Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Do Pińska chciałam przyjechać od dawna. Miasto nad Piną i Prypecią kojarzyło mi się z magią i tajemnicą, którymi zazwyczaj owiana jest każda bagienna kraina. To także miasto wielu kultur, jak wszystkie na Kresach dawnej Rzeczypospolitej. I wreszcie - miasto Ryszarda Kapuścińskiego. Tutaj się urodził i stąd wyruszył w swoją wielką podróż. Czy znajdę tu jeszcze " piętrowe domki wśród ogródków i sadów, tu i tam drewniane płoty, cembrowane studnie, brukowane ulice ", które wspominał autor "Imperium"? Czy zachwycę się "małomiasteczkowym romantyzmem" stolicy Polesia i otwartością jego mieszkańców?

***

Pierwsze wrażenie na to nie wskazuje. Wjeżdżamy nocą, przedzierając się ulicami wśród koszmarnych blokowisk, które wydają się nie mieć końca. Hotel Prypeć tylko to wrażenie potęguje. W czasach, gdy go budowano, miał być pewnie ekskluzywnym hotelem dla obcokrajowców i bohaterów pracy socjalistycznej. Dziś pozostało tylko wspomnienie po tamtych czasach, z całym urokiem postsowieckiej obsługi, etażną na każdym piętrze i zapachem przeszłości tkwiącym w wykładzinach, meblach, ścianach. Otwieram szeroko balkon - niedaleko przepływa Pina (za hotelem wpada do Prypeci), ale widzę tylko ciemność.

Rano budzi mnie słońce. Okazuje się, że hotel jest tak zaprojektowany, że ze wszystkich balkonów można podziwiać połyskującą taflę wody (szkoda tylko, że mój balkon wygląda tak, jakby za chwilę miał odpaść).

Spotykamy się z przewodniczką Tatianą. Wita nas polszczyzną, której niezwykłe, jakby płynące wprost z serca brzmienie można usłyszeć tylko u ludzi na Wschodzie. - Nie, nie jestem Polką. Jestem Rosjanką - uprzedza pytanie. - Nauczyłam się języka, by poznać lepiej dawny Pińsk: żydowski, litewski, polski. Czyżby czar otwartości mieszkańców Polesia już zaczął działać?

***

Skrzyżowanie Sowieckiej i Lenina. Niewysokie domki pomalowane na jaskrawe (żółte, zielone, różowe) barwy z bogato zdobionymi fasadami wyglądają jak tortowe ciastka oblane kolorowym lukrem. Okna okalają - niczym brwi oczy - charakterystyczne, półokrągłe ornamenty.

- To dawny Karolin - mówi przewodniczka. - Serce żydowskiego Pińska. Karolin założył w 1690 r. Jan Karol Dolski (1637-95), starosta piński i marszałek litewski. Zaprosił Żydów, by się tutaj osiedlali, od jego imienia Karolin przyjął swą nazwę. Wkrótce w otoczeniu katolickich kościołów pojawiła się pierwsza drewniana synagoga. Karolin przez wieki rywalizował z Pińskiem. Gdy powstał kanał na Prypeci, na nabrzeżu karolińskim cumowały statki pływające Dnieprem i Prypecią. Przedmieście się rozwijało, powstawały hotele i sklepy, do przystani przybijały statki.

Dziś nie bardzo przypomina tamten tętniący życiem Karolin. Z 40 synagog ocalała jedna, w której (po remoncie) znów odprawiane są modlitwy. Pozostałością po tamtych czasach są fragmenty zabudowy z końca XIX i początku XX w., w tak dobrym stanie rzadko spotykane na Białorusi. Zaglądam do sklepiku U Samowara - przed wojną był tu jeden ze znanych sklepów kolonialnych. Kapuściński pisał w "Hebanie": "Migdały, goździki, daktyle, kakao. Wanilia, liście laurowe; pomarańcze i banany na sztuki; kardamon i szafran na wagę". Dzisiaj takie przyprawy pewnie by się znalazły, ale popakowane w szczelne w papierowe i foliowe torebki nigdy już nie roztoczą charakterystycznej woni kojarzącej się z odległymi krainami.

