filmuje się z helikoptera) nie musi się przejmować, że droga gdzieś się kończy i normalnie nie można by tam było ani dojechać, ani wejść. Nie ma żadnych ograniczeń... poza pozwoleniami od władz na filmowanie obiektów i terenu.

Piękne i przemyślane zdjęcia, świetny montaż, krótkie, ale ciekawe komentarze nie męczą odwiedzanym miejscem. Każda wycieczka jest na tyle wciągająca, że po jej obejrzeniu od razu ma się ochotę na następną. ( zag)

Rozmowa z Richardem Mervyn'em pomysłodawcą, reżyserem i montażystą cyklu "Świat z góry"

BARTOSZ WRÓBLEWSKI: Lata pan po świecie, żeby filmować piękne krajobrazy. To chyba praca marzeń. Dużo osób chce to później oglądać?

RICHARD MERVYN: Proszę zwrócić uwagę, jak często pasażerowie samolotów proszą o miejsce przy oknie - właśnie dlatego, że chcą spojrzeć na świat z innej perspektywy. My oferujemy im ten luksus w domowym zaciszu. Można oglądać świat z góry, siedząc w domu w swoim ulubionym fotelu.

W pana przypadku też wszystko zaczęło się w samolocie?

Nie, w helikopterze w roku 1978. Realizowałem wtedy program o angielskich ogrodach i chciałem obejrzeć je z góry, żeby zobaczyć, jakie tworzą wzory. Nagle się okazało, że pewne rzeczy, które trudno było wyjaśnić z ziemi i próbowaliśmy pokazać je nawet w pięciu ujęciach, z góry są oczywiste od razu, w jednym ujęciu.

Przy okazji zobaczyłem też rozległe angielskie krajobrazy. I od pierwszego wejrzenia zakochałem się w tym punkcie widzenia. Zrozumiałem, że chcę oglądać świat z tej perspektywy. I krok po kroku zacząłem realizować coraz więcej programów, w których robiłem zdjęcia z powietrza.

Jaki był następny krok?

Z pilotem, z którym pracowaliśmy przy ogrodach, zrealizowaliśmy serię dotyczącą brytyjskiej historii. Oczywiście ze zdjęciami z powietrza.

A potem założyłem z przyjaciółmi firmę SkyWorks. Zaczęliśmy budować archiwum zdjęć lotniczych, które mogły od nas kupować stacje telewizyjne czy produkcje filmowe.

"Świat z góry" to świetna reklama dla waszego archiwum.

Tak, korzystamy z naszych zasobów. Przy okazji ich zbierania wpadłem na pomysł realizacji programu, którego nikt przede mną nie wymyślił. Nakręciliśmy więc pierwszy odcinek, pokazaliśmy dystrybutorom i tak bardzo się spodobał, że pracuję już nad ósmą serią. Zbliżamy się do setnego odcinka, a nasz program jest emitowany w ponad 40 krajach.

Czy "Świat z góry" można nazwać zmontowaną, telewizyjną wersją Google Earth?

Nie do końca, bo Google Earth pokazuje wszystko z daleka, a my możemy być tylko dwa metry od ziemi. A to daje szansę zaskakiwania widzów. Jeżeli droga jest pusta, lecimy tuż nad nią, jakbyśmy byli samochodem. Aż nagle docieramy do zakrętu - i nie skręcamy, lecimy prosto w przepaść. Dzięki temu zdjęcia powietrzne są emocjonujące. Możemy zbliżyć się do górskich szczytów lub lecieć tuż nad czubkami drzew tropikalnego lasu deszczowego.

Google Earth przypomina widok z balonu. Nam zależy na dynamice i różnorodności. Układ filmu nie zmienia się w przestworzach. Musimy mieć szerokie i wąskie kadry, z wysoka i z niska, statyczne i w ruchu, plenery i detale. Inaczej zanudzimy widza.

Ile osób realizuje program?

