Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Najtrudniejsze chwile w pracy ginekologa? Przeczytaj w książce "Bez znieczulenia">>

"Mam 34 lata, dwie córki, męża, wyższe wykształcenie, pracę, mieszkanie, samochód i zero kredytów. Dwa tygodnie temu dowiedziałam się, że jestem w trzeciej ciąży!!! Przerażona zaczęłam z mężem szukać ratunku. Przeszłam przez koszmar!!! Od wizyt u ginekologów patrzących na mnie jak na mordercę po opinie w internecie. (...) W końcu pod presją uciekającego czasu postanowiliśmy wyjechać na Słowację do kliniki aborcyjnej. Poczułam się jak w innym świecie, jak normalny człowiek, jak kobieta, która ma prawo zadecydować nie tylko o sobie, ale i o losach swojej rodziny. Wszystko odbyło się bez bólu, w trosce o moje zdrowie fizyczne i psychiczne" - to fragment listu do "Wyborczej".

Organizacje pro choice szacują, że co roku kilkadziesiąt tysięcy Polek dokonuje aborcji za granicą. Coraz więcej wyjeżdża na drugą stronę Tatr.

Aborcja na życzenie Polek

W Czechosłowacji przez lata aborcja była legalna tylko wtedy, jeśli ciąża zagrażała zdrowiu lub życiu kobiety albo gdy dziecko miało poważne wady. Wiele kobiet decydowało się na dokonanie zabiegu nielegalnie. Dlatego przepisy zostały zliberalizowane. W 1986 roku weszła w życie ustawa dopuszczająca dokonanie zabiegu na życzenie kobiety - do 12. tygodnia ciąży. Po tym czasie aborcja była możliwa za zgodą komisji lekarskiej.

Na Słowacji przepis ten obowiązuje do dzisiaj, choć na początku nowego wieku posłowie z Ruchu Chrześcijańsko-Demokratycznego uznali, iż jest sprzeczny z konstytucją, która mówi: "każdy ma prawo do życia", a "ludzkie życie zasługuje na ochronę jeszcze przed narodzeniem". Sprawa toczyła się przez sześć lat, towarzyszyło jej wiele burzliwych dyskusji. Ostatecznie w 2007 roku słowacki trybunał konstytucyjny orzekł, że nadal można wykonywać zabiegi przerywania ciąży do 12. tygodnia.

Aborcja z przyczyn innych niż medyczne jest odpłatna, ale jednocześnie państwo refunduje antykoncepcję. Efekty? Z roku na rok liczba zabiegów dokonywanych przez obywatelki tego kraju maleje. Przybywa pacjentek z Polski. Na parkingach przed położonymi niedaleko granicy klinikami większość samochodów ma polskie numery.

Zabieg z dojazdem do kliniki

Ze strony kliniki położonej kilkanaście kilometrów od popularnego górskiego kurortu, Bańskiej Bystrzycy: "Dla zachowania pełnej dyskrecji przy planowaniu prostego zabiegu ginekologicznego takiego jak usunięcie nadżerki, usunięcie ciąży czy wyłuszczenie gruczołu Bartholina nie musisz podawać konsultantce przez telefon rodzaju zabiegu. Wystarczy, że zgłosisz chęć skorzystania".

Codziennie od poniedziałku do piątku przez kilka godzin przy telefonie dyżuruje osoba znająca język polski. Zabiegi wykonywane są na bieżąco. Jeśli trzeba czekać, to najwyżej kilka dni. Na stronie nie ma adresu kliniki. Nie dlatego, że placówka ma coś do ukrycia. Po prostu zdarzało się, że zdesperowane pacjentki z Polski przyjeżdżały tam bez zapowiedzi, stwarzając problemy.