***

Na Stare Miasto idziemy, jak dawniej, główną ulicą. Niegdyś zwana Wielką Franciszkańską, Wielką Kijowską, Tadeusza Kościuszki, Karola Marksa, przyjęła wreszcie imię Włodzimierza Lenina. Sto lat temu była jedyną w Pińsku ulicą z chodnikiem. Do tradycji należał spacer po niej i podziwianie sklepowych wystaw. Tuż za skrzyżowaniem z Sowiecką stajemy przed białym gmachem pałacu Butrymowiczów. Trwa remont, maszyny warczą tak, że nie słychać słów przewodniczki. Tatiana prosi robotników, aby zrobili na kilka minut przerwę w pracy. Nie wyglądają na zadowolonych, ale odkładają narzędzia.

Pałac Butrymowiczów był pierwszym świeckim murowanym gmachem w mieście. O jego budowę zabiegał Mateusz Butrymowicz, starosta piński i sędzia grodzki, który marzył, aby Pińsk stał się międzynarodowym portem połączonym z Gdańskiem i Królewcem, czemu miała służyć budowa Kanału Królewskiego Dniepr - Bug. W 1784 r. Butrymowicz, wysłał 30 statków wypełnionych towarami (drewno, produkty leśne, zboże, bydło) do Warszawy. Mieszkańcy stolicy wylegli na nabrzeże, by oglądać "poleskich Indian", jak ochrzciły ich stołeczne gazety. Być może ten pomysł Butrymowicza sprawił, że król Stanisław August Poniatowski chętnie przyjął zaproszenie na Polesie. Jesienią 1784 r. odwiedził tę krainę i podczas wizyty w Pińsku położył kamień węgielny pod budowę rezydencji. Butrymowicz chciał ją postawić nad Piną. Wody gruntowe i bagienna okolica utrudniały budowę, więc wykonano drenaż z dębowych kłód. Konstrukcja wytrzymała półtora wieku, póki nie naruszyła jej budowa hotelu Prypeć, który straszy dziś niczym wyrzut sumienia.

W pałacu mieszkali najznamienitsi pińszczanie: Napoleon Orda (wnuk Mateusza Butrymowicza) - grafik, muzyk i kompozytor, Helena Skirmuntt (prawnuczka) - rzeźbiarka, i jej córka Konstancja Skirmuntt, powieściopisarka.

Przy ostatnich słowach Tatiany maszyny znów zaczynają warczeć. Przekrzykując hałas, pytam, co było po wojnie. - Dom Pionierów - odpowiada (rzeczywiście, teraz widzę gwiazdę z sierpem i młotem na fasadzie). - Po remoncie będzie tu Pałac Ślubów i muzeum rodu Ordów.

Patrzę na wyłaniającą się spod rusztowań klasycystyczno-barokową budowlę w kształcie podkowy. Rozłożysta, z kolumnami przy wejściu, z łukowatymi oknami. Nic dziwnego, że Józef Ignacy Kraszewski ochrzcił pałac mianem "elegant na wsi".

***

Tuż za pałacem Butrymowiczów, w dawnym domu Nojmana przy Lenina 36, mieściła się sławna cukiernia oraz restauracja Gregorowicza z najlepszą muzyką w mieście. W 1939 r. willę zajęli członkowie I Rady Miejskiej Pińska, którzy u Grygorowicza jadali obiady, a restaurator został wtrącony do więzienia.

Pod numerem 38 stoi wzniesiony z czerwonej cegły na początku XX w. dom Leontyny Ordy. W 1919 r. mieścił się w nim sztab poleskiego komunistycznego pułku powstańczego, a w okresie międzywojennym - biblioteka Ordy. Zwracam uwagę na szczyt budynku - jak przystało na dom stworzony dla kobiety, zdobi go zwieńczenie w kształcie kokosznika, tradycyjnego rosyjskiego nakrycia głowy.

Idąc dalej ulicą Lenina, dochodzimy do budynku, na którym widnieje napis w języku polskim: "Gimnazjum Męskie Państwowe". Gmach zaprojektował Kazimierz Skirmuntt, a zbudowano go za pieniądze Aleksandra Skirmuntta i innych przedstawicieli zacnej poleskiej szlachty. Rodowe koligacje na poleskich kresach Tatiana ilustruje znanym powiedzeniem: "Na Polesiu co nie gruncik, to Skirmuncik, co nie krzaczek, to Korsaczek, co nie morda, to Orda". Gimnazjum Męskie Państwowe było znanym w całej okolicy ośrodkiem edukacji. Zgodnie z duchem miasta, które słynęło z otwartości na wiele kultur, uczniami gimnazjum byli przedstawiciele różnych narodowości. Chodzili tu m.in. późniejsi powstańcy styczniowi Henryk Dąbrowski, Nikodem i Władysław Lewiccy, architekt Jan Żółtowski, który dla Stalina budował Moskwę, radziecki farmakolog Michał Maszkowski czy pierwszy prezydent Izraela Chaim Weizman.