Zawsze interesowałem się architekturą i historią. Wiem także trochę o projektowaniu ogrodów. Ale zawsze ciągnęło mnie też w przestworza, upajałem się widokami z góry. Dlatego odpowiadam za zdjęcia oraz przygotowuję notatki i sugestie dla osób, które piszą tekst dla lektora. Uzasadniam, dlaczego wybrałem te miejsca i jakie informacje na ich temat chciałbym uwzględnić w programie.

Ale to odbywa się już po montażu, kiedy wiadomo, jak długo filmowany obiekt jest na ekranie.

Montaż to też moja działka. Ale wszystko dopracowujemy z członkami ekipy. Trzeba dobrać muzykę, każdy odcinek musi mieć odpowiedni rytm, bo widz nie może poczuć żadnych drgań ani usłyszeć dźwięku helikoptera. Ma odnieść wrażenie, że podróżuje latającym dywanem.

Jak wygląda praca w terenie?

Materiał do jednego odcinka zbierają cztery osoby. Poza mną jest technik, osoba wspierająca nas z ziemi - przewozi rzeczy, załatwia pozwolenia, obsługuje GPS, itp. - oraz doświadczony pilot.

A doświadczenie pilota w pracy z kamerą to sprawa kluczowa.

Kilka razy zdarzyło mi się pracować z pilotami, którzy wylatali wiele godzin, ale nigdy nie brali udziału w produkcjach filmowych i telewizyjnych. Za każdym razem było to frustrujące.

Bo pilot musi umieć używać helikoptera jak statywu, dźwigu (ruchy góra-dół) czy naśladować nim urządzenia, które pozwalają zrealizować płynne ujęcia po przekątnej. Kiedy nie muszę tłumaczyć mu wszystkiego od podstaw, mogę skupić się na filmowaniu.

Z ilu godzin materiału montujecie jeden odcinek?

Czasem wystarczy kilka godzin - zwłaszcza w Europie, gdzie wszystko jest rozmieszczone blisko siebie.

Na przykład w Niemczech zebraliśmy chyba niecałe pięć godzin nagrań. Ale w Montanie w USA, gdzie są ogromne przestrzenie i wspaniałe krajobrazy, nakręciłem około 50 godzin filmu.

Czy to znaczy, że Montana podobała się panu najbardziej spośród odwiedzonych miejsc?

Trudno odpowiedzieć. Odwiedziłem wiele przepięknych miejsc. Park Narodowy Glacier w Ameryce Północnej to zdecydowanie jedno z najwspanialszych. Tym bardziej że helikopterem dotarłem do miejsc, do których nikt nie dotarłby pieszo ani samochodem.

Ale równie fantastycznie jest znaleźć się nad miastem, zobaczyć Wenecję z perspektywy, która nie jest nikomu dostępna. Urzekły mnie Islandia, Brazylia, hiszpańskie Toledo, którego uliczki widziane z góry tworzą wspaniały wzór przypominający pajęczynę...

A własny dom - często ogląda go pan z góry?

Mieszkam w Londynie, nad którym latałem wiele razy. Bardzo lubię patrzeć na niego z góry, dlatego że jest tak rozległy. Ale także dlatego, że w przeciwieństwie do Nowego Jorku czy innych amerykańskich miast można z góry obserwować, jak się rozrastał przez wieki. W USA wszystkie miasta są młode, podobne do siebie. A w miastach europejskich widać znaki czasu, minionych epok - od starożytności przez XVIII-wieczne place po XX-wieczne wieżowce.

Czy oglądanie tych wszystkich miejsc z takiej perspektywy sprawia, że myślimy o nich inaczej?

Na pewno inaczej postrzegamy ich konstrukcję. Dla mnie fascynujące są np. główne drogi, bo z góry dopiero widać wyraźnie, jak przecinają miasta, jak łączą ze sobą różne miejsca.

Patrzenie z wysoka pozwala zrozumieć, w jakim celu pewne rzeczy zostały wybudowane, docenić pomysł. Kiedy na przykład ogląda się z góry zamek, to staje się oczywiste, dlaczego został wybudowany właśnie w tym miejscu. Od razu widać, jak wpasowuje się w krajobraz i wykorzystuje naturalny potencjał obronny. To też świadczy o geniuszu dawnych budowniczych i architektów.

