Pięć razy przesiadałem się z samolotu na samolot, aby dotrzeć do Pohnpei, jednej z wysp Federacji Mikronezji na Pacyfiku. Chciałem zobaczyć ruiny starożytnego miasta Nan Madol, unikat na skalę światową.

Zamieszkałem u miejscowej rodziny w niewielkim parterowym bungalowie krytym eternitem (typowym dla całej wyspy). Dach przykrywał również przyległą betonową platformę będącą jakby przedłużeniem wysokiego fundamentu - była to część gospodarcza, a zarazem centrum życia towarzyskiego. We wnętrzu znajdowała się kuchnia i kilka sypialni, jednak męska część rodziny wolała spać na platformie na palmowych matach. Jako gość dostałem osobne pomieszczenie, ale w środku nocy dołączyłem do śpiących na zewnątrz, bo wilgoć i temperatura nie pozwalały mi zasnąć.
Pozostało 91% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.