***

Skręcamy w Zasłonową, jedną z najpiękniejszych uliczek starego Pińska. Znajdujące się tu siedziby banków z początku ubiegłego wieku - Kredytowego, Azowsko-Dońskiego, Rolnego - w niczym nie przypominają dzisiejszych budowli ze szkła i aluminium. Niewysokie, z wejściem otoczonym kolumnami, zdobione ornamentami wyglądają raczej jak przedwojenne wille i pałacyki.

Niedaleko, na ulicy Wiery Chorużej, stoi Teatr Kasyno - pierwsze w mieście kino, w którym odbywały się premiery najsławniejszych światowych filmów; w czasach sowieckich działało pod nazwą Ojczyzna. Zbudowane prawie sto lat temu, również wygląda jak pałacyk. Półokrągłe okna, wieżyczki na dachu, narożna baszta przykryta zieloną kopułą potwierdzają to wrażenie. Po rekonstrukcji otwarto tu Poleski Teatr Dramatyczny.

Znów dochodzimy do ulicy Lenina, przy której wznosi się klasztor franciszkanów i kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Legenda mówi, że akt erekcyjny podpisał książę litewski Zygmunt Kiejstutowicz w 1396 r. Tatiana twierdzi, że podpis został sfałszowany, gdyż w tym czasie książę był zakładnikiem Krzyżaków. Niemniej jednak stanął tu kościół drewniany, a w 1510 r., dzięki królowi Zygmuntowi I Staremu - murowany. Wojny, które nie oszczędzały tych terenów, sprawiały, że budynek był wielokrotnie niszczony. Obecny kształt zawdzięcza odbudowie w stylu barokowym w 1712 r. We wnętrzu zwracają uwagę drewniane, pozłacane rzeźby - blisko sto figur i ornamentów wykonanych przez mistrza Jana Szmytta. Mój zachwyt budzi obraz A. Romera "Pińska Madonna". Takiej Matki Boskiej jeszcze nie widziałam! Madonna z klasztoru franciszkańskiego ma piękne, długie, ciemnobrązowe włosy, a spod lekko narzuconej na nie chusty wygląda bujna, falowana grzywka. Nic dziwnego, że nazywana jest często "Madonną z grzywką". W sąsiadującym klasztorze, tak jak przed 80 laty - mieści się Seminarium Duchowne im. Tomasza z Akwinu.

Na krańcu ulicy Lenina podziwiam dwa inne znane w przedwojennym Pińsku hotele - Paryż i Angielski, który uchodził za najlepszy w mieście. Pokoje znajdowały się na pierwszym i drugim piętrze, w każdym był telefon. Na parterze mieściła się restauracja Ritz i kabaret Paradise - znany z fordanserek i znakomitej orkiestry. Tatiana pokazuje napis w języku polskim na kolumnie przed wejściem: "Komisowa sprzedaż AA. Goldberg". Odkryto go podczas remontu budynku. Przypomina o burzliwej historii miasta, w którym żyli razem Żydzi, Litwini, Białorusini i Polacy.