Gdzie były najtrudniejsze warunki do realizacji zdjęć?

W Afryce chcieliśmy sfilmować Przylądek Dobrej Nadziei. Wiało jednak tak mocno, że nie można było utrzymać helikoptera w miejscu. Obawiałem się, że nic z tego nie będzie. Na szczęście mamy kamerę Cineflex z najlepszą możliwą stabilizacją i po wylądowaniu okazało się, że mamy piękne ujęcia przylądka z szalejącymi wokół grzywiastymi falami.

Jakie są najczęstsze przeszkody, które musicie pokonać?

Żeby przelecieć nad Manhattanem, potrzeba aż trzech pozwoleń od trzech różnych służb, bo każda kontroluje przestrzeń powietrzną nad inną częścią Manhattanu. W Londynie też potrzeba specjalnego pozwolenia lotniczego, by poruszać się nad miastem. A uzyskanie go trwa czasem tygodnie. Wtedy pozostaje tylko trzymać kciuki, żeby w dniu, kiedy obowiązuje twoje pozwolenie, była dobra pogoda.

Poza tym realizacja zdjęć w pobliżu dużego lotniska to duże wyzwanie. Na przykład w Wenecji co dziesięć minut startuje lub ląduje samolot. Można więc być w strefie nad miastem przez osiem minut, a potem trzeba ją opuścić, żeby za chwilę wrócić i znów filmować tylko przez kilka minut.

Czasem ta praca przypomina operację militarną, bo wszystko musi być tak precyzyjnie zaplanowane i wyliczone.

Zdarzało się, że odmówiono wam pozwolenia na realizację zdjęć?

W Chinach - tam przestrzeń powietrzną kontroluje wojsko, które nam odmawia. Wyraża zgodę wyłącznie na chińskiego pilota, chińskiego operatora i chińską resztę ekipy.

Ale jest jeszcze wiele miejsc, które chciałbym odwiedzić. Nigdy nie filmowałem Australii. A skoro już o tym mowa, to planujemy też realizację zdjęć w Polsce. Moja żona ma polskie korzenie, jej mama urodziła się w Polsce, ale po wojnie wyemigrowała do Danii. Wiem jednak, że Polska ma fascynującą historię, jestem ciekaw waszych krajobrazów i miast.

W czasie urlopu ma pan jeszcze ochotę zwiedzać, skoro robi to pan na co dzień w pracy?

Kiedy jestem w pracy, zazwyczaj zaczynam o szóstej rano, wracam wieczorem, jem kolację i idę spać, by następnego dnia znów wstać o szóstej. W pracy nie jest tak jak na urlopie. Ale myślę, że jestem od niej uzależniony. Mam 67 lat i wciąż czuję dreszczyk, wsiadając do helikoptera i włączając kamerę. Nawet nie myślę o emeryturze - będę to robił dopóty, dopóki będę w stanie. To zbyt ekscytujące, żebym mógł przestać.

Świat z góry - Wielka Brytania 2011, reż. Richard Mervyn Sezon 2., odc. 8-14/14

W tym tygodniu w Planete +

Sobota 27 sierpnia
10:25 Od Williamsburga do Wyspy Assateague (USA)
10:55 Od Saint-Nazaire do Vaux-le-Vicomte (Francja)
11:30 Od Myrtle Beach do jeziora Stroma Thurmonda (USA)
12:00 Od Mizen Head do Powerscourt (Irlandia)

Niedziela 28 sierpnia
10:25 Od Muirfield do jaskini Fingala (Szkocja)
10:55 Od Bayreuth do Monachium (Niemcy)
11:30 Od Bouillon do Brukseli (Belgia)

"Świat z góry" ma już siedem serii (9-14 odcinków każda). Trwają prace nad serią ósmą. Twórcy wybierają zazwyczaj jeden region, np. Toskanię czy park Yellowstone, po którym odbywają lotniczą wycieczkę z kamerą. Zaczęli od Wielkiej Brytanii, potem były inne kraje Europy Zachodniej, wyspy Morza Śródziemnego, trochę Afryki, Brazylia i USA. Może zobaczymy też Polskę, bo reżyser ma takie plany. Każdy odcinek trwa około 20 minut.