Cena aborcji to 399 euro. To cena nie tylko zabiegu, ale także transportu z Polski. Dowóz zapewniony jest m.in. z Cieszyna, Czeskiego Cieszyna, Zebrzydowic, Ustronia, Skoczowa, Bielska-Białej, Żywca czy Chyżnego. Osoba towarzysząca dopłaca 10 euro do transportu. Do tego dochodzi koszt zalecanych przed zabiegiem badań, to kilkanaście-kilkadziesiąt złotych. W klinice radzą, by badania te wykonać jeszcze w Polsce. Oprócz wyników badań trzeba zabrać ze sobą klapki, długi podkoszulek i dużą podpaskę.

Na stronie internetowej można znaleźć namiary na niedrogie noclegi, pacjentki bardzo często zatrzymują się w Bielsku-Białej. Kobiety, które chcą przyjechać do kliniki samochodem, znajdą na stronie wiele przydatnych informacji, m.in. co musi zawierać apteczka w aucie, gdzie należy wozić gaśnicę i z jaką prędkością można poruszać się po słowackich miastach. Jest też wreszcie informacja, że jeśli pacjentka cierpi na chorobę lokomocyjną, to bez obaw może przyjąć przed podróżą aviomarin, nie można natomiast zażywać kwasu acetylosalicylowego, czyli aspiryny, polopiryny itd.

Najczęściej jeszcze tego samego dnia można wrócić do domu po aborcji. Jeśli trzeba zostać w klinice dzień dłużej, nie ponosi się żadnych dodatkowych kosztów. Zabieg wykonywany jest w pełnym znieczuleniu i pod kontrolą anestezjologa - to aborcja chirurgiczna. Specjaliści z kliniki tłumaczą, że aborcja farmakologiczna - także możliwa - wymaga kilku wizyt i nie zawsze jest skuteczna.

- Przyjmowanie samemu w domu tabletek zakupionych z niewiadomego źródła bez wcześniejszej wizyty u ginekologa, najdelikatniej mówiąc, można nazwać totalną głupotą i brakiem wyobraźni - ostrzegają słowaccy lekarze na stronie internetowej kliniki.

Będzie "jak u przyjaciół"

Inna słowacka klinika - Mediklinik ma oddział m.in. w miejscowości Levice położonej 150 km od granicy w Zwardoniu. Na stronie internetowej zakładka: "Polskie media o nas", a w niej artykuł z "Polityki" sprzed kilkunastu miesięcy. Można się dowiedzieć, że pacjentki z Polski czują się "jak u przyjaciół".

Kobiety są przywożone do kliniki m.in. z Katowic, Krakowa, Wrocławia i Opola. Jeśli trzeba, klientka zostanie odebrana także z lotniska w Bratysławie, Wiedniu czy Budapeszcie.

- Mediklinik oferuje szybki, nieskomplikowany i dyskretny zabieg. Wszystko, co musi zrobić klientka, to uzgodnić z nami termin - zapraszają lekarze.

Koszt zabiegu to 370 euro, transport jest dodatkowo płatny. Jak zapewnia personel kliniki, ze względu na brak bariery językowej każda pacjentka poczuje się swobodnie. Zabieg przeprowadzony z daleka od domu to także gwarancja dyskrecji.

Personel niechętnie opowiada dziennikarzom o Polkach.

- Naszą generalną zasadą jest jak najdalej posunięta dyskrecja. Nigdy nie wypytujemy o nic pacjentek, ale wiemy, że czasem próbują wykonać najpierw aborcję w Polsce, lecz szybko zdają sobie sprawę, że nie ma to sensu, ponieważ po ósmym tygodniu ceny aborcji w Polsce wahają się od 3 tys. do 10 tys. zł, co jest absurdem. No i jest to nielegalne - dowiadujemy się w jednej z klinik.

Nie tylko konieczność zachowania dyskrecji jest powodem, dla którego personel niechętnie rozmawia o pacjentkach. Wszyscy boją się protestów organizacji pro life. Nie chcą pikiet obrońców życia z Polski pod swoimi oknami.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.