***

Spacer po starym Pińsku kończymy na placu Lenina, gdzie jego patron wciąż stoi na postumencie w charakterystycznej pozie - z jedną nogą wysuniętą do przodu. Tutaj był kościół św. Stanisława, przez trzy wieki symbol Pińska. Sponiewierany przez wojny budynek wysadzono w powietrze w 1953 r. Z dawnych dziejów pozostał tylko monumentalny gmach kolegium jezuitów, budowany przez 40 lat (1636-76). Jezuici słynęli z innowacyjnego, jak na owe czasy, systemu szkolnictwa, a pińskie kolegium było tego najlepszym przykładem. Bez różnicy uczono biednych i bogatych, katolików i prawosławnych, mieściły się tu biblioteka, drukarnia, teatr. Zabytkowe mury pamiętają kaznodzieję Andrzeja Bobolę, który w 1657 r. zginął męczeńską śmiercią z rąk Kozaków, a ponad 200 lat później został wyniesiony na ołtarze przez papieża Piusa IX. Po kasacji zakonu klasztor przeszedł na własność bazylianów, później prawosławnych, a w 1919 r. znowu dostali go katolicy. W zabytkowym budynku kolegium znajduje się Muzeum Białoruskiego Polesia. Wchodzimy do środka. Są tu i kły mamutów, i stroje regionalne, i obrazy poleskich malarzy, i drewniany rower. Ale największe wrażenie robi samo wnętrze: ciemne korytarze, grube mury, sale z krzyżowymi sklepieniami...

***

Jest jeszcze jedno miejsce w Pińsku, które, tak jak zresztą większość Polaków, chciałam zobaczyć - dom Ryszarda Kapuścińskiego przy ulicy Suworowa pod numerem 43. W 1997 r., gdy pisarz odwiedził rodzinne strony, był on w połowie zniszczony, a po gruzach biegały koty. Budynek odremontowano w 2001 r. dzięki staraniom Związku Polaków w Pińsku. Na fasadzie wisi tablica z napisami w języku polskim i białoruskim: "W tym domu w latach trzydziestych XX stulecia mieszkał urodzony w Pińsku wybitny polski pisarz i dziennikarz Ryszard Kapuściński (1932 -2007)". Wielokrotnie mówił, że chce napisać książkę o swoim mieście - przedwojennym Pińsku. Pozostaje żal, że nie zdążył.

Dzisiaj wciąż można zachwycić się Pińskiem i poczuć dawny klimat stolicy Polesia. Wystarczy tylko przymknąć oczy na to, co współczesne, sowieckie i postsowieckie, i szukać śladów przeszłości w brukowanych uliczkach, parterowych domach, budynkach dawnych hoteli, banków i sklepików. Mnie się to udało.

Warto wiedzieć

?  Dojazd: z biurami podróży lub indywidualnie przez przejście graniczne Terespol - Brześć; w Brześciu trzeba się przesiąść na autobus lub pociąg do Pińska. Rozkład jazdy pociągów: www.rw.by

?  Konieczna wiza, zaproszenie, ubezpieczenie medyczne i voucher, np. rezerwacja hotelowa, informacje: www.belembassy.org/poland

?  Wizę (25 euro) otrzymamy w ambasadzie i w konsulatach białoruskich lub w biurach podróży (dodatkowo ok. 50 zł)

?  Noclegi: pokój w hotelu od 38 dol. jedynka, 50 - dwójka.

?  Rejonowy Oddział Związku Polaków na Białorusi w Pińsku, tel. +375 016 53 5 57 11

W sieci

www.belarusguide.com/cities/pinsk.html

www.world66.com/europe/belarus/pinsk

* 23 stycznia, w drugą rocznicę śmierci Kapuścińskiego, w wydawnictwie Agory ukaże się "Spacer poranny" - jego opowieść o ukochanych Polach Mokotowskich, z rysunkami i zdjęciami autora

Poczta

Cieszę się, że "Turystyka" z 17-18 stycznia opublikowała bardzo ciekawą opowieść Małgorzaty Pindery o Pińsku "Na Polesiu co nie gruncik, to Skirmuncik". Muszę jednak sprostować informację, że Ryszard Kapuściński urodził się w domu przy ul. Suworowa 43 (w międzywojniu: Błotna). W odpisie jego metryki urodzenia jest podany adres Bernardyńska 50 (obecnie: Sowiecka). W Pińsku rodzina Kapuścińskich wielokrotnie się przeprowadzała. Dlatego na tablicy pamiątkowej, którą we wrześniu 2007 r. odsłoniła na Suworowa Alicja Kapuścińska z córką, znalazł się napis: "W tym domu w latach 30. XX stulecia mieszkał...". Beata Nowacka i Zygmunt Ziątek, autorzy "Biografii pisarza" (wyd. Znak 2008), podają jeszcze inne pińskie adresy rodziny Kapuścińskich: Kolejowa, Wesoła, Teodorowska 44 (obecnie: Gogola 28).

Bożena Dudko





Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.