Yellowstone

Yellowstone to najstarszy park narodowy świata. Założony 1 marca 1872 roku, po ekspedycji naukowej geologa Ferdinanda Haydena, fotografa Williama Jacksona i malarza Thomasa Morana. Ich prace wzbudziły ogromne zainteresowanie. Skłoniły Kongres USA do ustanowienia parku narodowego, żeby chronić ten obszar. Rocznie odwiedza go ponad trzy miliony turystów.

Jedną z głównych atrakcji parku są liczne gejzery i źródła termalne.

Na zdjęciu największe z nich i trzecie co do wielkości na świecie - Grand Prismatic Spring. Tłoczy ponad dwa tysiące litrów wody na minutę. Kolor źródła zmienia się w zależności od stężenia bakterii oraz temperatury wody. Ciemnoniebieska barwa w środku oznacza, że woda jest tam krystalicznie czysta, a sam zbiornik bardzo głęboki.

Świat z góry
Sezon 4., odc. 7./14: Park Narodowy Yellowstone (USA)


Central Park

Ta nowojorska oaza zieleni ma ponad 300 ha. Prace nad jej stworzeniem trwały 16 lat. W tym czasie posadzono tu pół miliona drzew i krzewów, wykopano jeziora, usypano wzgórza, zbudowano dekoracje i mosty. Central Park ukończono w 1873 roku i od tamtej pory jest to najpopularniejszy park w USA. Atrakcyjny zarówno pod względem rekreacyjnym, jak i sportowym.

W idealny prostokąt parku wdziera się tylko jeden budynek - powstałe w latach 70. XIX wieku Metropolitan Museum of Art.

Świat z góry
Sezon 1., odc. 2./9: Od rzeki Hudson do Nowego Jorku (USA)


Pitigliano

Pitigliano to miasto w Toskanii zbudowane na wulkanicznych klifach. Nazywano je małą Jerozolimą. Dlaczego? W XV wieku w Państwie Kościelnym wprowadzono surowe prawo wymierzone w mieszkających tam Żydów. Musieli oni prosić o schronienie księstwa niezależne od papieża. Rodzina Orsinich, która wtedy władała Pitigliano, przyjęła uchodźców.

Przyjaźń między Żydami i chrześcijanami trwała tam przez wieki. Chrześcijanie bronili mniejszości żydowskiej zarówno w epoce wojen napoleońskich, jak i podczas antysemickich akcji w czasie dyktatury Mussoliniego. Dzisiaj w Pitigliano mieszka już jednak niewielu Żydów.

Świat z góry
Sezon 5., odc. 1./14: Od Orvieto do Elby (Włochy)


W ''Gazecie Telewizyjnej'' czytaj też:

Dywizjon 303. Powrót prawdziwych bohaterów
Polscy lotnicy walczący w bitwie o Anglię zrobili się modni. Tomasz Magierski nakręcił dokument "303", Wiesław Saniewski rozpoczął zdjęcia do fabuły "Dywizjon 303". Brytyjczycy też będą kręcili swój film z Piotrem Mularukiem. I jest jeszcze projekt Władysława Pasikowskiego "Krucha chwała"

Z góry lepiej widać świat. Oryginalny pomysł na podróże magiczne
Wędrujemy przez góry, równiny, zamki, miasta, wioski... przez najpiękniejsze zakątki świata. Można na nie patrzeć bez końca. Nawet na te już znane, bo ogląda się je z nowej perspektywy, niedostępnej dla większości z nas - z wysokości od dwóch metrów do kilku kilometrów

Ogórek pod szkłem. Księża śpią
Czujność księży jest usypiana różnymi optymistycznymi programami katolickimi w telewizji publicznej, a pod ich nieuwagę społeczeństwo zdobywa coraz więcej swoich małych wolności.



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.